Od chwili, gdy zdiagnozowano u mnie glejaka wielopostaciowego, zaczęły docierać do nas różne historie. Opowieści o ludziach, którzy żyli 5, 10, a nawet 14 lat z tym samym rodzajem nowotworu. Miały one na celu dodać nam otuchy, że choć lekarze ostrzegają przed krótkim czasem, jaki mi pozostał, ludzie żyli znacznie dłużej, niż zakładały te prognozy.Jako …
Od chwili, gdy zdiagnozowano u mnie glejaka wielopostaciowego, zaczęły docierać do nas różne historie. Opowieści o ludziach, którzy żyli 5, 10, a nawet 14 lat z tym samym rodzajem nowotworu. Miały one na celu dodać nam otuchy, że choć lekarze ostrzegają przed krótkim czasem, jaki mi pozostał, ludzie żyli znacznie dłużej, niż zakładały te prognozy.
Jako chrześcijanin, osoba szczerze wierząca, że Bóg może uzdrawiać i uzdrawia w cudowny sposób, wiem, że Bóg, który czynił cuda w przeszłości, wciąż czyni je dzisiaj. Jeśli zechce, może mnie uzdrowić (Mt 8,1–3). Co prowadzi do pytania w przypadku tych, którzy cudu nie doświadczają: Dlaczego Bóg nie chce mojego uzdrowienia?
Tu właśnie pojawia się wstyd – skoro Bóg może uzdrowić, to musi istnieć powód, dla którego nie decyduje się uzdrowić mnie. To prawda. Jednak to kolejne założenie wpędza nas w kłopoty: jeśli istnieje powód, dla którego Bóg nie chce mojego uzdrowienia, to znaczy, że coś jest ze mną nie tak – moja wiara jest niewystarczająca; moje posłuszeństwo nie jest dość konsekwentne; moje modlitwy nie były wystarczająco szczere, żarliwe lub regularne.
Aby wyrwać się z tej pułapki wstydu, musimy zrozumieć, czego uczy Biblia na temat tego, czego możemy słusznie oczekiwać od Boga w kwestii cudów.
Pamiętamy o wyjątkach
Cyniczna, nazbyt realistyczna i znużona część mnie wie, że na każdą historię o kimś przeżywającym ponad pięć lat z takim guzem jak mój, przypadają setki, a nawet tysiące historii, o których zazwyczaj się nie słyszy – o ludziach, którzy zmarli w ciągu pierwszych kilku miesięcy po diagnozie.
Jeśli Bóg może uzdrowić, to musi istnieć jakiś powód, dla którego nie decyduje się uzdrowić mnie.
Nie słyszymy zbyt wiele o takich historiach, mimo że stanowią one normę. Ilekroć słyszę o przypadkach wyjątkowych, muszę pamiętać, że tylko wyjątkowe przypadki stają się opowieściami. Z definicji przypadki wyjątkowe nie są normą.
Czy wiara w Boga czyniącego cuda cokolwiek tu zmienia? Nie sądzę. Choć słyszymy historie o niesamowitych rzeczach, których dokonuje Bóg, i choć niektórzy każą nam „oczekiwać cudów”, nasze doświadczenie częściej odzwierciedla los świętych pochwalonych za swą wiarę w Hbr 11,13: „Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co im obiecano”.
To nie problem z wiarą
Jak zatem wiara w Boga czyniącego cuda może współistnieć ze światem, w którym Jego cuda wydają się uderzająco nieobecne? Czy powinno to świadczyć przeciwko Bogu Biblii? Nie, z pewnością nie.
Czy odpowiedź tkwi w naszym braku wiary? To zgrabnie przenosiłoby odpowiedzialność za Boże cuda z Boga, który wciąż pragnie czynić cuda, na naszą niewiarę. W końcu w Mt 13,58 czytamy o Jezusie, że „nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary”.
Błędnym zastosowaniem takich wersetów jest wniosek, że jeśli chcemy cudu od Boga, musimy mieć wystarczającą wiarę. W innych miejscach widzimy, jak Jezus uzdrawia tych, którzy nawet nie wiedzą, że są uzdrawiani. Na przykład opisy w Łk 7,11–15, 22,49–51 oraz J 5,5–9 nie wskazują, aby czyjaś wiara odegrała jakąkolwiek rolę w uzdrowieniach dokonanych przez Jezusa. Biblia nie ustanawia zatem bezpośredniej zależności między wiarą a cudami. Cuda, podobnie jak cierpienia, na które są odpowiedzią, dzieją się zgodnie z wolą Bożą dla Jego własnych celów. Nie możemy ująć tego w sztywny system.
Zasada, o której wspomniałem wcześniej, ma zastosowanie również tutaj: tylko wyjątkowe przypadki stają się opowieściami. Powodem, dla którego Biblia odnotowuje tak wiele cudów, nie jest to, że cuda są lub były powszechne. Jest wręcz przeciwnie. Biblia jest pełna opowieści o cudach, ponieważ są to wyjątkowe, niesamowite dzieła Boże, które warto zapisać.
