Rozpoczynając swoją powieść z 1923 roku pt. Czyje to ciało?, która zaprezentowała światu rozwiązującego zagadki kryminalne i noszącego monokl lorda Petera Wimseya, Dorothy L. Sayers opowiada o szanowanej rodzinie, która pewnego ranka znajduje w swojej wannie zwłoki. Pojawiły się tam w nocy w nieznany sposób i z nieznanych przyczyn. Nieznana jest również tożsamość ofiary — …
Rozpoczynając swoją powieść z 1923 roku pt. Czyje to ciało?, która zaprezentowała światu rozwiązującego zagadki kryminalne i noszącego monokl lorda Petera Wimseya, Dorothy L. Sayers opowiada o szanowanej rodzinie, która pewnego ranka znajduje w swojej wannie zwłoki. Pojawiły się tam w nocy w nieznany sposób i z nieznanych przyczyn. Nieznana jest również tożsamość ofiary — ani mordercy. Niewiadome piętrzące się na niewiadomych przesłaniają prawdę, co wymaga uważnego śledztwa.
Czytając książkę Denny’ego Burka pt. Mere Complementarianism: Male and Female in the Image of God, rozmyślałem o Czyje to ciało? i innych teologicznych kryminałach. Komplementaryzm również pojawił się na świecie w sposób dla niektórych niewyjaśniony, co prowadzi do zarzutów, że jest on nowoczesną innowacją, narzuconą arbitralnie przez kilku konserwatystów żądnych władzy.
Co więcej, debaty między komplementaryzmem a egalitaryzmem w XXI wieku zbiegły się w czasie z dyskusjami o tym, do kogo należy jakiekolwiek ciało — weźmy pod uwagę debaty nad ideologią transpłciową, które wychodzą z założenia, że ciało każdej osoby należy wyłącznie do niej samej i może być przekształcane zgodnie z życzeniami jednostki.
Pośród tego kulturowego zgiełku cele Burka są proste — co odzwierciedla tytuł. Rozmowy o komplementaryzmie stały się mętne przez zbędne dodatki, które odciągają naszą uwagę od jasnego dostrzeżenia tego, co naprawdę oznacza fakt, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety zostali stworzeni na obraz Boży. W zależności od tego, czyją wersję komplementaryzmu słyszymy, wygląda on inaczej.
Według Burka, profesora studiów biblijnych w Boyce College, celem jego książki jest „wyjaśnienie i polecenie komplementaryzmu w jego podstawowej postaci (mere complementarianism) — czyli tego, co było wspólne dla wszystkich komplementarystów we wszystkich czasach” (22). Reszta, niczym tajemnica rozwiązana na końcu kryminału, z łatwością trafia na swoje miejsce.
Definicje mają znaczenie
Zanim zaczniemy mówić o komplementaryzmie, musimy zdefiniować ten termin. W swej istocie jest to rozmowa o naszych ciałach — męskim i żeńskim — oraz o nadzwyczajnej idei, że oba są stworzone na obraz Boży: „Komplementaryzm to biblijna doktryna definiująca tożsamość oraz relację między mężczyzną a kobietą. Zakłada ona, że mężczyzna jest powiernikiem obrazu Bożego, którego ciało jest zaprojektowane do reprodukcji jako ojciec, a kobieta jest powierniczką obrazu Bożego, której ciało jest zaprojektowane do reprodukcji jako matka” (1).
Podczas gdy na starożytnym Bliskim Wschodzie i w świecie śródziemnomorskim wielokrotnie zakładano niższość kobiet wobec mężczyzn, Biblia przedstawia inną historię stworzenia mężczyzn i kobiet, podkreślając znaczenie obu płci dla porządku stworzenia. Jest to jedna z ważnych rzeczy, o których mówi nam Pismo. Z tego punktu wyjścia wynikają dodatkowe konsekwencje dla mężczyzn i kobiet, wykraczające poza ich role jako rodziców. Implikacje te dotyczą także osób, które nigdy nie zawrą małżeństwa i tych, które nigdy nie będą miały dzieci.
Dlaczego to ma znaczenie?
Burk przedstawia argument teologiczny:
Ważne jest, aby uznać, że potomstwo niewiasty jest potomstwem dosłownym — co oznacza, że pochodzi z porodu. […] Boży plan odkupienia świata wymaga prokreacji między mężczyzną a kobietą — nie tylko jednej pary, ale niezliczonych par w nieprzerwanym łańcuchu, aż w końcu pojawi się wybrane nasienie w wypełnieniu proroctwa. W ten sposób małżeństwo odgrywa centralną rolę w Bożym planie odkupienia świata. (96)
Idee te, fundamentalne dla tego, co dziś nazywamy komplementaryzmem, były częścią Ewangelii od samego początku. Nasze ciała — i różnice między ciałami mężczyzn i kobiet — mają znaczenie teologiczne.
