Bądźmy szczerzy: większość z nas jest wyczerpana.Jesteśmy wyczerpani próbami utrzymania wszystkiego w całości. Jesteśmy wyczerpani udawaniem, że jesteśmy silniejsi niż w rzeczywistości. Jesteśmy wyczerpani przekonaniem, że gdybyśmy tylko stali się bardziej zdyscyplinowani, produktywni, wierni lub odporni, życie w końcu stałoby się możliwe do ogarnięcia.Pod całym tym dążeniem kryje się głębszy lęk. Boimy się własnych ograniczeń.Nie …
Bądźmy szczerzy: większość z nas jest wyczerpana.
Jesteśmy wyczerpani próbami utrzymania wszystkiego w całości. Jesteśmy wyczerpani udawaniem, że jesteśmy silniejsi niż w rzeczywistości. Jesteśmy wyczerpani przekonaniem, że gdybyśmy tylko stali się bardziej zdyscyplinowani, produktywni, wierni lub odporni, życie w końcu stałoby się możliwe do ogarnięcia.
Pod całym tym dążeniem kryje się głębszy lęk. Boimy się własnych ograniczeń.
Nie lubimy potrzebować pomocy. Mamy żal o nasze fizyczne ograniczenia. Frustrują nas nasze emocje, rozczarowują porażki i niepokoją okoliczności, których nie możemy kontrolować. Gardzimy słabościami, które obnażają, jak małą moc faktycznie posiadamy.
Ale być może toczymy niewłaściwą bitwę. Słabość nie jest naszym wrogiem. Słabość to jedno z największych Bożych zaproszeń.
Trudno być człowiekiem
Prawda jest taka, że trudno być człowiekiem. Jesteśmy skończonymi istotami żyjącymi w upadłym świecie. Doświadczamy smutku, choroby, rozczarowania, lęku i niepewności. Potrzebujemy snu. Potrzebujemy pożywienia. Potrzebujemy relacji. Potrzebujemy pomocy.
Jednak często żyjemy tak, jakby te potrzeby były porażkami. Nawet chrześcijanie mogą po cichu przyjąć przekonanie, że dojrzałość oznacza stawanie się coraz bardziej samowystarczalnym. Możemy nigdy nie powiedzieć tego głośno, ale często zachowujemy się tak, jakby zależność była czymś, z czego należy wyrosnąć.
Wtedy życie przerywa nam nasze plany. Przychodzi diagnoza. Modlitwa pozostaje bez odpowiedzi. Relacja się rozpada. Czas cierpienia trwa dłużej, niż się spodziewaliśmy. Nagle zadajemy trudne pytania: Jeśli Bóg mnie kocha, dlaczego to się dzieje? Dlaczego wciąż się zmagam? Czy Bóg jest mną rozczarowany? Czy moja słabość jest dowodem na to, że Go zawiodłem?
Cierpiący, którzy potrzebują Pocieszyciela
Jeśli uważnie przyjrzymy się Chrystusowi, odkryjemy coś nadzwyczajnego: jesteśmy nie tylko grzesznikami potrzebującymi Zbawiciela; jesteśmy cierpiącymi potrzebującymi Pocieszyciela. Dlatego człowieczeństwo Jezusa ma tak wielkie znaczenie. Jezus nie ratował nas z oddali. Wszedł w nasz świat. Wybrał, by stać się w pełni człowiekiem. Przyszedł na świat jako bezbronne niemowlę. Doświadczył głodu, wyczerpania, żalu, odrzucenia, smutku i bólu. Dobrowolnie przyjął każde zwyczajne ograniczenie ludzkiego życia.
Dlaczego? Ponieważ Jezus przyszedł, aby odkupić nasze człowieczeństwo, a nie je wymazać. Ta prawda zmienia wszystko. Jeśli skupimy się tylko na bóstwie Jezusa, możemy ulec pokusie postrzegania Go jako potężnego, ale odległego. Jeśli zapomnimy o Jego człowieczeństwie, możemy niechcący wyobrazić sobie Zbawiciela, który może nas zbawić, ale nie potrafi nas zrozumieć.
