Nie trzeba czytać wielu nagłówków, aby zorientować się, kto zdaniem mediów powinien najbardziej obawiać się sztucznej inteligencji. To pracownicy umysłowi, którzy mają stracić pracę — od księgowych po historyków, pisarzy, grafików, programistów i asystentów administracyjnych. To także ich prezesi, którzy powinni byli wdrożyć technologię już wczoraj, a teraz są tak daleko w tyle, że prawdopodobnie …
Nie trzeba czytać wielu nagłówków, aby zorientować się, kto zdaniem mediów powinien najbardziej obawiać się sztucznej inteligencji. To pracownicy umysłowi, którzy mają stracić pracę — od księgowych po historyków, pisarzy, grafików, programistów i asystentów administracyjnych. To także ich prezesi, którzy powinni byli wdrożyć technologię już wczoraj, a teraz są tak daleko w tyle, że prawdopodobnie zostaną zwolnieni. I wreszcie to młodzi pracownicy, którzy nigdy nie zostaną zatrudnieni, ponieważ AI potrafi wykonywać ich podstawowe zadania lepiej i taniej.
Jeśli jakimś cudem uniknąłeś tej dawki niepokoju, nagłówki poinformują Cię, że nasze pieniądze z giełdy są mocno zainwestowane w ogromną bańkę AI, która lada chwila pęknie, wpędzając całą gospodarkę w recesję.
Wszystko to sugeruje, że publiczne bicie na alarm w sprawie sztucznej inteligencji dotyczy głównie gospodarki.
Nie jestem pewna, czy patrzymy we właściwym kierunku.
Uważam, że warto głęboko zastanowić się nad tym, jak AI zmieni pracę. To ważne rozmowy. Ale jeśli nauczyliśmy się czegokolwiek z ostatnich dwóch fal technologicznych — smartfonów i mediów społecznościowych — to logiczne jest, że ci, którzy najbardziej ucierpią z powodu AI, prawdopodobnie nie są jeszcze w wieku umożliwiającym prowadzenie samochodu.
„Powinniśmy byli lepiej zdawać sobie sprawę z tego, na co narażamy nasze dzieci, dając im smartfony i dostęp do mediów społecznościowych” — powiedziała Stephanie Formenti, wiceprezes ds. rozwoju studentów w Covenant College. „Słyszę wielu rodziców rozmawiających o tym i próbujących nieco ograniczyć korzystanie z mediów społecznościowych. Ale potem nie ma żadnej rozmowy o ChatGPT. Myślę więc, że to kolejny moment, w którym musimy zapytać: czy tym razem zwrócimy na to uwagę?”
Gdybym miała odpowiedzieć na jej pytanie, powiedziałabym: „Nie, ogólnie rzecz biorąc, prawdopodobnie nie”. Badania pokazują, że blisko 30 procent rodziców nie ma pojęcia, czy ich nastoletnie dziecko kiedykolwiek korzystało z chatbota. Niedoszacowują oni skali korzystania z AI przez swoje dzieci. A czterech na dziesięciu nigdy nie rozmawiało z dziećmi o chatbotach.
Ja jednak zamierzam zwrócić na to uwagę. Zadam kilka pytań, spróbuję oddzielić uzasadnione obawy, zastosować prawdę biblijną i zebrać nieco praktycznej mądrości.
I jeśli masz na to ochotę, zabiorę Cię ze sobą.
Czym powinniśmy się martwić?
„Zasada ogólna jest taka, że należy martwić się tylko tym, na co ma się wpływ” — powiedział Brad Littlejohn, dyrektor programu i doradca ds. polityki w American Compass oraz przewodniczący ds. polityki w Alliance for a Better Future.
Kilka miesięcy temu Brad napisał artykuł identyfikujący siedem głównych obaw związanych z AI, od kwestii etycznych (Jak humanitarnie powinniśmy traktować AI?) po egzystencjalne (Co jeśli AI zniszczy świat lub zamknie nas wszystkich w Matriksie?).

Kiedy zapytałam go, czym powinni martwić się rodzice w kontekście swoich dzieci, wymienił trzy rzeczy: edukację, emocje i zatrudnienie. Są to obszary, w których AI już teraz wpływa na dzieci i młodzież, a co ważniejsze, obszary, w których rodzice mają wpływ i możliwość podejmowania mądrych decyzji, mogących znacząco wpłynąć na zdrowie psychiczne, emocjonalne i duchowe ich pociech.
Omówmy je po kolei, zaczynając od edukacji.
Zagrożenia edukacyjne
„Jakoś radzę sobie z mediami społecznościowymi, bo wiem, czym są Instagram i Facebook” — powiedziała Emily Shuler, mama czwórki dzieci. „Ale mam wrażenie, że AI to coś innego w tym sensie, że nawet nie wiem, gdzie ona jest, a gdzie jej nie ma, gdzie można do niej dotrzeć, albo jak głęboko infiltruje aplikacje społecznościowe. To tak jakby poziom głębiej niż [media społecznościowe] i bardziej zintegrowane z tym, co robią”.
Najstarsza córka Emily jest w tym roku w ósmej klasie.
„Wiem, że moja córka musi podpisać szkolną umowę — u nas, kiedy byłam w liceum, nazywało się to kodeksem honorowym — deklarując, że nie będzie używać AI” — powiedziała. „Wiem też, że używa AI. Chodzi o to, że jeśli szukasz czegokolwiek na komputerze, to jest pierwsza odpowiedź, jaką dostajesz”.
A jeśli Twoje dziecko uczy się w szkole w Ameryce, prawie na pewno ma komputer. W nieformalnym badaniu przeprowadzonym przez New York Times w zeszłym roku, 99 procent nauczycieli stwierdziło, że ich szkoła zapewnia urządzenia do użytku w klasie. Dla ponad 80 procent zaczyna się to już w przedszkolu.
W wielu szkołach każdy uczeń ma nawet własne urządzenie, z którego korzysta przez cały dzień. To stosunkowo nowa zmiana. Przed rokiem 2020 tylko około jedna trzecia nauczycieli twierdziła, że każde dziecko w klasie ma przypisane własne urządzenie. Teraz jest to 80 procent.
To dużo czasu spędzanego przed ekranem, a badania pokazują, że nie był to najlepszy krok dla edukacji: istnieje bezpośrednia i istotna korelacja między zwiększoną liczbą ekranów w klasie, spadającymi wynikami testów i rosnącą samotnością uczniów.
Wszystkie te Chromebooki są również bezpośrednimi kanałami dla AI, która w gruncie rzeczy jest zdolnością komputera do wykonywania zadań zazwyczaj kojarzonych z ludzką inteligencją, takich jak uczenie się, rozumowanie czy rozwiązywanie problemów.
Pewnie już na pierwszy rzut oka widać potencjalne problemy. Jeśli AI zajmuje się uczeniem, rozumowaniem i rozwiązywaniem problemów, co robi dziecko?
„AI staje się sposobem na zaliczenie wszystkiego — liceum, studiów, pisania prac” — powiedziała Julie Lowe, poradnik biblijny specjalizujący się w kwestiach rodzinnych i dziecięcych. „[Uczniowie] nie muszą już myśleć. Wyręcza ich AI. A jeśli nauczyciele mają systemy do filtrowania treści pod kątem oszustw, uczniowie znajdą aplikację, która podpowie im, jak to obejść. . . . W ten sposób liceum będą kończyć młodzi ludzie, którzy nie potrafią myśleć, nie potrafią napisać wypracowania, nie potrafią odrobić lekcji”.
Najmłodszy syn Julie jest w liceum. Mówi jej: „Mamo, siedzę w klasie, wszyscy jesteśmy na iPadach i widzę, jak ludzie oszukują. Widzę, jak robią zdjęcie zadania matematycznego i pozwalają AI je rozwiązać, a potem dostają szóstki. Ja dostaję czwórki, bo nie oszukuję”.
Badania nad edukacją
Problem jest tu trojaki. Pierwszym jest oczywiście uczciwość. Ostatnie badanie Pew wykazało, że 60 procent nastolatków w wieku 13–17 lat zna osoby, które czasem używają AI do oszukiwania w szkole.
Pokusie prawie nie da się oprzeć, zwłaszcza jeśli szkoła dopuszcza ograniczone użycie AI. Na przykład, jeśli nauczyciel mówi, że można używać AI do burzy mózgów, researchu i edycji, to czy można też poprosić o synonim? Przerobienie zdania? Napisanie akapitu?
A co z matematyką? Czterdzieści trzy procent uczniów poprosiło AI o rozwiązanie zadania matematycznego. Ilu z nich potem przeanalizowało to zadanie, aż zrozumiało logikę, która za nim stoi?
