Już wtedy podupadły na zdrowiu, J. Gresham Machen dotrzymał obietnicy wygłoszenia kazania w Dakocie Północnej. Dla kogoś wychowanego w świecie Machena, Kościół Prezbiteriański nie był „małą trzódką”, jak Jezus opisał swój kościół (Łk 12,32). Był potężny w każdej sferze życia cywilnego i społecznego.Wywodzący się z elit Baltimore Machen, urodzony w 1881 roku, miał ojca episkopalianina …
Już wtedy podupadły na zdrowiu, J. Gresham Machen dotrzymał obietnicy wygłoszenia kazania w Dakocie Północnej. Dla kogoś wychowanego w świecie Machena, Kościół Prezbiteriański nie był „małą trzódką”, jak Jezus opisał swój kościół (Łk 12,32). Był potężny w każdej sferze życia cywilnego i społecznego.
Wywodzący się z elit Baltimore Machen, urodzony w 1881 roku, miał ojca episkopalianina wykształconego na Harvard Law School (Arthura Webstera Machena) oraz matkę prezbiteriankę, Mary Jones Gresham. To właśnie matka miała większy wpływ na jego życie, ucząc syna greki, łaciny i klasyki, a także gry na pianinie. Cieszył się regularnymi niedzielnymi obiadami z Woodrowem Wilsonem i jego rodziną po porannym nabożeństwie w Nassau Presbyterian Church w Princeton.
Mentorem Machena w Seminarium Princeton był B. B. Warfield, kolega z Południa i żarliwy obrońca ortodoksji przeciwko skradającemu się moralizmowi i modernizmowi. (Warfield nominował również Wilsona na rektora Princeton College). Jednak Warfield przewodził staraniom o desegregację uczelni i seminarium, podczas gdy Machen, niestety, sprzeciwiał się tej polityce.
Rasa, misja i imperium protestanckie
Rasowy elitaryzm Machena nie był wyjątkowy dla Południa. W rzeczywistości północni postępowi protestanci propagowali imperialistyczną wizję „anglosaskiego” narodu chrześcijańskiego rozszerzającego swoje wpływy (i siłę przymusu) na „niższe ludy”. Ameryka była narodem odkupicielskim, poświęcającym się dla ratowania świata – w razie potrzeby za pomocą środków militarnych. (Patrz: The War for Righteousness Richarda Gamble’a).
Bez umniejszania uprzedzeń rasowych Machena, powinniśmy odnotować jego żarliwy sprzeciw wobec z natury rasistowskiego programu „chrystianizacji” progresywistów. Podobnie jak Warfield, nie lubił on chrześcijańskiego nacjonalizmu protestanckiego establishmentu, ponieważ mylił on ewangelię z prawem i naruszał przyrodzone prawa mniejszości religijnych. Machen, zagorzały libertarianin, głosował nawet na rzymskokatolickiego kandydata na prezydenta, Ala Smitha.
Modernizm od środka
W latach 1905–1906 studia Machena w Niemczech wystawiły jego wiarę na próbę. W listach do matki wyrażał pociąg do swoich pietystycznych, liberalnych profesorów w Niemczech, takich jak Wilhelm Herrmann (nauczyciel Bultmanna i Bartha). Nie był to człowiek, który urodził się fundamentalistą.
Jednak właśnie dzięki temu doświadczeniu znał teologię modernistyczną od podszewki. To, co niepokoiło go po odzyskaniu ortodoksyjnych przekonań, to fakt, że Kościół Prezbiteriański, który znał i kochał, był przejmowany przez pochlebców tych niemieckich profesorów. Z jednej strony byli jawni liberałowie, jak sygnatariusze Auburn Affirmation, ale w Seminarium Princeton powstała dziwna koalicja fundamentalistów i premilenarystów, takich jak Charles Erdman, który stawiał D. L. Moody’ego jako wzór ewangelizacji i moralnej przemiany ponad doktryną. W 1923 roku Machen poświęcił swoje umiejętności argumentacji napisaniu klasycznego dzieła pt. Chrześcijaństwo i liberalizm.
Historia ta została dobrze opowiedziana, szczególnie przez D. G. Harta w jego przełomowej pracy z 2003 roku pt. Defending the Faith: J. Gresham Machen and the Crisis of Conservative Protestantism in Modern America.
Powróciwszy do Seminarium Princeton, tym razem jako profesor Nowego Testamentu, Machen poczuł się wyzywany na pojedynek przez umiarkowanych w równym stopniu, co przez jawnych modernistów. Jednak misje leżały u podstaw jego troski. Gdyby kościół, który kochał, wysyłał tylko misjonarzy zakładających kościoły poprzez głoszenie ewangelii i sprawowanie sakramentów, udzieliłby Prezbiteriańskiej Radzie Misji Zagranicznych swojego pełnego poparcia. Istnieli jednak „misjonarze”, tacy jak Pearl Buck, którzy – w imię misji – głosili inną ewangelię.
