Wszyscy desperacko pragniemy wiedzieć, czy kroczymy w woli Bożej i wypełniamy swoje powołanie. Dorastając, wielu z nas przejęło błędne założenie, że odpowiedzialni ludzie wiedzą, co chcą robić, tworzą plan i go realizują. Pewność była oznaką dojrzałości.Problem w tym, że życie nie zawsze jest takie proste, prawda? Zdarzają się turbulencje, poszukiwania duchowe, niepowodzenia i tajemnicze drzwi, …
Wszyscy desperacko pragniemy wiedzieć, czy kroczymy w woli Bożej i wypełniamy swoje powołanie. Dorastając, wielu z nas przejęło błędne założenie, że odpowiedzialni ludzie wiedzą, co chcą robić, tworzą plan i go realizują. Pewność była oznaką dojrzałości.
Problem w tym, że życie nie zawsze jest takie proste, prawda? Zdarzają się turbulencje, poszukiwania duchowe, niepowodzenia i tajemnicze drzwi, które otwierają się w nieprzewidywalnych momentach. Powołanie często przypomina zagadkę, której nie potrafimy rozwiązać – puzzle z elementami, które zdają się nie pasować.
Na przykład nigdy nie planowałem zostać redaktorem. Jestem studentem dziennikarstwa, który stał się pastorem, potem dorywczym DJ-em, nauczycielem teologii, wolnym strzelcem, a w końcu zawodowym redaktorem. Jednak zamiast czuć niechęć do tych dziesiątek zmian kierunku na przestrzeni lat, zacząłem je cenić.
Oto sześć lekcji z mojej własnej zygzakowatej podróży, które – mam nadzieję – dodadzą ci otuchy, bez względu na to, w jakim momencie życia się znajdujesz.
1. Nic się nie marnuje.
Kiedy ludzie pytają: „Jak to jest być redaktorem?”, często odpowiadam: „To praca, do której przygotowywałem się przez całe życie, nie zdając sobie z tego sprawy”. Choć nigdy nie planowałem tego robić, widzę, jak wszystko, co wydarzyło się wcześniej, w jakiś sposób wyposażyło mnie do tej pracy.
Zamiast czuć niechęć do tych dziesiątek zmian kierunku na przestrzeni lat, zacząłem je cenić.
Bez układania towaru na magazynowych półkach nie dowiedziałbym się, że większość środowisk pracy opiera się na narzekaniu i plotkach – ani jak taktownie wnosić pozytywne nastawienie, nie sprawiając wrażenia świętoszka. Bez nauczania w liceum nie przeprowadziłbym tylu lekcji ani nie nauczyłbym się zjednywać sobie niechętnych słuchaczy. Bez bycia pastorem nie wiedziałbym, jak właściwie troszczyć się o autorów, którzy czują się sponiewierani procesem redakcyjnym lub zmęczeni mozolną pracą wydawniczą.
Nawet Jezus żył przez 30 lat w ukryciu jako cieśla, zanim „wyszedł do ludzi” na trzy krótkie lata, aż do momentu egzekucji. Kto wie, jakie lekcje chłonął swoimi rękami, szlifując deski i wyrównując kąty, i jak wpłynęły one na Jego służbę.
Nic w twoim życiu nie idzie na marne. Pozornie przyziemne lub niechciane zadania nie są przekleństwem. To małe inwestycje, które przygotowują cię na przyszłość.
2. Nie zamartwiaj się tym, na co „zasługujesz”.
Najkrótsza droga do nieszczęścia to ciągłe myślenie o tym, na co się „zasługuje”.
Działa to w dwóch kierunkach. Po pierwsze, gdy tkwisz w sytuacji, która wydaje ci się poniżej twoich możliwości (zasługuję na coś lepszego), będziesz zbyt rozproszony, by czerpać korzyści z danej chwili. Z drugiej strony, gdy otrzymujesz możliwości, które wydają się wykraczać poza twoje doświadczenie (nie zasługuję na to), zamiast stanąć na wysokości zadania, będziesz przemykać pod ścianami jak oszust.
Moje wejście do branży wydawniczej było błyskawiczne. Byłem zupełnie nowy w branży, ale mój szef dostrzegł iskrę i dał mi szansę. Nigdy nie zapomnę szoku po otrzymaniu tego telefonu po zaledwie dwóch rozmowach kwalifikacyjnych: „Czy to Will? Cześć, tak, dzwonię, aby poinformować, że chcielibyśmy zaoferować ci stanowisko starszego redaktora…”.
Patrząc na moje CV, czy „zasługiwałem” na to? Ani trochę. Ale skoro już tu jestem, równie dobrze mogę się tym cieszyć i dać z siebie wszystko.
Życie jest darem, który należy przyjąć, a nie prawem, którego należy się domagać. Na ile to możliwe, wybieraj pracowitość zamiast poczucia uprawnienia i wdzięczność zamiast niepewności.