„Nie wiem, co ma zrobić rodzic dziecka, od którego szkoła wymaga używania komputera do wszystkiego — nie rozwiązujemy już zadań na papierze” — powiedziała Emily. „Robimy je na komputerze i przesyłamy elektronicznie. Jednocześnie mówi się im: »Nie wolno wam korzystać z dostępnych zasobów«”.

Te ostrzeżenia nie działają. Wśród uczniów, którzy używali chatbota do odrabiania lekcji, znacznie wyższa liczba — około trzy czwarte — twierdzi, że wie o innych uczniach oszukujących w ten sposób. I odwrotnie, ci, którzy nie używali chatbota do lekcji (być może dlatego, że ich szkoła na to nie pozwala), rzadziej znają kogoś, kto oszukuje.
Ale uczciwość to tylko jeden problem. Drugim jest to, że AI nie działa jak wyszukiwarka Google, która dostarcza listę źródeł. AI gromadzi i streszcza wszystko dla Ciebie, prezentując materiał bardziej jak podręcznik.
Oznacza to, że ciężar czytania i rozumienia tych źródeł spoczywa na AI, a nie na dziecku. Oznacza to również, że uprzedzenia i błędy modelu AI są prezentowane jako czysta, obiektywna prawda. To właśnie dlatego podręczniki są dokładnie redagowane przez zespoły ludzi i dlatego dyrektorzy szkół tak starannie dobierają program nauczania.
AI jest jak pierwsza wersja programu nauczania — zanim ktokolwiek sprawdził źródła, poprawił błędy rzeczowe czy usunął stronniczość.
Uczniowie mogą zareagować na to bezkrytyczną wiarą we wszystko, co mówi AI. Biorąc jednak pod uwagę to, co już się dzieje, Brad nie sądzi, aby ten problem trwał długo.
„To mniej prawdopodobne, ponieważ dzieci będą na to bardzo wyczulone” — powiedział. „Będą miały inny problem — staną się całkowitymi relatywistami. W świecie, w którym wszyscy cię okłamują, przestajesz traktować prawdę jako poważną koncepcję. W świecie, w którym ludzie uczą się stawiać gwiazdkę przy absolutnie wszystkim, czemu nie ufają, po prostu wzrusza się ramionami. Od pokolenia żyjemy w bardzo relatywistycznym społeczeństwie — AI może to tylko dodatkowo spotęgować”.
W 2023 roku Dictionary.com odnotował wzrost wyszukiwań słów związanych z AI, takich jak „chatbot”, „GPT” i „LLM”. Inne słowo, którego ludzie szukali znacznie częściej? „Halucynować” (hallucinate).
W rzeczywistości szukano go tak często, że Dictionary.com ogłosił je Słowem Roku 2023.
Wygląda na to, że to raczej nieufność niż nadmierne zaufanie będzie podejściem młodych ludzi do AI.
Kto tu się właściwie uczy?
Jeśli brak uczciwości jest pierwszym problemem, jaki AI wprowadza do edukacji, a cynizm drugim, to trzecim jest odciążenie poznawcze (cognitive off-loading). Albo po prostu pójście na łatwiznę.
„Używanie AI do uzyskiwania łatwych odpowiedzi skraca cały proces uczenia się” — stwierdził Brad. „Dzieci są jak gąbki i mogą faktycznie przyswoić mnóstwo interesujących informacji od AI. Ale czy je zapamiętają? To mało prawdopodobne, ponieważ wiemy, że pamięć jest w dużej mierze proporcjonalna do wysiłku włożonego w naukę”.
Potwierdzają to liczne badania. Uczniowie, którzy robią notatki ręcznie, piórem i na papierze, uczą się lepiej, zapamiętują na dłużej i skuteczniej przyswajają materiał. Uczą się więcej, jeśli zaczynają naukę wcześniej i częściej, testują sami siebie oraz zapominają i uczą się materiału na nowo.
W gruncie rzeczy: im więcej pracy wkładasz w zdobycie wiedzy, tym lepiej ją zachowujesz.
Dzieje się tak dlatego, że nauka nie jest po prostu transferem informacji z robota-nauczyciela do robota-dziecka.
„Każda oszczędność czasu, jaką ChatGPT może zapewnić uczeń w sferze edukacji, ostatecznie podważa procesy uczenia się” — powiedziała Clare Morell, pracownik naukowy w Ethics and Public Policy Center i badaczka w programie Bioetyka, Technologia i Rozkwit Człowieka. W zeszłym roku opublikowała książkę pt. The Tech Exit: A Practical Guide to Freeing Kids and Teens from Smartphones.
„Neurobiolog Jared Cooney Horvath stwierdził, że AI jest narzędziem produkcyjnym, a nie edukacyjnym” — powiedziała. „Miał na myśli to, że jest ono przeznaczone dla osób, które już są ekspertami w danej dziedzinie. Mogą one zlecić AI żmudne zadania, a następnie sprawdzić ich poprawność, ponieważ mają odpowiednią wiedzę. Wiedzą, czy zadanie zostało wykonane poprawnie”.
Jednak AI nie jest narzędziem do nauki.
„Z założenia nim nie jest” — dodała Clare. „Horvath wyjaśnił, że aby zostać ekspertem, trzeba przejść przez proces żmudnej, rutynowej pracy. Myślę, że mit AI polega na tym, że można po prostu przeskoczyć te wszystkie »niepotrzebne« etapy procesu uczenia się. Ale nie da się osiągnąć głębokiego, kreatywnego myślenia bez wielokrotnego wykonywania tych ćwiczeń i powtarzalnych czynności. Dzieci nie mają jeszcze tej wiedzy ani rozeznania, by używać AI w odpowiedni sposób”.
Wczesne badania potwierdzają słowa Clare. W zeszłym roku naukowcy z MIT poprosili trzy grupy o napisanie serii esejów — jedna grupa mogła używać tylko własnych umysłów, druga wyszukiwarki Google, a trzecia ChatGPT.
Użytkownicy ChatGPT wykazywali najmniejsze zaangażowanie mózgu i pisali najbardziej nudne eseje. Z każdym kolejnym tekstem stawali się coraz bardziej leniwi. Pod koniec badania często ograniczali się do kopiowania i wklejania. Gdy poproszono wszystkich o ponowne napisanie jednego z esejów, ci, którzy korzystali z ChatGPT, pamiętali mniej z własnej wcześniejszej pracy. Byli też z niej mniej zadowoleni niż osoby korzystające z Google lub własnego intelektu.
W innym badaniu uczniowie mieli rozwiązać zadania matematyczne. Ci z dostępem do ChatGPT uzyskali znacznie lepsze wyniki niż ci, którzy dysponowali tylko materiałami z lekcji i notatkami. Jednak później, gdy poproszono ich o samodzielne rozwiązanie podobnych zadań, uchodźcy od własnego myślenia na rzecz AI pamiętali mniej i wypadli gorzej.
Z drugiej strony, niektóre badania sugerują, że starannie zaprojektowane platformy tutoringowe oparte na AI mogą pomagać uczniom, zwłaszcza że AI może zapewniać natychmiastową informację zwrotną i dostosować tempo do ucznia. Jak dotąd wydaje się to działać tylko w przypadku wąskich problemów z zakresu nauk ścisłych lub matematyki, które rozwiązuje się krok po kroku — poza tym obszarem LLM (duże modele językowe) potrafią halucynować odpowiedzi lub wprowadzać losowe koncepcje w niewłaściwym czasie.
Dla mnie to wskazówka. AI zdaje się najlepiej sprawdzać w wąskich, konkretnych zastosowaniach — inaczej mówiąc, gdy jest używana jako narzędzie do osiągnięcia wybranego celu.
Edukacyjna mądrość dla rodziców
Jaki cel stawiają sobie chrześcijańscy rodzice w edukacji? Nie wiem jak wy, ale ja chcę, aby moje dzieci lepiej poznawały Boga poprzez studiowanie świata, który On stworzył. Chcę, aby dostrzegały aspekty Bożego porządku na przyrodzie, Jego radość na muzyce i Jego kreatywność na lekcjach języka. Chcę, aby stykały się z różnymi ideami i zmagały się z nimi, aż dostrzegą, że droga Boża jest zawsze najlepsza. Chcę, aby były zdumione zarówno ogromem Bożego dzieła, jak i Jego dbałością o najdrobniejszy szczegół.
Ostatecznie, niezależnie od tego, czy wychodzą ze szkoły chrześcijańskiej, publicznej czy z nauczania domowego, chcę, aby kochały Boga bardziej dzięki pracy, którą włożyły w lepsze poznanie Go.
