Podobnie jak wielu fanów uwielbianych książek z serii Domek na prerii, jak i oryginalnego dziewięcio-sezonowego serialu telewizyjnego (1974–83), byłem sceptyczny, gdy usłyszałem o nowej wersji Netflixa. Czy klasyka autorstwa Laury Ingalls Wilder zostanie poddana anachronicznemu przeobrażeniu w duchu współczesnych wartości? Czy nowa obsada dorówna kultowym rolom Michaela Landona (Pa), Melissy Gilbert (Laura) i innych z …
Podobnie jak wielu fanów uwielbianych książek z serii Domek na prerii, jak i oryginalnego dziewięcio-sezonowego serialu telewizyjnego (1974–83), byłem sceptyczny, gdy usłyszałem o nowej wersji Netflixa. Czy klasyka autorstwa Laury Ingalls Wilder zostanie poddana anachronicznemu przeobrażeniu w duchu współczesnych wartości? Czy nowa obsada dorówna kultowym rolom Michaela Landona (Pa), Melissy Gilbert (Laura) i innych z oryginalnej serii?
Obejrzałem wszystkie osiem odcinków pierwszego sezonu serialu Netflixa, który jest adaptacją trzeciego tomu półautobiograficznej serii Wilder. Serial w większości mi się podobał i został już przedłużony na drugi sezon. Wyprodukowany przez CBS Studios i prowadzony przez showrunnerkę Rebeccę Sonnenshine, nowy Domek na prerii jest dobrze zrealizowaną, świetnie zagraną i wartościową rozrywką rodzinną — i ogólnie pozostaje wierny materiałowi źródłowemu.
Owszem, niektóre elementy fabuły sprawiają wrażenie „wartości z 2026 roku nałożonych na amerykańską kulturę roku 1869” (o czym później). A jakość serialu nigdy nie osiąga takich wyżyn, by reboot wydawał się w pełni uzasadniony. Jednak w krajobrazie zalanym treściami, z mnóstwem opcji telewizyjnych dla każdego gustu — a jednocześnie przy znikomym wyborze tego, co rodziny mogą oglądać i cieszyć się tym razem — nowy Domek na prerii jest ponadprzeciętną ofertą, która celebruje rodzinę, społeczność i niezłomnego ducha pionierskiego Ameryki.
Prorodzinny serial dla rodzin do wspólnego oglądania
W pierwszym odcinku widzimy rodzinę Ingallsów — po opuszczeniu domu w Wisconsin — podróżującą wozem osadniczym, by zająć ziemię w pobliżu Independence w stanie Kansas. „Każdy dzień i każda noc były przygodą, i byli szczęśliwi”, słyszymy głos z offu, „ponieważ byli rodziną i byli razem”.
W ciągu pierwszych pięciu minut serialu głowa rodziny, Pa/Charles (australijski aktor Luke Bracey), zostaje przedstawiony w sposób, który fani Domku na prerii uznają za znajomy: jako grający na skrzypcach pionier, który ratuje żonę i córki, gdy ich wóz niemal przewraca się podczas przeprawy przez rzekę. Później widzimy, jak buduje rodzinną chatę z bali, pomaga w budowie pierwszego kościoła w mieście i ratuje ludzi z różnych opresji. To dobry człowiek — a dobrych mężczyzn trudno znaleźć w telewizji.
Kobiety z rodziny Ingalls są również silne, a serial (podobnie jak książki) wysuwa ich perspektywę na pierwszy plan. Ma/Caroline (Crosby Fitzgerald) jest kochającą żoną i matką oraz pracowitą pionierką — nawet jeśli jej postępowe jak na tamtą epokę poglądy i bardziej egalitarne małżeństwo nie zjednają jej popularności wśród dzisiejszych influencerek typu „tradwife”. Siostry Laura (Alice Halsey) i Mary (Skywalker Hughes) oddają więzi i napięcia siostrzane oraz różne oblicza kobiecości na pograniczu, które charakteryzują je również w książkach.
Choć oddani fani Domku na prerii mogą mieć drobne zastrzeżenia do tego odświeżonego portretu rodziny Ingallsów, uznałem te charakterystyki za w dużej mierze satysfakcjonujące. Rodzinna miłość i bezpieczeństwo odnalezione w ich rodzinie nuklearnej — tym „domku” na rozległym, nieznanym pograniczu — są wyraźnie odczuwalne. Liczne, pięknie sfilmowane sceny pokazują rodzinę bawiącą się razem, śpiewającą wspólnie i pocieszającą się wzajemnie w trudnych chwilach.