Biorąc pod uwagę tysiące lat historii biblijnej i miliony istnień ludzkich w tym czasie, zaczynasz rozumieć, jak rzadkie były cuda. Skupiają się one niemal wyłącznie wokół czasów Mojżesza (wprowadzenie Prawa), Eliasza i Elizeusza (początek autorytatywnego nauczania prorockiego) oraz Jezusa i Jego uczniów (zainicjowanie nowego objawienia w Chrystusie).
Sam Jezus dotyka tajemnicy rzadkości cudów w Łk 4,25–27. W odpowiedzi tym, którzy oczekiwali, że będzie czynił cuda na zawołanie, odpowiada:
Zaprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman.
Wielu potrzebowało żywności, ale tylko jedna osoba otrzymała cudowne zaopatrzenie. Wielu potrzebowało uzdrowienia, ale tylko jeden doznał go za sprawą Bożego cudu.
„Ach, ale może tylko Naaman i wdowa z Sarepty mieli wystarczającą wiarę” – mógłby ktoś odpowiedzieć. Biblia jednak tego nie mówi. Żadna z tych postaci nie jest opisana jako posiadająca wyjątkową wiarę, którą Bóg nagrodził. Zamiast tego z 1 Krl 19,18 wiemy, że Pan zachował w owych dniach resztę 7000 wiernych mężczyzn i kobiet. Wiara była w kraju, ale cuda były rzadkością. Tylko Bóg wie dlaczego.
Nie zapominajmy o Pawle, który żarliwie modli się o ulgę, a jednak nie otrzymuje uzdrowienia (2 Kor 12,7–9). Nie, przyjaciele, to nie wiara, odwaga ani nic z naszej strony nie ma mocy poruszyć Bożej ręki tak, by dokonał cudu w naszym imieniu. Raczej, jak wyznaje stary hymn: „Bóg kroczy tajemniczą drogą, by swych cudów dokonać”.
Bez wstydu
Nie dzielę się tymi myślami, aby zniechęcać do modlitwy o uzdrowienie ani by twierdzić, że nasza wiara nie ma znaczenia dla działającej ręki Boga. Dzielę się tym, aby przerwać cykl wstydu, który więzi zbyt wielu moich braci i sióstr, gdy oczekują od Boga uzdrowienia dla siebie lub swoich bliskich.
Choroba, która pozostaje nieuleczona, nie jest znakiem Bożego niezadowolenia. On nie jest tobą rozczarowany. Nie wstrzymuje swojej uzdrawiającej dłoni, dopóki nie dorośniesz do jakiegoś nieokreślonego standardu. On cię kocha. Jest z tobą. Ma wobec ciebie plany związane z twoją próbą, których w tej chwili nie jesteś w stanie pojąć.
Módl się o uzdrowienie, owszem. Ale nie uczyń z uzdrowienia miary, według której oceniasz Bożą obecność w swoim życiu. I nie pozwól, by brak lub opóźnienie uzdrowienia wisiało nad twoją głową niczym okrutny sędzia potępiający twój brak wiary.
Módl się o uzdrowienie, owszem. Ale nie uczyń z uzdrowienia miary, według której oceniasz Bożą obecność w swoim życiu.
Jednak o Bożych cudach musimy zrozumieć coś więcej niż tylko to, że są rzadkie i zależą wyłącznie od Bożej woli, a nie od naszych starań. Boże cuda uzdrowienia są niekompletne. Łazarz umarł ponownie. Trędowaci, których Jezus uzdrowił, pewnego dnia umarli. W pewnym sensie Jezus jedynie opóźniał to, co nieuniknione. Po co więc w ogóle uzdrawiać?
Odpowiedź brzmi: nie chodziło przede wszystkim o uzdrawianie ciał.
Nadchodzące Królestwo
Kiedy Jezus uzdrawiał chorych i cierpiących, dawał przedsmak mocy Królestwa, które wkrótce miał przynieść. W tym Królestwie leży nasza prawdziwa nadzieja, a pokazując swoją moc uzdrawiania, Jezus wzywał ludzi, by w Nim pokładali nadzieję na pełne uzdrowienie. Dopiero gdy te ciała zostaną zamienione na niezniszczalne i gdy śmierci już nie będzie, „uzdrowienie” dokona się w pełni (1 Kor 15,53–55).
Mój tata umierał na raka trzustki w 2007 roku. Ilekroć ktoś pytał go, czy Bóg go uzdrowi, odpowiadał: „Bóg mnie uzdrowi. Albo przez lekarzy, albo przez cud, albo zabierając mnie do siebie, do nieba”. Modlę się, aby każde dziecko Boże trzymało się tej prawdy.
Bóg uzdrowi. To nie do nas należy określanie, jak i kiedy to zrobi. Naszym zadaniem jest kroczyć w wierze i oczekiwać na Niego. „Ufaj Panu, bądź mężny, niech serce twoje będzie dzielne, ufaj Panu!” (Ps 27,14).