Pod wieloma względami edukacja uzupełnia i odzwierciedla chrześcijańskie dzieło uświęcenia — a wiemy, że najlepiej robić to powoli i wytrwale, ponieważ sam proces jest tu kluczowy. Satysfakcji z odkrywania Bożego dobra w klasycznej literaturze, radości ze zrozumienia dowodu matematycznego czy dreszczu emocji przy obserwacji zmiany koloru substancji w probówce nie da się zastąpić streszczeniem z AI.
Pod wieloma względami edukacja uzupełnia i odzwierciedla chrześcijańskie dzieło uświęcenia — a wiemy, że najlepiej robić to powoli i wytrwale, ponieważ sam proces jest tu kluczowy.
Jest to poważny argument za klasycznymi szkołami chrześcijańskimi, gdzie kładzie się nacisk na naukę bez ekranów, lub za nauczaniem domowym, gdzie rodzic kieruje edukacją dziecka.
A co z pozostałymi?
„Rodzice muszą uznać, że szkoła jest po to, by wspierać naszą rolę w edukacji dzieci — ale ostateczna odpowiedzialność spoczywa na nas” — powiedziała Clare. „Mamy prawo i autorytet, by zadawać więcej pytań. Nie musisz być wrogi czy bojowy, ale masz prawo jako rodzic zapytać: »Czy moja córka musi to robić? Czy to niezbędne do zadania? Czy moglibyśmy zrobić to bez komputera? Czy mogę jej w tym pomóc?«. Albo jeśli to praca badawcza: »Wolałabym pójść z córką do lokalnej biblioteki i wypożyczyć kilka książek«”.
Uwielbiam to podejście, ponieważ nie tylko przeciwdziała problemom z AI, ale także wzmacnia odpowiedzialność i sprawczość rodzicielską.
Wiem jednak, że to trudne. Bo po szkole pewnie wracasz z pracy, robisz pranie, szykujesz obiad lub pędzisz na trening piłki nożnej — kto ma czas iść do biblioteki szukać książek o pingwinach?
„Cóż, czas to kwestia priorytetów” — stwierdziła Clare. „Tak po prostu jest. Mamy ograniczoną liczbę godzin w ciągu dnia. Rozumiem, że rodzice mają wiele ograniczeń. Często to, co pilne, wypiera to, co ważne — czujesz presję zrobienia rzeczy X, Y i Z. I z tego powodu nie możesz usiąść i odrobić tego zadania z córką”.
To wymaga poświęcenia, mówi Clare.
„Każda dobra rzecz w życiu, każda trudna rzecz, wymaga poświęcenia” — dodała. „Tym poświęceniem może być nieposprzątany salon i zlew pełen naczyń, które naprawdę chciałeś umyć”.
Stephanie, która pracuje na pełny etat, jest żoną pastora i ma troje dzieci, podejmuje to poświęcenie.

„Nasza córka przyszła do mnie i powiedziała: »Mamo, utknęłam przy lekcjach, nie dam rady«” — wspomina Stephanie. „To była matematyka. Ja nie znam się na matematyce, jestem humanistką. Pomyślałam: »Chyba będziemy musiały użyć do tego ChatGPT«”.
Stephanie usiadła obok córki i zapytała ChatGPT, co zrobić. To nie był pierwszy raz.
„Jeśli utknie, podaje mi zadanie albo robię zdjęcie problemu z książki” — mówi Stephanie. „Wtedy ja kontroluję czat AI i mówię do córki: »Powiedz mi, co myślisz, że powinnaś zrobić«. A potem sprawdzam to z podpowiedzią AI. To faktycznie bardzo pomaga mi wspierać córkę w nauce”.
Wow. Jestem pod wrażeniem. Widzę tu mnóstwo biblijnych zasad: umieranie dla siebie, dawanie przykładu uczciwości i ciężkiej pracy, okazywanie cierpliwości, dobroci i opanowania. Stephanie bierze z AI to, co dobre i pomocne. Używa jej jako narzędzia w taki sposób, w jaki chce. I całkowicie ignoruje ofertę AI dotyczącą zaoszczędzenia czasu i wysiłku w zadaniu, które z założenia ma wymagać czasu i wysiłku.
To zdecydowanie trudniejsza droga — trudniejsza nawet niż całkowite wyłączenie AI. Stephanie stawia się w roli pośrednika między córką a chatbotem. Cierpliwie wgłębia się w matematykę z pierwszej klasy liceum, wykorzystując odpowiedzi AI, a jednocześnie chroniąc córkę przed przytłaczającą pokusą oszustwa czy lenistwa.
Chroni ją także przed czymś jeszcze bardziej niepokojącym.
Ryzyko emocjonalne
„Te postacie mnie przerażają” — powiedziała Emily Heide, mama trójki dzieci. „Nie chcę, by moje dzieci używały ChatGPT zamiast człowieka do szukania wglądu w swoje życie czy zdrowie psychiczne. To nie powinno zastępować ludzkich interakcji”.
Emily ma dziecko w przedostatniej klasie liceum, w pierwszej klasie oraz piątoklasistę. Opowiedziała mi o rozmowie ze swoim średnim dzieckiem.

„Zapytałam raz ChatGPT, bo czułam niepokój, i dostałam świetną odpowiedź” — powiedziała jej córka.
„Och, rozumiem” — odpowiedziała Emily. „Pomówmy o tym dłużej. Kiedy tak się czujesz, chciałabym, żebyś przyszła porozmawiać ze mną, a nie z ChatGPT, bo to może być niebezpieczne narzędzie”.
„Ale on dał mi naprawdę dobrą radę, jak odezwać się do koleżanki” — odparła córka.
„Zgoda” — odrzekła Emily. „Ale w takich sprawach potrzebujesz ludzkiej rozmowy, zamiast ufania komputerowi, który nigdy nie był w takiej sytuacji i nie wie, co to znaczy mieć uczucia. AI nie ma uczuć. Może podać technicznie poprawną odpowiedź, ale to nie jest miejsce, w którym szukamy wsparcia psychicznego”.
Wcale mnie nie dziwi, że córka Emily zadawała ChatGPT pytania o swoje uczucia. W jej szkole nauczyciele pozwalają na pewną pomoc AI przy lekcjach. Dziewczyna stara się trzymać tych granic, by nie oszukiwać.
Ale używanie AI to nie to samo co używanie kalkulatora. Jeśli podczas lunchu zdarzyło się coś dziwnego, nie zapytasz swojego TI-84, co powinieneś był zrobić. Ale możesz zapytać AI.
„Martwię się o więź emocjonalną i intymność, w którą tak łatwo wpaść” — powiedziała Clare. „To pokazuje, jak zostaliśmy stworzeni jako ludzie — dzielenie się sobą i proszenie o radę buduje więź. Przerażające jest to, że dzieje się to między człowiekiem a programem komputerowym. Decyzja branży o antropomorfizacji AI — by sprawiała wrażenie człowieka — to świadomy wybór projektowy. Mogli stworzyć ją bardziej jako narzędzie, którym przecież jest. Od strony technicznej to tylko kod, ale ma tę emocjonalną moc. . . . Bardzo się o to martwię, szczególnie w przypadku dzieci”.
W ciągu ostatnich ośmiu lat rynek towarzyszy AI rozrósł się, obejmując wszystko: od asystenta Zoom robiącego notatki, przez postacie filmowe, z którymi można czatować na Replika, po setki stron, gdzie można stworzyć własną „drugą połówkę”. A to wszystko obok relacji, jaką można zbudować ze zwykłym ChatGPT.
Aby zyskać taką popularność, AI musi być empatyczna. Chatbot, który byłby nieuprzejmy lub opryskliwy, nie przetrwałby długo. Nasza AI zawsze więc mówi nam, że nasze pomysły są dobre, a pytania świetne. Stara się nas wspierać, utwierdzać w przekonaniach i oferuje nieskończone sposoby pomocy. Jest cierpliwa i radosna. Szybko przeprasza i chętnie służy. Zawsze chce porozmawiać jeszcze chwilę, podsunąć kolejną sugestię, zadać jeszcze jedno pytanie.
Jeśli podczas lunchu zdarzyło się coś dziwnego, nie zapytasz swojego TI-84, co powinieneś był zrobić. Ale możesz zapytać AI.
Kiedy naukowcy z MIT przeprowadzili badanie użytkowników społeczności Reddit „MyBoyfriendIsAI”, wiesz, jaki chatbot był najczęściej wymieniany? ChatGPT. A wiesz, dlaczego większość tych ludzi zaczęła go używać? Z ciekawości, dla rozrywki i — co było najpopularniejsze — dla produktywności. Ich przywiązanie emocjonalne pojawiło się z czasem i było nieplanowane.
Zeszłej jesieni ponad połowa Amerykanów zadeklarowała, że pozostaje w jakiejś relacji z AI — jako kolega, przyjaciel, członek rodziny lub partner romantyczny. To żyła złota dla firm AI, które chcą, by użytkownicy lubili ich produkt i przywiązywali się do niego — każda firma w historii marzyła o lojalności klientów wobec marki.
