Kilka lat po ślubie mój mąż i ja zdaliśmy sobie sprawę, że potrzebujemy pomocy. Byliśmy młodzi w wierze i głodni wzrostu, ale nie wiedzieliśmy, jak iść naprzód. Modliliśmy się więc o dojrzałych chrześcijan, którzy by nas poprowadzili, i poprosiliśmy kilka osób o uczniostwo.Jedna po drugiej, otrzymywaliśmy odmowy.Odpowiedzi wahały się od „Oboje świetnie sobie radzicie – …
Kilka lat po ślubie mój mąż i ja zdaliśmy sobie sprawę, że potrzebujemy pomocy. Byliśmy młodzi w wierze i głodni wzrostu, ale nie wiedzieliśmy, jak iść naprzód. Modliliśmy się więc o dojrzałych chrześcijan, którzy by nas poprowadzili, i poprosiliśmy kilka osób o uczniostwo.
Jedna po drugiej, otrzymywaliśmy odmowy.
Odpowiedzi wahały się od „Oboje świetnie sobie radzicie – macie wszystko poukładane” po „Po prostu nie mam czasu”, wraz z innymi uprzejmymi, lecz stanowczymi odmowami. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy uczniostwa opartego na dzieleniu życia (ang. life-on-life), które Jezus opisał w Wielkim Posłannictwie (Mt 28,19–20), jednak w tamtych wczesnych latach żadne możliwości się nie pojawiły.
Tamten czas utwierdził nas w przekonaniu, że uczniostwo nie jest opcjonalne. Skoro jednak jest ono tak kluczowe dla chrześcijańskiego życia, dlaczego tak trudno je znaleźć – i tak trudno je oferować? Zaczęłam myśleć o tej dynamice jako o luce w uczniostwie. Większość chrześcijan wie, że uczniostwo ma znaczenie, ale ukrywamy się przed tą samą wspólnotą, której potrzebujemy.
Gdzie się gubimy
Luka w uczniostwie może wynikać z błędnego rozumienia tego, czym ono jest. Słowo „uczeń” oznacza „uczącego się”. W Ewangelii Mateusza 4,19–20 zaproszenie Jezusa skierowane do pierwszych uczniów nie jest przeglądem duchowych osiągnięć ani sześciotygodniowym programem samodoskonalenia. Jego zaproszenie brzmi: „Pójdźcie za Mną”.
Skoro uczniostwo jest kluczowe dla chrześcijańskiego życia, dlaczego tak trudno je znaleźć – i tak trudno je oferować?
Dzisiaj często mylimy biblijne uczniostwo ze świeckimi paradygmatami. Traktujemy je jak mentoring, oczekując konkretnych porad dotyczących określonego celu życiowego; jak coaching, motywujący ludzi do realizowania własnych marzeń, zamiast upodabniania się do Chrystusa; lub jak terapię, szukając pomocy w przetwarzaniu naszych problemów oraz pokonywaniu zmagań psychicznych i emocjonalnych. Chociaż uczniostwo może wiązać się z poradami i wsparciem, w swej istocie polega na naśladowaniu innych, gdy oni naśladują Chrystusa, abyśmy wszyscy wzrastali na Jego podobieństwo.
Oznacza to również, że uczniostwo nie ma polegać na klonowaniu. Jako nowa wierząca nawiązałam kontakt z pobożną kobietą, której małżeństwo i kroczenie z Chrystusem podziwiałam. Nie zdając sobie z tego sprawy, próbowałam stać się jej kopią, wierząc, że jej osobowość jest drogą na skróty do moich duchowych celów. Zajęło mi miesiące, zanim zrozumiałam, że moje skupienie było błędne. Byłam urzeczona jej cechami, a nie tym, jak Chrystus ją ukształtował.
Prawdziwe uczniostwo nie polega na stawaniu się kalką kogoś innego (1 Kor 12,4–6). To celowa, przemieniająca relacja, która sprzyja duchowemu wzrostowi, ponieważ naszym ostatecznym powołaniem jest bycie ukształtowanym na obraz Bożego Syna (Rz 8,29).
Dlaczego się ukrywamy
Niezależnie od tego, czy rozważamy bycie uczniem, czy czynienie innych uczniami, oto powszechne powody, dla których ludzie unikają uczniostwa.
1. Strach przed ujawnieniem
Wielu z nas niechętnie mówi o swoich zmaganiach i grzechach. Boimy się, że gdyby ludzie naprawdę poznali nasze słabości, oceniliby nas lub odrzucili. Ukrywamy więc nasze życie duchowe, a zamiast tego pielęgnujemy wyidealizowany wizerunek.
Rozważmy jednak wezwanie apostoła Jakuba: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy i módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie” (5,16). Uczniostwo wymaga odwagi, by pozwolić umrzeć iluzji doskonałości, aby mogła zakorzenić się prawdziwa łaska.