Jezus przyszedł, aby odkupić nasze człowieczeństwo, a nie je wymazać.
Lecz List do Hebrajczyków przypomina nam, że mamy coś znacznie lepszego: „Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (4:15).
Pomyśl o tym słowie: współczuć. Jezus nie tylko obserwuje naszą słabość. On jej nie toleruje. Nie przewraca na nią oczami. On z nią współczuje. Wie, jak to jest być zmęczonym. Wie, jak to jest odczuwać smutek. Wie, jak to jest być niezrozumianym. Wie, jak to jest cierpieć. A ponieważ wie, przybliża się do nas.
Zaprojektowani do zależności
Być może Bóg wcale nie jest tak sfrustrowany twoimi ograniczeniami jak ty sam. Być może twoja słabość nie jest dowodem porażki – jest dowodem twojego człowieczeństwa. Może nam być trudno to zaakceptować, ponieważ nasza kultura celebruje niezależność. Podziwiamy siłę i samowystarczalność. Oklaskujemy ludzi, którzy wydają się mieć wszystko pod kontrolą.
Ale Ewangelia opowiada inną historię. Istoty ludzkie nigdy nie były zaprojektowane jako samowystarczalne. Zostaliśmy stworzeni, by polegać na Bogu. Od samego początku zostaliśmy powołani jako stworzenia, a nie stwórcy. Nasze ograniczenia nie są błędami konstrukcyjnymi. Są przypomnieniem, że należymy do Niego. Słabość może stać się miejscem spotkania.
W Ewangelii wielokrotnie widzimy, jak Jezus wychodzi naprzeciw potrzebującym. Zwraca się ku zmęczonym. Zwraca się ku pogrążonym w żałobie. Zwraca się ku lękliwym. Zwraca się ku wątpiącym. Zwraca się ku cierpiącym. Ludzie, którzy dostępują Jego współczucia, rzadko są tymi, którzy wydają się najsilniejsi. Często są to ci, którzy w końcu przestali udawać.
Być może to jest również zaproszenie dla nas. Być może Jezus zaprasza nas, byśmy przestali grać. Być może zaprasza nas, byśmy przestali udowadniać swoją wartość. Być może zaprasza nas, byśmy przyznali to, co zawsze było prawdą: potrzebujemy Go. To nie jest porażka. To jest uczniostwo. Ponieważ dopóki nie dostrzeżemy własnej potrzeby, nie będziemy mogli przyjąć Jego siły.
Słabość jest zaproszeniem
Jezus mówi: „Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja wam dam ukojenie” (Mt 11,28). Zauważ, czego nie mówi. Nie mówi: „Przyjdźcie do Mnie, gdy staniecie się silniejsi”. Albo: „Przyjdźcie do Mnie, gdy rozwiążecie swoje problemy”. Albo: „Przyjdźcie do Mnie, gdy przestaniecie się zmagać”. On po prostu mówi: „Przyjdźcie”.
Nasze ograniczenia nie są błędami konstrukcyjnymi. Są przypomnieniem, że należymy do Boga.
Twoja słabość nie trzyma Jezusa na dystans. Może być właśnie tym miejscem, w którym On zamierza się z tobą spotkać.
Możemy nigdy nie zrozumieć, dlaczego pewne zmagania pozostają. Możemy nigdy w pełni nie pojąć, dlaczego życie toczy się inaczej, niż się spodziewaliśmy. Ale dzięki Jezusowi możemy poznać coś jeszcze lepszego. Możemy poznać Boże serce.
Syn Boży ukochał nas tak bardzo, że stał się jednym z nas. Ukochał nas tak bardzo, że wszedł w cierpienie. Ukochał nas tak bardzo, że przeszedł przez każdy aspekt naszej kruchej egzystencji. I nadal przybliża się do nas dzisiaj. Twoja słabość nie jest końcem twojej historii. Może być początkiem odkrywania, że Chrystus czekał tam przez cały czas.