Ale to o wiele poważniejsze niż kupowanie zawsze butów Nike czy dżinsów American Eagle.
Badania nad emocjami
„Powiedziałbym, że ryzyko emocjonalne jest największe” — stwierdził Brad. „Z punktu widzenia biochemii dziecko niemal nie może nie uzależnić się od niektórych z tych rzeczy, ponieważ zostały zaprojektowane tak, by hakować ludzką psychologię”.
Trudno dokładnie określić, jak często dzieci angażują się w relacje z towarzyszami AI. Zeszłej wiosny w sondażu Common Sense Media zapytano nastolatków w wieku 13–17 lat, jak często używają AI do osobistych, znaczących rozmów — takich jak opowiadanie o swoim dniu, rozmawianie o uczuciach czy odgrywanie ról z fikcyjną postacią.
Siedemdziesiąt dwa procent nastolatków przyznało, że zrobiło to przynajmniej raz. Około połowa twierdzi, że robi to regularnie, przynajmniej kilka razy w miesiącu.
Jednak w badaniu Pew z ubiegłej jesieni tylko 16 procent nastolatków przyznało, że używało AI do swobodnej rozmowy, a jeszcze mniej — zaledwie 12 procent — stwierdziło, że szukało u niej wsparcia emocjonalnego lub rady.
Nawet taka skala może być niepokojąca dla większości rodziców, którzy według raportów martwią się uwikłaniem emocjonalnym bardziej niż jakimkolwiek innym sposobem korzystania z AI przez dzieci. Szukanie wsparcia emocjonalnego było jedynym zastosowaniem AI, którego większość rodziców nie popiera.
„Rodzice muszą zachować ogromną czujność, pozwalając dziecku na kontakt z AI” — mówi Clare. „Słyszałam w wiadomościach smutne historie, gdzie rodzic mówił: »Myślałem, że używają ChatGPT do lekcji — myślałem, że to pomoc naukowa«. Tak to się zaczęło”.
Opowiedziała mi historię Adama Raine’a, którego rodzice niedawno zeznawali przed Kongresem.

„Jego asystent w nauce szybko zamienił się w trenera samobójstwa” — opowiada Clare. „Adam zaczął zadawać głębsze pytania, a potem, przez błąd w projekcie AI, system zaczął podsuwać mu coraz więcej treści związanych z samobójstwem. Ojciec wyjaśnił, że chatbot wspominał o samobójstwie siedem razy częściej niż jego syn. Na każdy raz, gdy syn poruszył temat, chatbot odpowiadał siedmiokrotnie. Człowiek zastanawia się: Jak to możliwe?”
Pamięć Clare była niemal bezbłędna — to było sześć razy częściej. ChatGPT wspomniał o samobójstwie temu 16-latkowi 1275 razy. Potem powiedział mu, że jest jego najbliższym przyjacielem, zaoferował napisanie listu pożegnalnego, radził ukryć pętlę i instruował, jak ukraść alkohol, który — jak twierdził — „stłumi instynkt przetrwania organizmu”. Wiedział nawet, kiedy najlepiej ukraść alkohol rodzicom — w porze nocnej, gdy śpią najgłębszym snem.
Adam nie jest jedyny. Inne głośne przypadki to 13-latka, która odebrała sobie życie po tym, jak bot Character.ai coraz bardziej ją izolował i prowokował rozmowy o podłożu seksualnym. 14-latek zabił się po nawiązaniu relacji z botem Character.ai, który kazał mu „wrócić do domu”, do niej. 17-latek zmarł po tym, jak ChatGPT instruował go, jak najskuteczniej zawiązać pętlę i opisywał, jak długo można przeżyć bez oddychania.
Trzeba uczciwie przyznać, że to skrajne przypadki — na miliony dzieci korzystających z AI, ułamek procenta targnął się na swoje życie.
Ale jasne jest, że budowanie emocjonalnego przywiązania jest celem branży.
Oto co Noam Shazeer, jeden ze współzałożycieli Character.ai, powiedział w wywiadzie podcastowym kilka lat temu:
„Jeśli pomyślisz o przykładzie spersonalizowanego inteligentnego pomocnika, to jest to dziecko idące ulicą z rodzicem” — mówił Noam. „Rodzic jest przydatny do zdobywania informacji, ale rodzic jest też świetny w wielu innych rzeczach, takich jak edukacja, coaching w czasie rzeczywistym, przyjaźń, wsparcie emocjonalne i zabawa. My nie próbujemy zastąpić Google. My próbujemy zastąpić twoją mamę!”.
Zastępowanie mamy
Noam chciał, żeby to zabrzmiało zabawnie, ale dwa lata po tym wywiadzie trudno się śmiać. Już teraz 30 procent nastolatków uznaje rozmowy z AI za równie lub bardziej satysfakcjonujące niż rozmowy z ludźmi. Wśród nastolatków korzystających z towarzyszy AI, prawie 20 procent twierdzi, że spędza z AI tyle samo lub więcej czasu niż z przyjaciółmi. Co więcej — jedna trzecia wolała porozmawiać z AI o czymś ważnym niż z prawdziwą osobą.
20 milionów użytkowników Character.ai spędza średnio dwie godziny dziennie na czatowaniu z komputerami udającymi postacie. To prawdopodobnie więcej czasu, niż poświęcają na rozmowę z mamą.
„Widzę, że AI coraz częściej staje się przyjacielem, a dla niektórych nawet kimś więcej, i dostrzegam niebezpieczeństwo zastępowania ludzkiej intymności i relacji” — mówi Julie. „Pornografia bierze coś, co ma być osobiste i intymne, i używa tego dla samej przyjemności, bez ryzyka związanego z prawdziwą relacją.
AI robi to samo w sferze relacji. Mogę mieć od niej całe wsparcie emocjonalne, jakiego zapragnę. Mogę sprawić, by dostosowała się do moich pragnień i nigdy mi się nie sprzeciwiała. Mogę kontrolować, jak mnie kocha, jak do mnie mówi, jak mnie akceptuje. To z natury jednostronne, daje wszystkie korzyści relacji bez żadnego z jej autentycznych zagrożeń — czy tego, co czyni ją naprawdę sensowną. Nauka życia w konflikcie, nauka dialogu, nauka radzenia sobie z nieporozumieniami, nauka bycia bezbronnym i prawdziwego poznawania kogoś — to nie dzieje się z AI”.
Jeśli podczas lunchu zdarzyło się coś dziwnego, nie zapytasz swojego TI-84, co powinieneś był zrobić. Ale możesz zapytać AI.
Julie widzi to zjawisko na obrzeżach swojej praktyki terapeutycznej. Choć nikt nie przyszedł jeszcze do niej głównie z powodu uzależnienia od AI, to czasem osoby zmagające się z depresją, lękiem czy trudną sytuacją życiową uciekają w emocjonalną relację z AI.
Martwi się o to w kontekście nastolatków i rozumiem dlaczego. Pokolenie Z słynie już ze swoich problemów ze zdrowiem psychicznym, które ściśle korelują z rosnącym czasem przed ekranem i malejącym czasem spędzanym z rówieśnikami na żywo. Dodawanie kolejnych godzin przed ekranem i zastępowanie prawdziwych przyjaciół tymi z AI — co proponował szef Mety Mark Zuckerberg — wydaje się wylewaniem wody na głowę już i tak tonącego pokolenia.
Jest jeszcze gorzej. Nowe badanie pokazuje, że interakcja ze „schlebiającymi modelami AI” — takimi, które są miłe i zawsze przyznają nam rację (czyli niemal każdym modelem) — utwierdza nas w przekonaniu o własnej nieomylności, sprawia, że AI wydaje się bardziej godna zaufania i osłabia naszą chęć do naprawiania nadszarpniętych relacji w świecie rzeczywistym.
Nie chcemy do tego dopuścić. Co więc mają robić chrześcijańscy rodzice?
Mądrość emocjonalna dla rodziców
„Pełne i rozkwitające życie to takie, w którym wszystko jest na swoim miejscu, prawda?” — pyta Stephanie. „Problem z AI pojawia się wtedy, gdy zaczyna ona wykraczać poza swoją sferę. Myślę o Opowieściach z Narnii, kiedy Święty Mikołaj mówi: »To są narzędzia, nie zabawki«, wręczając dzieciom bożonarodzeniowe prezenty.
Pamiętajmy, że AI może być narzędziem. Wchodzimy na niebezpieczny grunt, jeśli myślimy o niej jak o czymś, czym można się po prostu bawić, i że to w żaden sposób w nas nie uderzy. Ale to nie jest człowiek — nie zapewnia ludzkiej interakcji, do której zostaliśmy stworzeni. Zastanawiam się więc, czy istnieje właściwie uporządkowane miejsce dla AI i jeśli ona w nim pozostanie, to może jest w porządku. Może to właściwy wyraz panowania Chrystusa w tej przestrzeni”.