3. Rozróżniaj powołanie od zadania.
Kiedy zostałem redaktorem, miałem za sobą 13 lat pracy w kościołach i sporo wydanych pieniędzy na magisterium z teologii, spodziewając się, że zostanę głównym pastorem. Nagłe zatrudnienie w charakterze redaktora, choć ekscytujące, wpędziło mnie w kryzys tożsamości:
- Dlaczego spędziłem tyle lat na przygotowaniach do służby, by nagle przejść do wydawnictwa?
- Czy Bóg nadal był ze mnie zadowolony, czy może Go zawiodłem?
- Kim byłem bez tytułu „pastora” przed nazwiskiem?
Często czułem się zmieszany i zakłopotany twierdzeniami tych, którzy uważają, że Bóg ma dla każdego jedno konkretne powołanie zawodowe na całe życie, a naszym zadaniem jest je odkryć. Tęskniłem za taką skoncentrowaną wizją, za tą niezachwianą pewnością, ale życie bardziej przypominało „ustalanie planu na bieżąco” niż „realizację Planu A”.
Dlatego pomocne jest rozróżnienie między powołaniem a zadaniem. Twoje powołanie nigdy się nie zmienia, ale zadania zmieniają się wraz z porami życia. Jako naśladowca Jezusa wierzę, że moje największe powołanie – miłowanie Boga i innych – nigdy się nie zmienia (Mt 22,37–40). Jednak moje konkretne zadanie ulega zmianie: przez jakiś czas byłem pastorem, a teraz jestem redaktorem.
Niech powołanie będzie twoją kotwicą, ale nie bój się zmieniać zadań wraz z upływem czasu.
4. To, czego pragniesz, rzadko jest tym, co otrzymujesz.
Nie usłyszysz tego od większości coachów, ale idea, że możesz ciężko pracować i osiągnąć wszystko, co chcesz, jest kłamstwem. Życie nie jest takie proste, a zbyt wielu z nas pragnie tych samych rzeczy: popyt przewyższa podaż. Niestety, życie jest pełne sytuacji typu „prawie się udało”.
Na ile to możliwe, wybieraj pracowitość zamiast poczucia uprawnienia i wdzięczność zamiast niepewności.
Otrzymałem tak wiele odmów, które w tamtym momencie mnie zdruzgotały, ale z czasem stałem się za nie wdzięczny. Okazało się, że to, czego tak bardzo pragnąłem, pięć lat później przestało mieć znaczenie.
Zderzenie z zamkniętymi drzwiami i zniweczonymi nadziejami jest przygnębiające. Możesz tego nie czuć w danej chwili, ale zazwyczaj dobrze się dzieje, gdy okazje wymykają ci się z rąk. Jeśli twoje plany nie są elastyczne, stajesz się łamliwy, więc naucz się rozluźniać uścisk (bo inaczej stracisz zmysły).
5. Nawet odpowiedzi twierdzące mają gorzki posmak.
Ekonomista Thomas Sowell często powtarzał: „Nie ma rozwiązań; są tylko kompromisy”. To szczera prawda. Nawet najlepsze okazje – najbardziej zielone pastwiska – wciąż mają suche miejsca.
Łatwo jest idealizować nasze powołanie, jakby istniała idealna rola, która świetnie płaci, eksponuje nasze dary i minimalizuje konflikty. Otóż nie. To, co dla nas najlepsze, to często to, co wystawia nas na próbę.
Niech powołanie będzie twoją kotwicą, ale nie bój się zmieniać zadań wraz z upływem czasu.
Jeśli mierzysz się teraz z wyzwaniem, które nie wydaje się idealnie dopasowane, być może jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być. Jeśli twoje zajęcie wyciska z ciebie siódme poty, być może właśnie wtedy naprawdę coś zmieniasz.
6. Sukces zmienia postać.
Kiedy po raz pierwszy wszedłem do branży wydawniczej, byłem tak zafiksowany na pożądanym rezultacie (prowadzenie kościoła), że zajęło mi chwilę, zanim dostrzegłem dar pracy redakcyjnej – by zobaczyć moją nową rolę jako sukces, a nie drogę okrężną.
Dobrze jest wiedzieć, co czeka za rogiem. Ale taka sztywność oślepia nas na nieoczekiwane błogosławieństwa, jak pisze James Clear,
Jeśli będziesz się konsekwentnie pojawiać, niemal na pewno dokonasz przełomu – ale prawdopodobnie nie w taki sposób, jakiego się spodziewałeś lub który zamierzałeś. Potrzebujesz wystarczającej wytrwałości, by kontynuować pracę, i wystarczającej elastyczności, by cieszyć się sukcesem, gdy przychodzi w innej formie, niż sobie wyobrażałeś.
To, że czegoś się nie spodziewałeś, nie oznacza, że powinieneś tego żałować.
Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz – wiedz, że powołanie rzadko jest linią prostą i przewidywalną. To zygzak.






