W ostatnich latach ewangelikalni chrześcijanie na wiele sposobów na nowo odkryli bogactwo chrześcijańskiej przeszłości. Nie oznacza to, że świadomość historyczna została kiedykolwiek całkowicie utracona wśród protestantów ewangelikalnych. Podstawowe parametry historycznej chrześcijańskiej ortodoksji zawsze tam były. Mimo to, mocne strony ruchu ewangelikalnego miały tendencję do skupiania się gdzie indziej: na egzegezie biblijnej, kaznodziejstwie, duchowości, misjach i …
W ostatnich latach ewangelikalni chrześcijanie na wiele sposobów na nowo odkryli bogactwo chrześcijańskiej przeszłości. Nie oznacza to, że świadomość historyczna została kiedykolwiek całkowicie utracona wśród protestantów ewangelikalnych. Podstawowe parametry historycznej chrześcijańskiej ortodoksji zawsze tam były. Mimo to, mocne strony ruchu ewangelikalnego miały tendencję do skupiania się gdzie indziej: na egzegezie biblijnej, kaznodziejstwie, duchowości, misjach i ewangelizacji, aktywizmie politycznym, a nawet środkach masowego przekazu.
Jednak dzisiaj nierzadko można spotkać ewangelikalnych teologów, pastorów i świeckich skupiających się na wczesnochrześcijańskich Ojcach Kościoła, teologach średniowiecznych, reformatorach i scholastykach poreformacyjnych.
Te gesty w stronę teologicznego „odzyskiwania” (ang. retrieval), jak się to często nazywa, przyniosły wiele pozytywnych rezultatów. Aby podać tylko jeden przykład, kontrowersje wokół doktryny o Trójcy Świętej, które wybuchły w sieci 10 lat temu tego lata, zostały w dużej mierze rozwiązane na korzyść wyraźnie wyznaniowych sformułowań. Ewangelikalni chrześcijanie na nowo odkryli głęboko biblijną logikę doktryny nicejskiej.
Niektórzy chcieli posunąć projekt odzyskiwania dalej, przywracając nie tylko historyczną chrześcijańską doktrynę o Bogu, ale także, w szczególności, historyczne perspektywy na teologię polityczną. W pewnym sensie jest to bardzo pożądany rozwój wypadków, ale rodzi on ważne pytania o to, jak powinien przebiegać protestancki program teologicznego odzyskiwania. Pozwólcie, że przedstawię kilka sugestii, które mogą nas prowadzić w staraniach o odzyskiwanie przeszłości w sposób wierny Biblii.
1. Hierarchia doktryn
Musimy pamiętać o hierarchii doktryn. Każda doktryna jest ważna, ale nie każda jest równie ważna. Niektóre doktryny są integralne dla wiary chrześcijańskiej, podczas gdy inne są pochodne w tym sensie, że czerpią swoją siłę z doktryn bardziej centralnych. Im dalej postępuje proces wywodzenia, tym mniej pewni możemy być osiągniętych wniosków.
Każda doktryna jest ważna, ale nie każda jest równie ważna.
Na przykład doktryna o Trójcy Świętej ma większe znaczenie niż szczegóły ustroju kościelnego. Ważniejsze jest bycie nicejskim trynitarianinem niż prezbiterianinem czy kongregacjonalistą.
To samo należy przypomnieć, gdy staramy się odzyskać teologię polityczną. Sama teologia polityczna ma mniejsze znaczenie niż teologia trynitarna. Nie jest ona nieważna ani niegodna starannych studiów. Jednak współcześni chrześcijanie nie uprawiają po prostu „wybierania rodzynek”, gdy np. wagę poglądu Tomasza z Akwinu na boskość Syna oceniają wyżej niż jego rozumienie sprawiedliwości niewolnictwa.
Nawet w ramach naszego odzyskiwania teologii politycznej fundamentalne zasady, takie jak prawo naturalne oraz ludzka wolność i godność, mają większą wagę niż konkretne zastosowania (które są nieuchronnie lokalne i szczególne).