Oczywiście jesteśmy kimś znacznie więcej niż tylko naszymi ciałami. Burk pisze:
To „więcej niż” ma wpływ na to, jak definiujemy, kim jest mężczyzna, a kim kobieta. Projekt naszego ciała nie jest oddzielony od niewidzialnej części naszej ludzkiej natury, lecz tworzy z nią organiczną jedność. Materialny porządek naszych ciał pozostaje w organicznej jedności z niematerialnym porządkiem naszych dusz. (55)
Ale choć idee te są bardzo stare, sam termin „komplementaryzm” jest nowy. Na początku książki Burk oferuje pomocny przegląd historii tego terminu. Dla tych, którzy słyszeli o Deklaracji z Danvers (Danvers Statement), ale nie wiedzą, jak do niej doszło, ten krótki zarys jest bardzo pouczający. Kluczem jest jednak zrozumienie, że termin ten opisuje w języku angielskim coś, co jest osadzone w Biblii w sposób tak oczywisty, że nie posiada własnej nazwy w grece (ani w innych starożytnych językach).
Komplementaryzm na ławie oskarżonych
Komplementaryzm stał się przedmiotem wielu zarzutów ze strony oponentów. Krytycy twierdzą między innymi, że cały ten system jest innowacją kilku patriarchów żądnych władzy, że jest z natury krzywdzący dla kobiet, oraz że sama koncepcja różnych ról dla mężczyzn i kobiet w jakiejkolwiek sferze życia we współczesnym świecie jest lekceważąca i poniżająca dla kobiet.
Nasze ciała — i różnice między ciałami mężczyzn i kobiet — mają znaczenie teologiczne.
Tyle że wielu z tych, którzy wysuwają te zarzuty, zdaje się nie wiedzieć dokładnie, czym jest komplementaryzm. Na przykład oskarżenie, że jest on z natury przemocowy, jest nieprawdą.
Jak argumentuje Burk: „W Biblii istnieją co najmniej trzy instytucje, które wykazują autorytet władzy — rodzice, państwo i kościół. Wszystkim tym trzem Bóg daje nie tylko autorytet, ale także prawo do egzekwowania swojej woli za pomocą środków przymusu. […] Jednak jeśli chodzi o mężów i starszych/pastorów/nadzorców, Bóg nie daje im żadnych środków do egzekwowania swoich poleceń” (123).
Członkowie kościoła, którzy podporządkowują się autorytetowi swoich pastorów i starszych, robią to, ponieważ szanują ich i ich urząd. To samo dotyczy relacji małżeńskiej. Przemoc i nadużycia naruszają Boże przykazania dotyczące korzystania z władzy w tych relacjach — i absolutnie nie są częścią Bożego zamysłu. Nie są też częścią komplementaryzmu.
Zastosowania w życiu codziennym
Późniejsze rozdziały książki Burk poświęca różnym zastosowaniom powyższych idei w konkretnych sferach — zwłaszcza w małżeństwie i w kościele. Końcowy rozdział „zbiorczy” zawiera zastosowania w szerszym zakresie sytuacji, o które ludzie często pytają — takich jak szkółki niedzielne i seminaria.
W całym tym rozdziale Burk przestrzega przed rozróżnianiem między funkcją (np. głoszeniem kazań) a urzędem (np. pastora). Ci, którzy proponowali niekiedy oddzielenie tych dwóch rzeczy i pozwalanie kobiecie na głoszenie kazań poprzez stwierdzenie, że wyraźnie nie czyni ona tego w roli pasterskiej, podważają urząd pastora.
Przemoc i nadużycia naruszają Boże przykazania dotyczące korzystania z władzy w tych relacjach — i absolutnie nie są częścią Bożego zamysłu. Nie są też częścią komplementaryzmu.
Jeśli chodzi o kobiety nauczające w seminariach, Burk przeprowadził wywiady z rektorami seminariów na temat ich praktyk zatrudniania. Zgodzili się oni, że nie stosują ogólnego zakazu nauczania kobiet w swoich instytucjach, ale nie zatrudniają kobiet na stanowiskach, które wiążą się z modelowaniem pracy pastora — zwłaszcza teologii i kaznodziejstwa.
Chciałabym, aby Burk w tej sekcji częściej odwoływał się do komplementarystów spoza swojej tradycji (Południowej Konwencji Baptystów) — Presbyterian Church in America, Evangelical Free Church czy Churches of Christ, by wymienić tylko kilka, również mają solidną tradycję komplementaryzmu. To mój jedyny drobny zarzut wobec tej książki. Argumentacja za „komplementaryzmem w czystej postaci” zostałaby wzmocniona dzięki większej liczbie odniesień do innych tradycji niż tylko własna autora.
W tym rozdziale Burk odnotowuje również kilka obszarów, w których sami komplementaryści się nie zgadzają. Na przykład istnieje kilku autorów określających się jako komplementaryści, jak Harold Hoehner i Sam Storms, którzy twierdzą, że „pastor nie jest urzędem w Nowym Testamencie, lecz darem” Ducha Świętego, który może być niekiedy dany również kobietom (245). Perspektywa ta oddziela rolę starszego od roli pastora. Burk twierdzi, że takie podejście „sprzeciwia się porządkowi stworzenia i zaprzecza komplementaryzmowi w czystej postaci”, za którym on sam argumentuje (254). Warto jednak zauważyć, że wśród komplementarystów wciąż trwają żywe debaty.
Książka ta jest pomocnym i przystępnym zasobem dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego komplementaryzm jest ważny zarówno teologicznie, jak i praktycznie — ponieważ (aby po raz ostatni odpowiedzieć na pytanie Czyje to ciało?) ma to znaczenie dla Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Mere Complementarianism spełnia swoją obietnicę: to jasny i pomocny przegląd Bożej wizji dla mężczyzn i kobiet w kościele i poza nim.