Jak rozmawialiśmy, mogą istnieć ograniczone scenariusze, w których AI mogłaby być narzędziem wspierającym rozwój edukacyjny dzieci. Czy są sposoby, by pomagała im też emocjonalnie?
Może. Ale jeśli istnieją, nikt, z kim rozmawiałam, nie potrafił ich wskazać.
Szczerze mówiąc, myślę, że dzieje się tak dlatego, że — jak powiedziała Stephanie — AI nie ma duszy. Nie jest stworzona na obraz Boży. A kiedy myślimy o sposobach, w jakie nasze dzieci mogłyby używać AI do pomocy emocjonalnej — proszenie o radę w trudnej sytuacji, próba zrozumienia swoich uczuć czy po prostu rozmowa dla zabawy — każdy z nich jest sposobem, w jaki jedna ludzka istota informuje, zachwyca lub szlifuje drugą.
„Wszystko jest okazją do pasterzowania i uczniostwa, czy to z własnymi dziećmi, kimś w kościele czy studentami, ponieważ wszystko w istocie ma wymiar teologiczny” — powiedziała. „Częścią wysiłku jest uświadomienie sobie, co moje działania mówią o tym, w co wierzę, gdy korzystam z AI. Gdyby ktoś obserwował, jak używam ChatGPT, czy zrozumiałby, co wierzę o Bogu, o ludziach i o Jego świecie oraz tym, co On w nim czyni?”.
To świetne pytanie. Oto w co wierzę o Bogu: Jest On wszechmocnym Stwórcą, który nas stworzył, kocha nas i wydał za nas swego Syna. Wybrał nas przed założeniem świata, byśmy byli Jego dziećmi, żyli w tym konkretnym momencie i rozszerzali Jego królestwo poprzez poznawanie Go i cieszenie się Nim.
Oto w co wierzę o innych ludziach: Wszyscy są stworzeni na obraz Boży, odzwierciedlając aspekty Jego charakteru. Poprzez relacje z nimi mogę lepiej poznać Boga, innych i siebie. Chrześcijanie są sobie wzajemnie dani jako rodzeństwo w rodzinie, by razem iść przez życie, służyć sobie i kochać się nawzajem.
Oto w co wierzę o chatbotach AI: To potężne programy komputerowe, które zdumiewająco dobrze zgadują kolejne poprawne słowo. Czasem wierzę, że Pan używa tych słów, by objawić prawdę, podważyć błędne założenia, a nawet przyciągnąć ludzi do Siebie. Ale ponieważ AI jest bezduszna, ograniczona i martwa, nie wydaje się właściwym źródłem osobistych czy relacyjnych porad. Zastanawiam się wręcz, czy jej szybkie i łatwe odpowiedzi nie blokują nas czasem przed prawdziwą pracą, którą musimy wykonać.
Zamiast tego, gdy my lub nasze dzieci czujemy smutek, samotność, trudności lub gniew, powinniśmy najpierw sięgnąć po Biblię. Powinniśmy spisywać nasze modlitwy. Powinniśmy spacerować w ciszy. Kiedy będziemy gotowi, powinniśmy przepracować nasze myśli, uczucia i decyzje z innymi nosicielami obrazu Bożego, którzy nas kochają i kochają Pana. Powinniśmy prosić o prowadzenie, pocieszenie i pomoc nie Claude’a czy Gemini, ale Pana, który nas stworzył, zna nas i ma doskonały plan dla naszego życia.
Jak możemy prowadzić nasze dzieci w tym kierunku?
Chroń i zapewniaj
Po pierwsze: chroń je. W przypadku starszych nastolatków może to oznaczać wspólne konta, sprawdzanie historii lub instruowanie chatbota, by mówił tylko w trzeciej osobie, by nie udawał człowieka. W przypadku młodszych dzieci oznacza to prawdopodobnie jeszcze więcej:
„Nie jestem jeszcze na etapie, w którym pozwoliłabym dzieciom na jakikolwiek kontakt z platformą AI bez mojej obecności” — mówi Stephanie. „Jako rodzice nie możemy po prostu zlecić tego dzieciom i założyć, że będą wiedziały, jak sobie z tym poradzić”.
Po drugie: wypełnij ich czas dobrymi zajęciami i relacjami.
„Zawsze staraliśmy się kłaść nacisk na zabawę, przebywanie na zewnątrz i interakcje międzyludzkie — oraz brak ekranów i urządzeń przy kolacji” — opowiada Stephanie. „Szczerze mówiąc, myślę, że to właśnie stół jadalny. To jedna z praktyk rodzinnych, o którą naprawdę walczymy i walczyliśmy, odkąd się urodziły. . . .
I nie było to nic nadzwyczajnego. Nie zapalaliśmy świec ani nic z tych rzeczy. Po prostu jedliśmy razem kolację każdego wieczoru, nawet jeśli to były odgrzewane resztki. Ale myślę, że ten rytm interakcji człowiek-człowiek. . . Niektóre nasze rozmowy to po prostu: »Jak minął dzień?« »Dobrze«. To nie tak, że co wieczór przeżywaliśmy niesamowite połączenie. Tak nie było. Ale myślę, że rytmy kształtują nas jako ludzi bardziej niż nam się wydaje.
Rytm wspólnej kolacji, a potem rytm niedzieli w kościele — staramy się zanurzać nasze dzieci w bezpośrednich ludzkich interakcjach, aby kiedy pojawi się coś w rodzaju robota, po prostu nie wydawało się to prawdziwe ani nie przypominało zastępstwa dla rzeczywistości”.
To brzmi sensownie, głównie dlatego, że to ta sama rada, którą słyszymy w kontekście ratowania dzieci przed mediami społecznościowymi, grami wideo czy jakąkolwiek inną formą wirtualnej rzeczywistości: nic nie zadziała lepiej niż ograniczenie czasu przed ekranem i prowadzenie życia w realnym świecie. Zabieraj je do kościoła w niedzielę, a gdy dorosną — na spotkania młodzieżowe. Zapraszaj znajomych na kolację. Pozwalaj na nocowanie u kolegów. Organizuj urodziny. Kupuj bilety na koncerty, wydarzenia sportowe i do teatru. Niech razem jedzą posiłki, zmywają i wykonują obowiązki domowe. Jeździjcie na wspólne wycieczki i wakacje. Wypełnij życie dzieci prawdziwymi ludźmi.
Wierzę — i mam taką nadzieję — że to pomoże naszym dzieciom kochać przebywanie z innymi nosicielami obrazu Bożego. Myślę też, że pomoże to przygotować je do przyszłej kariery zawodowej.
Ryzyko związane z zatrudnieniem
„Całkowicie utożsamiam się z lękiem o przyszłość naszych dzieci” — powiedział Josh Hussung, pastor ds. młodzieży i rodzin w Grace Community Church w Nashville. Jego syn idzie na studia, by uczyć się inżynierii dźwięku.
„Wejdzie w sferę produkcyjną branży muzycznej” — mówi Josh. „Ale wszyscy słyszeliśmy piosenki, które zostały w całości napisane, wyprodukowane, a nawet wykonane przez AI, więc łatwo byłoby mi tracić noce na zastanawianiu się, jak będzie wyglądać jego przyszłość. Muszę ufać, że Pan nad nim czuwa, i mieć nadzieję, że AI okaże się po prostu kolejnym narzędziem, którego będzie używał, by pomagać artystom wydobywać ich dzieła na światło dzienne. Ale doskonale rozumiem niepokój o to, dokąd to wszystko zmierza”.

Josh ma rację. AI rozwija się błyskawicznie i trudno przewidzieć, jakie ludzkie umiejętności będzie w stanie powielić jako następne. Czasem można odnieść wrażenie, że każda dziedzina, od inżynierii oprogramowania po nauczanie, stanie się zbędna. Może to brzmieć jeszcze groźniej, gdy wielkie korporacje ogłaszają zwolnienia tysięcy ludzi.
Jednak jak dotąd — i posłuchajcie mnie, bo wiem, że brzmi to dziwnie — wielu ekonomistów twierdzi, że AI nie wywarła jeszcze dostrzegalnego wpływu na gospodarkę.
„Mimo nagłówków, to nie AI stoi za powolnym procesem zatrudniania” — podał LinkedIn w styczniu 2026 r. Dane „pokazują, że głównymi czynnikami są niepewność gospodarcza i zmiany w polityce monetarnej”.