Gdyby kościół, który kochał, wysyłał tylko misjonarzy zakładających kościoły poprzez głoszenie ewangelii i sprawowanie sakramentów, udzieliłby Prezbiteriańskiej Radzie Misji Zagranicznych swojego pełnego poparcia.
Machen założył Niezależną Radę Prezbiteriańskich Misji Zagranicznych w 1933 roku, a w marcu 1935 roku został zawieszony w posłudze prezbiteriańskiej. Opuszczając niegdyś uświęcone mury Princeton, Machen założył Seminarium Westminster w 1929 roku i následnie poprowadził utworzenie Ortodoksyjnego Kościoła Prezbiteriańskiego.
Zatem na długo przed wizytą w Dakocie Północnej Machen zrezygnował już ze swojej uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie.
Śmierć z dala od centrów władzy
Dla kogoś tak podatnego na choroby jak Machen, odwołanie tej podróży bez wątpienia przedłużyłoby mu życie. Stało się jednak tak, że Machen uległ zapaleniu płuc w Bismarck w Dakocie Północnej 1 stycznia 1937 roku.
Istotne jest nie tylko to, jak zmarł, ale także gdzie zmarł. Machen zrezygnował nie tylko z bogactwa i możliwości, jakie zapewniała mu elitarna rodzina, ale także z uprzywilejowanego życia uczonego z Princeton. Misja jest napędzana przez przesłanie, a nie odwrotnie, co widać zarówno w jego życiu, jak i nauczaniu. Mógł z powodzeniem umrzeć w okazałym domu w Baltimore. Jednak „mała trzódka” Chrystusa istnieje wszędzie tam, gdzie głoszona jest prawdziwa ewangelia.
Wyznaniowy, nie sekciarski
Przynajmniej przez pewien czas nimb chrześcijańskich misji mógł jednoczyć fundamentalistów i modernistów. Machen był tak prowadzony przez dogmatyczny rygor, że odważył się nie tylko oddzielić prezbiterian od amerykańskiej religii generycznego protestantyzmu, ale także odmówić samemu Kościołowi Prezbiteriańskiemu prawa do rozszerzania na świat swojej, szczerze mówiąc, kolonizatorskiej misji, która miała niewiele wspólnego z ewangelią.
Dla niego misje nie są przykrywką dla „chrystianizacji”, która była eufemizmem dla „amerykanizacji”. Erdman, dyspensacjonalistyczny ewangelikalny kolega z Princeton, był kluczową postacią w reorganizacji Seminarium Princeton, która doprowadziła do usunięcia Machena.
Misja jest napędzana przez przesłanie, a nie odwrotnie, co widać zarówno w życiu Machena, jak i w jego nauczaniu.
Jednak daleki od bycia sekciarzem, czy to modernistycznym, czy fundamentalistycznym, Machen (idąc za Warfieldem) był zagorzałym konfesyjnym prezbiterianinem. Nie lubił amerykańskiego protestanckiego establishmentu ze wszystkimi ustępstwami, jakich oczekiwano od prezbiterian na rzecz przebudzeniowców i liberałów. Działo się tak jednak dlatego, że w sercu był misjonarzem nawet bardziej niż uczonym Nowego Testamentu i teologiem. Po co rozszerzać działalność misyjną, jeśli przesłanie jest czymś innym niż „Chrystus ukrzyżowany”?
Z osobistych uprzedzeń Machena należy pokutować, a nie ich naśladować. Jednak w przeważającej mierze zachowywał on je dla siebie i nie ma o nich ani śladu w jego publicznej posłudze. W przeciwieństwie do tego, antyortodoksyjny postępowy protestantyzm wpisał rasizm i imperializm w swoją coraz bardziej amorficzną religię obywatelską.
Jego „sekciarstwo”, jeśli chcemy je tak nazwać, było po prostu wyznaniowym i konfesyjnym chrześcijaństwem przemijającej epoki. Tak więc, w istocie, w Bożej opatrzności stosowne było to, że Machen zmarł, głosząc ewangelię małej trzódce Chrystusa w Bismarck w Dakocie Północnej. Jego ostatnie odnotowane słowa dotarły do Johna Murraya w Westminsterze w telegramie: „Tak bardzo wdzięczny za czynne posłuszeństwo Chrystusa. Bez niego nie ma nadziei”.