2. Różnorodność wewnątrz tradycji
Powinniśmy być świadomi różnorodnego charakteru tradycji chrześcijańskiej. W bardzo niewielu kwestiach doktrynalnych tradycja chrześcijańska dopuszcza tylko jedno ortodoksyjne stanowisko. Doktryny podsumowane w starożytnych wyznaniach wiary i soborach stanowią punkt wyjścia. Jednak w wielu kwestiach lepiej jest mówić o „tradycjach” (liczba mnoga) niż o „Tradycji” (liczba pojedyncza).
Teologia polityczna jest pod tym względem szczególnie trudna. Czyja teologia polityczna powinna mieć największą wagę: prześladowanego Kościoła przedkonstantyńskiego z pierwszych wieków, epoki późnorzymskiej i bizantyjskiej, średniowiecznych feudalistów, reformatorów magisterialnych, ruchów wolnokościelnych, erastian, szkockich przymierzyńców, baptystów z wczesnej Republiki Amerykańskiej, czy kogoś innego?
Błędem byłoby uznanie naszego własnego momentu politycznego za ideał, do którego nieuchronnie prowadziło przesłanie chrześcijańskie, ale równie ryzykowne jest zakładanie, że jakaś poprzednia „złota era” musi zostać odzyskana jako ostateczne stanowisko chrześcijańskie.
W każdym przypadku zasady polityczne muszą być dostosowane do lokalnych okoliczności. Musimy żyć tu i teraz. Odzyskiwanie to nie to samo co reprystynacja (proste przywrócenie poprzedniego układu do jego nieskazitelnej kondycji). Historia nie jest opowieścią o nieprzerwanym postępie, ale nie jest też opowieścią o nieustannym upadku. Niektóre wydarzenia historyczne są pozytywne (jak zniesienie niewolnictwa) i chrześcijanie nie powinni wstydzić się o tym mówić.
3. Unikanie niewłaściwego wykorzystywania tradycji
Powinniśmy unikać nadużywania tradycji do naszych z góry ustalonych celów. Tego rodzaju nadużycie przeszłości ma miejsce na przykład wtedy, gdy czcigodne zasady, takie jak ordo amoris (porządek miłości) Augustyna, są używane jako przykrywka dla uprzedzeń rasowych.
Albo gdy średniowieczna formuła gratia non tollit naturam sed perficit („łaska nie niszczy natury, lecz ją udoskonala”) jest używana do sugerowania, że wszystko, co „naturalne” w kontekście po upadku, może być zachowane bezkrytycznie. W swoim oryginalnym kontekście formuła ta dotyczyła integralności ludzkiej natury i jej otwartości na łaskę Bożą, a nie sankcjonowania politycznych i kulturowych założeń upadłej ludzkości.
4. Krytyczne przyswojenie przeszłości
Powinniśmy unikać bezkrytycznego przyswajania tradycji. To prowadzi nas do sedna protestanckiego podejścia do odzyskiwania. Powinniśmy okazywać należny szacunek tradycji chrześcijańskiej, ale Pismo Święte nadal zajmuje pierwsze miejsce jako jedyne, natchnione i nieomylne Słowo Boże. Jeśli chodzi o nasze czcigodne tradycje i naszych bohaterów wiary, możemy robić dwie rzeczy naraz.
Powinniśmy okazywać należny szacunek tradycji chrześcijańskiej, ale Pismo Święte nadal zajmuje pierwsze miejsce jako jedyne, natchnione i nieomylne Słowo Boże.
Możemy wychwalać obronę usprawiedliwienia przez samą wiarę dokonaną przez Lutra, a jednocześnie uważać jego grzeszną postawę wobec Żydów za wstrętną i niebiblijną. Możemy polegać na chrystologii Tomasza, ale odrzucać jego poglądy na niższość kobiet. Możemy cenić wkład Jonathana Edwardsa i jednocześnie wytykać mu błędy w jego poglądach na niewolnictwo.
Celem odzyskiwania nie jest to, by historia zastąpiła autorytet Biblii w naszej wierze i praktyce. Zamiast tego, uważne studium chrześcijańskiej przeszłości ujawnia wiele sukcesów, ale także wiele porażek chrześcijan (takich jak my), którzy starali się uporządkować swoje życie zgodnie z prawdą Słowa Bożego.