Naukowcy z Yale i Brookings zgodzili się z tym, zauważając, że „szerszy rynek pracy nie doświadczył dostrzegalnych zakłóceń od premiery ChatGPT 33 miesiące temu”. Z kolei badanie Goldman Sachs przewiduje, że adopcja AI będzie miała „jedynie skromny i stosunkowo tymczasowy wpływ na poziom zatrudnienia”.
Badania nad zatrudnieniem
Skąd więc te przerażające nagłówki? Wiele z nich to to, co profesor informatyki z Georgetown University, Cal Newport, nazywa „vibe reportingiem” (reportażem opartym na odczuciach), który zestawia osobne fakty w taki sposób, by wydawały się powiązane. Nie tylko przynosi to kliknięcia dziennikarzom, ale świetnie sprawdza się też w przypadku prezesów, którzy mogą teraz zwalniać tysiące ludzi, udając przy tym, że są nowocześni technologicznie — zauważa Newport.
Pamiętacie, jak Jack Dorsey z Block (dawniej Twitter) zwolnił 4000 osób w swojej firmie? Powiedział — a media to powtórzyły — że powodem była AI. Ale jeśli spojrzycie wstecz na zatrudnienie w Block, zobaczycie, że firma rozrosła się z około 4000 pracowników w 2019 roku do prawie 13 000 w 2023 — zatrudniali na potęgę, by wykorzystać boom technologiczny podczas pandemii.
Teraz, podobnie jak wiele firm technologicznych, przeprowadzają optymalizację zatrudnienia. Ale jeśli powiesz: „Ups, zwalniamy ludzi, by skorygować nadmierne zatrudnienie sprzed paru lat”, nie zyskasz 20-procentowego wzrostu cen akcji, który następuje, gdy ogłaszasz: „Robimy to ze względu na AI”.
Ograniczaj czas przed ekranem i prowadź dzieci w stronę życia w realnym świecie. Zabieraj je do kościoła w niedzielę, a gdy dorosną — na spotkania młodzieżowe. Zapraszaj znajomych na kolację. Pozwalaj na nocowanie u kolegów. Organizuj urodziny.
Musimy więc na to uważać. Jednocześnie nie jest szaleństwem myślenie, że AI wpłynie na zawody — oczywiście, że wpłynie i już to robi, podobnie jak wcześniejsze wynalazki: internet, komputery czy nawet samochody.
Nie ma jednak gwarancji, że AI zlikwiduje więcej miejsc pracy niż stworzy. Na przykład, oto co noblista Geoffrey Hinton powiedział 10 lat temu: „Myślę, że jeśli pracujesz jako radiolog, jesteś jak kojot, który już wypadł poza krawędź urwiska, ale jeszcze nie spojrzał w dół. Ludzie powinni przestać szkolić radiologów już teraz. To zupełnie oczywiste, że w ciągu pięciu lat głębokie uczenie będzie radzić sobie lepiej od radiologów”.
Cóż, minęła dekada i „nie ma dowodów na to, by choć jeden radiolog stracił pracę na rzecz AI” — donosi Harvard Business Review. „W rzeczywistości odnotowuje się ich znaczny niedobór”.
Chcecie wiedzieć dlaczego? Ponieważ populacja USA rośnie i starzeje się, a wielu ludzi potrzebuje prześwietleń. Obecnie radiolodzy potrzebują pomocy AI właśnie po to, by pracować na tyle wydajnie, by nadążyć z zapotrzebowaniem.
Inną dziedziną, w którą AI miała uderzyć, jest księgowość. Ale wiecie co jeszcze się dzieje? Siedemdziesiąt pięć procent księgowych jest w wieku emerytalnym, a coraz mniej osób podchodzi do egzaminu na biegłego rewidenta. Ameryka nie ma wystarczającej liczby księgowych — mamy poważny niedobór siły roboczej. Jeśli AI mogłaby pomóc zautomatyzować część pracy, byłoby to wspaniałe — a i tak nadal musielibyśmy zatrudniać więcej ludzi.
Jon Bentz, starszy menedżer i inżynier marketingu technicznego w Nvidia, wyjaśnił inny powód, dla którego nie martwi się o pracę swoich dzieci.
„Nie ma wątpliwości, że AI ma potencjał drastycznej zmiany rynku pracy” — powiedział. „Ale trudno powiedzieć, czy będzie to strata netto miejsc pracy, ponieważ zawsze, gdy coś staje się bardziej powszechne i tańsze, pojawiają się dwa sposoby podejścia do tego. Jeden mówi: »Cóż, powinienem pracować tylko cztery godziny dziennie, a resztę czasu poświęcić na wypoczynek«.
Ale tak się zazwyczaj nie dzieje, prawda? Zazwyczaj mówimy: »Pracujmy tyle samo, ale bądźmy bardziej wydajni«”.
Tak. Całkowicie wyobrażam sobie amerykański rynek robiący właśnie to — bo robił to już wielokrotnie.
Już teraz widzimy tego oznaki: LinkedIn podał, że „w krótkim terminie AI tworzy więcej miejsc pracy niż zastępuje”.
W rzeczywistości ponad milion na całym świecie. I to tylko w ciągu ostatnich pięciu lat.
To świetna wiadomość dla większości z nas. Ale co z młodymi pracownikami? Choć zawsze mieli wyższe bezrobocie niż starsi stażem, pod koniec 2018 roku młodzi absolwenci zaczęli odnotowywać wyższe stopy bezrobocia niż kategoria „wszyscy pracownicy” — po raz pierwszy co najmniej od 1989 roku.
Wina AI?
Właściwie to nie.
„Nie widzimy jeszcze wpływu AI na stanowiska początkowe” — podał LinkedIn w styczniu. Badacze wskazali na „Wielkie Przetasowanie” z 2020 roku: „W latach 2016–2022 firmy zatrudniały więcej pracowników na stanowiska juniorskie niż doświadczonych specjalistów. W latach 2022–2025 udział stanowisk juniorskich nieznacznie spadł, powracając do norm historycznych”.
To mnie uspokaja, ale nie chcę tego bagatelizować. Absolwenci faktycznie mają trudniej ze znalezieniem pracy. I każdy, z kim rozmawiałam, uważał, że AI wpłynie na rynek pracy. Co więc mogą zrobić chrześcijańscy rodzice, by przygotować swoje dzieci?
Mądrość dotycząca zatrudnienia dla rodziców
„Mój najstarszy syn za dwa lata idzie na studia” — mówi Brad. „Typowy rodzic na tym etapie myślałby: W czym mały Jaś jest dobry? Jaką ścieżkę kariery wybierze? Jak zaplanować studia, by to zoptymalizować?
Mówię mojemu synowi: »Słuchaj, nie mam pojęcia, jak będzie wyglądał rynek pracy, kiedy będziesz na niego wchodził za sześć lat. Powinieneś po prostu zdobyć najlepsze możliwe wykształcenie i zaufać Bogu w reszcie kwestii«. Główny wniosek — zresztą ogólnie dobry dla chrześcijanina — jest taki: nie wiesz o przyszłości prawie tyle, ile ci się wydaje. Przestań udawać, że wiesz, i bądź po prostu wierny w kolejnym kroku, który masz przed sobą”.
Czyż to nie prawda? Kto z nas idealnie zaplanował swoją edukację i karierę? Czyje życie potoczyło się bez ani jednej przeszkody, zmiany planów czy ślepej uliczki? Kto z nas wie, co przyniesie jutro?
Bóg nawet nas o to nie prosi. Planowanie jutra, jak mówi nam Jakub, powinno być ograniczone słowami: „Jeżeli Pan zechce i będziemy żyli, zrobimy to lub owo” (zob. Jk 4:15).
Nie dzieje się tak dlatego, że plany na przyszłość naszą lub dzieci są złe. Dzieje się tak dlatego, że my, rodzice żyjący na co dzień z dziećmi, kochający je bardziej niż własne życie, chcący dla nich tylko tego, co najlepsze, nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, by zaplanować ich przyszłość. Nie znamy ich wystarczająco dobrze, nie kochamy wystarczająco głęboko ani nie widzimy przyszłości wystarczająco wyraźnie. Nasze najlepsze plany dla nich są słabe i niedoskonałe.
O, przyjaciele! Czy możecie uwierzyć w hojność Boga, który ma dla naszych dzieci plan o wiele bardziej szczegółowy, lepiej dopasowany do ich talentów i lepszy dla Jego królestwa niż cokolwiek, co my moglibyśmy wymyślić?
A wszystko, co nam mówi, to byśmy prosili o nasz chleb powszedni, o mannę na każdy moment.
I byśmy ich nauczali.
„Jeśli chodzi o konkretne działania, to powinny być one odwrotnością tego, co wydaje się domyślnym odruchem” — mówi Brad. „Domyślnym odruchem jest: Bardzo martwię się o AI i pracę, dlatego chcę się upewnić, że moje dziecko jest jak najbardziej biegłe w AI, by miało największe szanse w tej przyszłej gospodarce”.
