Moja kawa wystygła, gdy założyciel kościoła ubolewał nad tym, że jego wspólnota utknęła w martwym punkcie. Co gorsza – nad zborem zawisła gęsta atmosfera marazmu.Pierwsze trzy lata były ekscytujące; społeczność była zaintrygowana nowym kościołem, szczerze ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi. Ale wszystko stanęło w miejscu. Liderzy spoczęli na laurach. Niedziele – nawet z …