Rodzinna miłość i bezpieczeństwo odnalezione w ich rodzinie nuklearnej — tym „domku” na rozległym, nieznanym pograniczu — są wyraźnie odczuwalne.
Domek na prerii to odświeżająca celebracja dobroci jednostki rodzinnej. Odświeżające jest również to, że w pierwszym sezonie nie ma treści, które mogłyby budzić niepokój rodziców. Podobnie jak oryginalny serial, na którym się wychowałem, ta wersja jest rozrywką dla całej rodziny.
Potrzeba sąsiedztwa i więzi społecznych
Choć rodzina Ingallsów stanowi serce Domku na prerii, opowieść angażuje również sieć postaci drugoplanowych, które jednoczą się z Ingallsami, by wspólnie przetrwać trudy życia na pograniczu.
Wielkim tematem — być może mocniej zaakcentowanym w tej wersji niż w poprzednich — jest niebezpieczeństwo twardego indywidualizmu i mentalności „radzenia sobie samemu”. Choć poleganie na sobie jest wychwalaną amerykańską cnotą, a narracja o „podnoszeniu się za własne sznurowadła” bywa romantyzowana, rzeczywistość na miejscu jest inna. Potrzebujemy pomocy. Rozkwitamy nie w izolacji, lecz we wspólnocie.
Jak mówi Charlesowi w pierwszym odcinku czarnoskóry lekarz z miasteczka, dr Tann (Jocko Sims): „To mit, że człowiek może tu przetrwać sam. To ładna bajeczka, nic więcej. Szukaj pomocy, gdziekolwiek zdołasz”.

Być może najlepiej oddaje to postać Edwardsa (Warren Christie), który zaprzyjaźnia się z Ingallsami i pomaga Charlesowi budować chatę. Edwards to samotny, zdruzgotany weteran wojny secesyjnej, który walczy z alkoholizmem i zmaga się z ogromną stratą z przeszłości (w tym śmiercią żony i córek). Potrzebuje Ingallsów jeszcze bardziej niż oni jego. W pewnym momencie zauważa: „Jestem najlepszą wersją siebie, gdy jestem częścią rodziny”.
Sposób, w jaki okazuje mu się łaskę i włącza go do rodziny Ingallsów, to jeden z najbardziej przekonujących wątków serialu. Jedna z moich ulubionych scen (w odcinku 5) pokazuje Edwardsa śpiewającego hymn „In the Sweet By and By”, który zwykł śpiewać swoim córeczkom. Jego głos łamie się od emocji, a Caroline podejmuje śpiew. Ta chwila — podobnie jak wiele pięknych i częstych scen wspólnego śpiewu — wspaniale ukazuje, jak wspieramy się nawzajem w przyjaźni i przeprowadzamy przez trudności.
Czy wizja silnych więzi wspólnotowych w serialu jest nieco idealistyczna? Prawdopodobnie tak. Jednak wciąż inspirujące i aspiracyjne jest obserwowanie dobroci sąsiedzkiej w działaniu — ludzi z różnych środowisk troszczących się o siebie nawzajem w małych i wielkich sprawach. Z pewnością przydałoby się nam więcej tego w dzisiejszej Ameryce.
Pokojowy pluralizm na preriach?
Serial wydaje się idealistyczny także w tym, jak szeroko główna obsada reprezentuje różne tła rasowe i kulturowe, żyjąc we wspólnocie (przeważnie) w pokoju.
Choć wspomina się o podziałach rasowych i klasowych, rodzina Ingallsów modeluje postępową inkluzywność i uniwersalną życzliwość wobec wszystkich ludzi. Caroline wstawia się za Emily (Barrett Doss), czarnoskórą właścicielką sklepu, wykluczoną z udziału w stowarzyszeniu kobiet. Laura zaprzyjaźnia się z dziewczynką z plemienia Osagów, Good Eagle (Wren Zhawenim Gotts), której rodzina zbliża się do Ingallsów i funkcjonuje na równoległym torze w miarę rozwoju serii.
Choć poleganie na sobie jest wychwalaną amerykańską cnotą, rozkwitamy nie w izolacji, lecz we wspólnocie.