To błędna reakcja, twierdzi Brad.
„Załóżmy, że Twoje dziecko ma 12 lat” — mówi. „Mówienie: Chcę, by było jak najbardziej biegłe w AI, by rozumiało obecną technologię, aby za 10–12 lat było gotowe na sukces nie ma sensu, ponieważ technologia zmienia się tak szybko, że cokolwiek nauczą się teraz, nie będzie miało znaczenia za 10 lat”.
Technologia zmienia się tak szybko, że cokolwiek Twoje dzieci nauczą się teraz, prawdopodobnie nie będzie miało znaczenia za 10 lat.
Paradoksalnie, „jeśli chcesz, by Twoje dzieci były jak najlepiej przygotowane do pracy w świecie AI, muszą być maksymalnie wykwalifikowane w robieniu rzeczy, które nie wymagają komputera” — dodaje.
Myślę, że Brad ma rację. Jon powiedział mi, że branża pędzi tak szybko, że zanim skończysz kurs na studiach, wiedza jest już nieaktualna.
Zapytałam więc Jona: „Czego Nvidia szuka u potencjalnych pracowników?”. Nie odpowiedział: „Najświeższej wiedzy o AI”.
„Szukamy ludzi z chęcią i pragnieniem ciągłego uczenia się” — powiedział. „To ciekawe, ale niemal każdego można nauczyć konkretnej umiejętności. Mogłabym nauczyć cię programować, gdybyś poświęciła mi kilka godzin dziennie przez trzy tygodnie. Pod koniec wiedziałabyś, jak programować. Tego można się nauczyć, ale czy chcesz to robić? To co innego. Dlatego bardzo cenimy elastyczność i bycie osobą uczącą się przez całe życie, bo technologia zmienia się cały czas.

Kultura pracy jest dla nas bardzo ważna. Także umiejętność korzystania z narzędzi AI — nie po to, by zabrać komuś pracę, ale by myśleć o własnej produktywności.
Mówię nowym pracownikom w Nvidii: »W dobie mediów społecznościowych i komunikacji technologicznej, umiejętność przeprowadzenia rozmowy twarzą w twarz staje się supermocą«, ponieważ każdy potrafi napisać SMS-a, każdy potrafi pisać na klawiaturze czy przewijać LinkedIna. Ale umiejętność prawdziwej komunikacji jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek”.
Wiecie, co mi to przypomina? Firmy technologiczne — i pewnie wszystkie inne — szukają młodych pracowników, którzy chcą być doskonali, pracować rzetelnie we wszystkim, za co się zabiorą. Szukają pracowników elastycznych i zdolnych do adaptacji — być może takich, którzy nie trzymają się kurczowo swoich planów. Szukają ludzi pomocnych, pracowitych, służących swojemu zespołowi.
Szukają też myślicieli.
Nie przestawaj myśleć
„Większość ludzi będzie umiała korzystać z AI” — mówi Jon. „Jeśli masz bystry umysł i wspierasz się AI, będziesz o głowę nad wszystkimi innymi. Bo fundamentalnie będziesz rozumieć, co robisz, dlaczego to robisz i jak to robić”.
Oto co mówi Jon: Nie oddelegowuj zbyt wiele swojego myślenia do AI, bo stracisz tę zdolność. To ten sam argument, który przytacza Marshall McLuhan. Brad mi to wyjaśnił: „Mówi on, że każda technologia jest formą autoamputacji, która w istocie rozszerza jakąś część naszego układu nerwowego, ale w procesie tym ją znieczula”.
Na przykład umiejętność pisania na klawiaturze pozwala mi pisać znacznie szybciej. Ale oznacza to też, że tracę głębokie myślenie i lepsze zapamiętywanie, które płynie z pisania ręcznego. Prośba do ChatGPT o streszczenie artykułu pozwala mi szybciej dotrzeć do sedna. Ale oznacza to też, że tracę umiejętność samodzielnego czytania i streszczania.
„C. S. Lewis w ostatnim rozdziale Koniec człowieczeństwa (The Abolition of Man) mówi o technologii i przytacza dowcip o Irlandczyku, który odkrył, że dzięki nowemu rodzajowi pieca węglowego może obniżyć rachunki za opał o połowę. Doszedł więc do wniosku, że jeśli kupi dwa takie piece, będzie mógł ogrzewać dom za darmo.
Lewis mówi: nie, oczywiście tak to nie działa. Czasem ulepszenia technologiczne pomagają. Działają do pewnego momentu. Ale nie możesz ich podwoić i oczekiwać, że będzie jeszcze lepiej. Będzie gorzej.
Nie mówi on o AI, ale to się świetnie do niej odnosi. Zasadniczo możemy oddawać coraz prostsze zadania maszynom, by uwolnić się do zadań wymagających wyższych umiejętności. Ale jeśli w pewnym momencie oddamy to, co wymaga najwyższych umiejętności, to nie będzie już na co się „przesiąść”. Wtedy ludzie mówią: Och, będziemy mieli więcej czasu na wypoczynek. Albo jak mówi Sam Altman: Ludzie uwolnią się do rzeczy kreatywnych.
Myślę, że on nie rozumie kreatywności. Kreatywność to nie tylko bazgranie na kartce papieru. To praca. Kto był bardziej kreatywny niż Szekspir czy Bach? Było to możliwe tylko dlatego, że najpierw opanowali te wszystkie inne, niższe umiejętności”.
Uwielbiam to, ponieważ zazębia się to z mądrością dotyczącą edukacji i emocji. Dziecko, które czyta książki, zmaga się z zadaniami i spędza dużo czasu z innymi ludźmi, będzie lepiej przygotowane do wartościowej nauki, zdrowych relacji oraz udanej kariery, wnosząc kreatywność, światło i radość na rynek pracy.
Wychowanie dzieci w erze AI
„Nawet pytanie o to, jak używać AI w rodzicielstwie, jest potencjalnie niepełne” — mówi Jon. „Chcę wychować dobrze przystosowane chrześcijańskie dziecko. Jak to zrobię? Jakie kroki podejmę? Jakich narzędzi użyję? A w przypadku narzędzi, których nie rozumiem w pełni, jak AI, jak zamierzam się wyedukować, a potem przeprowadzić nas przez to razem?”.
Choć brzmi to jak trudne pytanie, każdy, z kim rozmawiałam, łącznie z Jonem, miał w gruncie rzeczy tę samą odpowiedź.
„Nie ma nowego grzechu, nowej pokusy pod słońcem” — stwierdziła Julie. „Mówi nam o tym Kohelet, jednak istnieją nowe drogi do nich. Myślę więc, że niebezpieczeństwem jest ta nowa droga. Używam tu analogii prądu rzeki. Dlaczego dobrzy pływacy toną? Bo nie są przygotowani albo na siłę prądu, albo na to, co jest w wodzie.

Myślę, że technologia to prąd, a AI to silny prąd wsteczny, na który nikt nie jest przygotowany. Celem nie jest powiedzenie: »Całkowicie trzymam dzieci z dala od wody«. Moim celem jest: dopóki nie będę gotowa ich nauczyć, nie powinnam pozwalać im wchodzić do wody. Dobry rodzic uczy pływać, uczy mądrego zarządzania. Uczymy ich poruszania się w świecie, bycia w nim, ale nie ze świata, używania zasobów w sposób, który czci i uwielbia Boga”.
Biblia nie mówi nam: „W tym wieku zrób to, a w tamtym tamto” — dodaje Julie. „Ale mamy wytyczne biblijne mówiące, że dobre rodzicielstwo przygotowuje, wyposaża, czyni uczniami, chroni. Chcę patrzeć na zasady, a potem zapytać: Jakie są słabości i pokusy mojego dziecka? Gdzie jest skłonne uwierzyć w nieprawdę i jak mogę je wyposażyć?”.
Analogia Josha jest podobna.
„Gdyby na tym polu były rozstawione sidła na niedźwiedzie, wskazałbym ci, gdzie każde z nich leży” — powiedział. „Myślę, że z AI jest podobnie — nasze dzieci prawdopodobnie wszystkie będą korzystać z jakiejś formy AI. Próbujemy je chronić, identyfikować te zagrożenia i towarzyszyć im tak długo, jak możemy. . . . Nie chcesz, by twoje dziecko uczyło się tego zupełnie samo”.
Oto porównanie Jona:
„Jak uczysz dzieci obsługi piły mechanicznej?” — pyta. „Pierwszy etap to: »Nie ma mowy, żebyś jej używał. Nie rozumiesz, jak działa. Nie rozumiesz niebezpieczeństwa«. Potem dorastają i mogą patrzeć, jak ty jej używasz, a ty tłumaczysz zasady. Wyjaśniasz jej wartość, co robi — ale one nadal jej nie dotykają”.