2. Strach przed byciem niewystarczającym
Możemy czuć się przytłoczeni złożonością i powagą Pisma Świętego oraz onieśmieleni przez innych, którzy wydają się posiadać większą wiedzę. Martwimy się, że błędnie zinterpretujemy Biblię lub ujawnimy swoją ignorancję.
Chociaż słusznie chcemy ostrożnie obchodzić się z Pismem, 1 List do Koryntian 1,27 przypomina nam, że Bóg wybiera to, co słabe i głupie w oczach świata, aby zawstydzić mocnych. Nie potrzebujemy wykształcenia teologicznego ani dyplomu seminarium, aby wiernie prowadzić innych w uczniostwie, ponieważ Bóg wyposaża wierzących, gdy słuchamy zwiastowania Jego Słowa, uczymy się w życiu Kościoła, wzrastamy poprzez prywatną pobożność i pokornie polegamy na Nim.
3. Iluzja niezależności
Kultura zachodnia ceni samowystarczalność, co przenika do naszej teologii. Wolimy kierować naszym życiem duchowym prywatnie, zakładając, że nasze własne spostrzeżenia są wystarczające.
Lecz Księga Przysłów 11,14 ostrzega: „Gdzie nie ma rządów, lud upada, tam wybawienie, gdzie wielu doradców”. Zostaliśmy zaprojektowani do współzależności w Ciele Chrystusa (1 Kor 12,21). Potrzebujemy siebie nawzajem, aby dostrzec nasze martwe pola i abyśmy mogli wskazywać sobie nawzajem krzyż.
4. Wymówka bycia zajętym
Współczesne życie jest niezaprzeczalnie wypełnione po brzegi. Zobowiązanie się do kolejnej relacji może wydawać się dodatkowym ciężarem, zwłaszcza gdy wyobrażamy sobie uczniostwo jako formalny, czasochłonny program.
Paweł napomina nas w Liście do Efezjan 5,15–16: „Uważajcie więc pilnie, jak postępujecie… wyzyskując każdą chwilę”. Jeśli uważamy, że jesteśmy zbyt zajęci na uczniostwo, warto zastanowić się, co naprawdę jest najlepszym wykorzystaniem naszego czasu. Inwestowanie we wzajemny wzrost duchowy może zająć czas w naszym kalendarzu, ale jest to inwestycja w wieczność.
5. Zranienia z przeszłości
Niektórzy z nas niosą zranienia z poprzednich relacji uczniostwa lub od chrześcijan, którzy nas skrzywdzili. Może to prowadzić do głębokiej nieufności i niechęci do ponownej próby.
Jednak 1 List Piotra 4,8 przypomina nam: „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów”. Z czasem zdrowe uczniostwo może pomóc uleczyć dawne rany, krzewić przebaczenie i ukazywać odnawiającą moc wspólnoty skupionej na Chrystusie.
Co możemy zrobić
Uczniostwo wyrasta z więzi opartej na dzieleniu życia, która wykracza poza zaplanowane spotkania i przenika do codziennych chwil, tworząc naturalne okazje do modelowania wiary i stosowania prawdy biblijnej w czasie rzeczywistym.
Może to wyglądać następująco:
- Doświadczony profesjonalista spotykający się z młodym pracownikiem, aby omówić poruszanie się w dylematach miejsca pracy z perspektywy chrześcijańskiego światopoglądu
- Matka towarzysząca młodszej mamie, aby wspierać ją w wychowywaniu dzieci zgodnie z wartościami biblijnymi
- Małżeństwo zapraszające nowożeńców na kolację, aby szczerze porozmawiać o radościach i trudach małżeństwa
- Dwoje przyjaciół wspólnie czytających rozważania lub księgę biblijną
Uczniostwo może odbywać się przy posiłku, na spacerze lub podczas wspólnej służby w kościele. I nie musi to być zobowiązanie na całe życie – zacznij od semestru lub sezonu, a potem dokonaj ponownej oceny.
Jeśli zmagasz się ze znalezieniem kogoś, kto poprowadziłby cię w uczniostwie, rozumiem ból tego oczekiwania. Odmowa może być zniechęcająca, gdy jesteś głodny wzrostu i nie wiesz, dokąd się zwrócić. Nie pozwól jednak, aby brak kogoś, kto inwestuje w ciebie, powstrzymał cię od inwestowania w kogoś innego.
Nie pozwól, aby brak kogoś, kto inwestuje w ciebie, powstrzymał cię od inwestowania w kogoś innego.
Pytaj dalej. Módl się o dojrzałych chrześcijan, którzy będą z tobą szli. A czekając, zastanów się, kogo Bóg może zapraszać, abyś ty go zachęcił, zaprosił do siebie lub z nim kroczył. Bóg kształtuje nas przez tych przed nami, ale kształtuje nas również wtedy, gdy inwestujemy w tych obok nas lub kilka kroków za nami.
Gdy robimy miejsce dla tej istotnej części życia w Chrystusie, Bóg wykorzystuje zarówno naszą potrzebę, jak i naszą gotowość, by odzwierciedlać Jego serce światu, który desperacko Go potrzebuje.