Wątek rodziny Osagów to prawdopodobnie największe fabularne ubarwienie i „unowocześnienie” oryginalnej historii. To nie jest zła zmiana. Serial humanizuje los Osagów — utratę ziemi w miarę napływu białych osadników — i czyni ich centralnymi postaciami, podczas gdy inne opowieści o „amerykańskim pograniczu” spychają ich na margines lub całkowicie pomijają ich obecność.
Doceniam, że motyw „prorodzinny” został podkreślony nie tylko u Ingallsów, ale także u rodziny Good Eagle, która również próbuje przetrwać i zapewnić bezpieczeństwo dzieciom na surowej prerii. Mimo to życzliwość i rzecznictwo Ingallsów na rzecz Osagów wydaje się anachroniczne i nie do końca odpowiada treści książki.
Serial kreśli postępową wizję religijnego i kulturowego pluralizmu. Chrześcijaństwo białych osadników jest obecne, ale to postacie Osagów są pokazane jako najbardziej dojrzałe duchowo. Matka Good Eagle (Alyssa Wapanatâhk) często modli się do Wah’Kon-Tah, „wielkiego ducha”, nawet jeśli na ścianie jej domu wisi krzyż, co sugeruje pewne chrześcijańskie wpływy.
I choć Ingallsowie mają w domu Biblie i okazjonalnie śpiewają hymny przy akompaniamencie skrzypiec Charlesa, ich wiara nie jest pokazywana jako główna kotwica w chwilach niepewności. Zamiast tego, ich oparciem jest komunitaryzm — więzi, które kują z Osagami, imigrantami i współosadnikami, pozwalające im utrzymać się na powierzchni, gdy wszystko wydaje się stracone.
W takich momentach reboot Domku na prerii sprawia wrażenie bardziej świadomej społecznie, rewizjonistycznej historii XIX-wiecznej Ameryki.
Co oznacza niezależność
Pomimo tych kwestii związanych z anachronizmami, podziwiam pogodnego ducha Domku na prerii oraz przedstawienie kwintesencji amerykańskiego życia, wolności i dążenia do szczęścia. To pełen nadziei serial. „Nadzieja jest wszystkim”, mówi Charles do Laury w pierwszym odcinku — zdanie to Laura powtarza mu w ósmym odcinku jako piękną klamrę sezonu. Życie na prerii jest niepewne i trudne, ale jak mówi Caroline w czwartym odcinku: „Niepewne życie jest pełne możliwości”.

Nadzieja i możliwości są częścią amerykańskiego snu. Rodzina Ingallsów zaczyna i kończy sezon w wozie osadniczym, śpiewając hymn „There Is a Happy Land”, podążając ku kolejnym możliwościom. Ich poszukiwanie stałego domu — stabilnej i zasobnej ziemi — oddaje zarówno niespokojną ambicję amerykańskiej mobilności, jak i uniwersalną duchową tęsknotę za ziemią obiecaną, odpoczynkiem i pokojem.
Serial kładzie jednak nacisk również na znaczenie rodziny i wspólnoty. Jaki bowiem sens ma marzenie, jeśli realizujesz je w pojedynkę? Aby wykuwać przyszłość, przecierając niepewne szlaki, potrzebujemy siebie nawzajem. I ryzykujemy wszystko dla siebie nawzajem. Otwarte przestrzenie amerykańskiego pogranicza są piękne, owszem, ale i bardzo samotne, jeśli nie zasiedlamy ich wspólnie.
Jak mówi Laura w konkursie krasomówczym na temat „Co oznacza dla mnie niezależność”:
Niezależność (Independence) to miasto nazwane na cześć stylu życia. Nikt z nas nie poradzi sobie tutaj sam. Potrzebujemy wzajemnej pomocy. . . . Niezależność nie polega na poleganiu tylko na sobie, na swobodzie czy wolności, ani na żadnej z tych rzeczy. To miejsce, w którym się jednoczymy.
W dzisiejszej dobie cyfrowej izolacji i erozji więzi społecznych jest to przesłanie nader aktualne. Prawdziwa wolność nie polega na przecieraniu szlaku w dowolnym, samotnym kierunku, w którym może nas poprowadzić serce. Nie polega na ogłaszaniu niezależności od więzi rodzinnych, wiary i kultury, które nas kształtują. Wolność znajduje się raczej w podejmowaniu i dotrzymywaniu zobowiązań, w życiowym celu i przyszłości wykraczającej poza nas samych.