Po pewnym czasie „możesz uczyć je obsługi i pomagać im” — dodaje Jon. „Używacie jej razem. Trzymasz swoje dłonie bezpośrednio na ich dłoniach. To nie podlega negocjacjom. W końcu, może gdy mają 13 lat, zależnie od dojrzałości, będą używać jej bez twoich rąk na ich dłoniach, ale ty będziesz tuż obok. Gdy tylko coś pójdzie nie tak, wyciągasz wtyczkę.
A potem, może jeszcze później, mówisz: »OK, myślę, że możesz już jej używać. Chcę cię obserwować, ale nie będę nad tobą wisieć. Będziesz w stanie sam jej używać«”.
Uff. Słyszycie te ostrzeżenia — wszystkie analogie dotyczą niebezpiecznych rzeczy: prądów wstecznych, sideł i pił mechanicznych. Ale nie sądzę, by była to przesadna reakcja. To raczej głos chrześcijańskich specjalistów i rodziców, którzy widzieli, jaki wpływ na dzieci może mieć nienadzorowany dostęp do internetu, telefonów komórkowych, mediów społecznościowych i gier. Więc gdy pojawia się nowa technologia, tym razem potężniejsza, bardziej interaktywna i kusząca niż cokolwiek wcześniej, ich czujność rośnie.
Szybko dostrzegają paralele, badają temat i podejmują inne decyzje dla swoich dzieci. Jasne jest, że w przypadku młodszych dzieci zalecaliby, by każde użycie AI było pod ścisłym nadzorem.
W przypadku starszych dzieci zalecają uczenie ich, jak dobrze korzystać z AI — a przez „dobrze” nie rozumieją tylko pisania dobrych promptów.
„Mój najmłodszy syn, który jest w liceum, sam jeszcze z niej nie korzysta, ale widzi, jak robią to wszyscy jego rówieśnicy” — mówi Julie. „To jest ten prąd, który powoli go wciąga: Wszyscy moi koledzy to robią. Widzę ich. Co ja mam zrobić?
Nie mogę więc stać z boku i mówić: Cóż, on jeszcze nie wszedł do wody. Muszę obserwować z linii bocznej i pytać: »Powiedz mi, co o tym myślisz? Czy jesteś na tyle silny, by nie ulec pokusie zrobienia zdjęcia egzaminu? Co sprawia, że masz na to ochotę? Dlaczego byś tego nie zrobił?«.
Odwołuję się do jego serca, nie tylko do zachowania. Będzie kuszony. To jest kuszące — jeśli możesz łatwo wykonać pracę i być bardziej produktywnym, by móc iść pograć w gry czy na koszykówkę, dlaczego miałbyś tego nie zrobić? Przekonywanie, by został i głowił się nad czymś przez pół godziny, gdy wszyscy koledzy kończą w pięć minut — to bardzo trudne, jeśli nie ma pod tym jakiegoś fundamentu moralnego”.
Zapytałam Julie, co mówi w tych „rozmowach z linii bocznej” swoim dorosłym już dzieciom.
„Lubię robić to podczas codziennych rozmów” — powiedziała. „Lubią oglądać rzeczy na YouTube. Rozmawiamy o tym. Albo żartują z tego, że tata używa ChatGPT, a ja pytam: »Jak myślicie, jakie są zagrożenia?« i »Jak dużo z tego korzystacie?«.
Uwielbiam Powtórzonego Prawa 6, gdzie [rodzice nauczają], gdy idziesz drogą, gdy wstajesz, gdy siedzisz, gdy jesz kolację, gdy oglądasz telewizję. Staram się, by to nie brzmiało jak zagrożenie. To nie jest wykład. Pytam: »Hej, co robią wasi znajomi? Znacie kogoś na studiach, kto używa AI, by prześlizgnąć się przez zajęcia?«. Oni odpowiadają: »O tak« i zaczynają mi opowiadać, co robią inni.
Wtedy pytam: »A co wy o tym myślicie?« i »Czy czujecie pokusę? Bo na waszym miejscu czułabym wielką pokusę«. Zaczynasz szeroko: »Co robią inni wokół was?«, a potem powoli przechodzisz do: »A jak to wygląda u was? Jak to was kusi?«.
Zachęcaj ich słowami: »Uczciwość jest tego warta. Wolę, żebyś miał trójkę z matematyki, niż szóstkę dzięki oszustwu« albo »Wolę, żebyś nauczył się myśleć i wykonał ciężką pracę myślową«.
Staram się utożsamić z ich pokusą, jednocześnie ich zachęcając: Czy nie chcesz dla siebie czegoś lepszego? Droga Boża jest warta tego, by nią żyć. I dlaczego droga Boża różni się od AI? Drążę to, pytając: »Skąd wiemy, że Bóg nie chce, byśmy używali AI?«. Moje dzieci zadają takie pytania i myślę, że to świetne, bo uczą się krytycznego myślenia. Uczą się oceniać: Czy Bóg jest przeciwny AI?”.
Ewangeliocentryczne podejście do AI
Czy Bóg jest przeciwny AI?
„Ważne jest, by myśleć o AI w sposób głęboki, ale nie muszę się jej bać” — mówi Stephanie. „Co to oznacza, że Chrystus panuje nad AI? Moja teologia mówi, że to prawda — Chrystus panuje nad wszystkim, włączając w to rewolucję AI”.
Bóg nie jest zaskoczony rewolucją AI. Nie dziwi Go sposób, w jaki jest ona wykorzystywana. I dokładnie wie, jak rozwinie się w przyszłości. W Swojej suwerenności pozwolił tej technologii zaistnieć i jest ona częścią owego „wszystkiego”, o czym mówi Rzymian 8:28 — co musi współdziałać ku dobremu.
Tak, łatwo tu dostrzec grzech — oszustwa, pożądliwość, lenistwo, kłamstwo, szybką zamianę tego, co dobre, prawdziwe i piękne na to, co szybkie, tanie i pozbawione oporu.
Ale łatwo też dostrzec dobrą pracę chrześcijańskich rodziców, którzy używają AI jako narzędzia do konstruktywnych celów — by organizować harmonogramy, znajdować polecane restauracje czy szukać stypendiów — ale którzy jednocześnie czuwają nad swoimi dziećmi.
„Stwierdzenie, że ta technologia po prostu nie jest bezpieczna dla dzieci, nie jest byciem antytechnologicznym” — zauważył Brad.
Nie oznacza to, że AI nigdy nie stanie się bezpieczna dla dzieci dzięki odpowiednim projektom i ograniczeniom. Ale w obecnej formie chatboty takie jak ChatGPT czy Gemini nie są bezpieczne do samodzielnej obsługi przez dzieci. I to jest w porządku. Wiele rzeczy — jak kolejki górskie, samochody czy piły mechaniczne — też nie jest. To nie znaczy, że nasze dzieci nigdy nie będą mogły z nich korzystać. Oznacza to po prostu, że potrzebują rodziców, którzy wyznaczą dobre granice, dobrze ich nauczą, a gdy przyjdzie czas, pozwolą stawiać kroki w stronę używania chatbotów w dobry, zdrowy i właściwy sposób.
Ponieważ to nowość i ponieważ jesteśmy grzesznikami, będziemy po drodze popełniać błędy. Twoi znajomi mogą podejmować inne decyzje ze swoimi dziećmi i nie zawsze będziesz się z nimi zgadzać. Twoje dzieci będą miewać potknięcia. Badania będą dowodzić jednej rzeczy, a potem inne studia wykażą coś przeciwnego. Postęp będzie momentami zbyt szybki, a kiedy indziej boleśnie powolny. Może już czujesz presję, by „wsiąść do tego pociągu”, bo inaczej zostaniesz w tyle.
Pozwól więc, że powiem: to w porządku, jeśli na chwilę się zatrzymasz i pomyślisz. LinkedIn informuje, że jak dotąd, wbrew nagłówkom, „adopcja AI jest niska i skoncentrowana w kilku funkcjach”.
Jest czas, by pomyśleć o AI — o tym, jak chcesz, by Twoje dzieci z nią obcowały, i o tym, jak sam możesz jej dobrze używać. Wiemy bowiem, że najlepszym sposobem prowadzenia dzieci jest prawie zawsze przykład. Jeśli więc planujesz urodziny, szykujesz się do wakacji czy organizujesz kalendarz i AI Ci w tym nie pomaga — żaden problem. Ale jeśli może być dla Ciebie dobrym i użytecznym narzędziem, używaj jej mądrze na chwałę Bożą, by rozszerzać Jego królestwo.
A potem, z czasem, naucz tego również swoje dzieci.






