Zadaj pytanie biblijne

Czat biblijny

Czego spotkanie z biologiczną rodziną w wieku 30 lat nauczyło mnie o Kościele

Wędrowałem po kościelnych korytarzach jak we mgle, ściskając dłonie i zapominając o treści rozmów chwilę później. Jako pastor prowadzący rocznego zboru, zwykle w niedzielny poranek miałem w głowie setki drobnych obowiązków. Ale tego dnia było tam miejsce tylko na jedną rzecz.Ciągle zerkałem przez szybę w stronę parkingu.Wybiła dziesiąta, potem 10:15. Przyszła wiadomość: „Jesteśmy na miejscu, …

Wędrowałem po kościelnych korytarzach jak we mgle, ściskając dłonie i zapominając o treści rozmów chwilę później. Jako pastor prowadzący rocznego zboru, zwykle w niedzielny poranek miałem w głowie setki drobnych obowiązków. Ale tego dnia było tam miejsce tylko na jedną rzecz.

Ciągle zerkałem przez szybę w stronę parkingu.

Wybiła dziesiąta, potem 10:15. Przyszła wiadomość: „Jesteśmy na miejscu, właśnie się usadawiamy”. Zadzwoniłem. Powiedział, że są z boku budynku. Moja żona pierwsza dostrzegła ich przez okno skrzydła dziecięcego i pobiegła otworzyć drzwi. Szedłem tuż za nią z mocno bijącym sercem.

I wtedy go zobaczyłem. Mojego brata. Jego żonę. Ich dzieci – moich siostrzeńców i siostrzenicę. Był to pierwszy biologiczny członek rodziny, jakiego kiedykolwiek spotkałem.

Był prawdziwy – nie był tylko nazwiskiem w aktach ani wyobrażeniem, które nosiłem w głowie, ale człowiekiem z krwi i kości. Cała gałąź mojej historii stanęła w korytarzu mojego kościoła.

Kiedy objęliśmy się z bratem, moje ciało zdawało się zarejestrować ten moment, zanim jeszcze dotarło to do mojego umysłu. Moje serce waliło tak mocno, że później powiedział mi, iż to czuł. Zalala mnie fala wdzięczności. Dzień, na który czekałem, w końcu nadszedł. Całe życie zastanawiania się nie zakończyło się ciszą.

Dla wielu rok 2020 wywrócił wszystko do góry nogami. Dla mnie był to rok 2019 – rok, w którym jako 30-letnia osoba adoptowana poznałem swoją biologiczną rodzinę. Spodziewałem się emocji, niezręczności, a nawet skrywanego żalu. Nie spodziewałem się jednak, jak głęboko to doświadczenie zmieni moje rozumienie Bożej rodziny – nie tylko jako koncepcji, ale jako rzeczywistości zapewnionej przez samego Chrystusa, który wprowadza nas do domu Ojca za cenę własnego życia.

Rodzina przed zażyłością

W ciągu roku poznałem siedmioro przyrodniego rodzeństwa, 15 siostrzeńców i siostrzenic, biologicznych rodziców i ojczymów oraz macochy. Jako adoptowane dziecko wychowywane niemal jak jedynak, niemal z dnia na dzień poczułem, jak moje poczucie rodziny się rozszerza.

To było piękne. To było dezorientujące. To było chaotyczne.

Ale z czasem zacząłem dostrzegać, że to zjednoczenie dało mi coś więcej niż osobistą historię. Dało mi żywą przypowieść: ucząc się, jak należeć do ludzi, których ledwo znałem, wyraźniej zobaczyłem Kościół.

Od razu staliśm się rodziną. To była ta dziwna część.

Spodziewałem się emocji, niezręczności, a nawet skrywanego żalu. Nie spodziewałem się jednak, jak głęboko to doświadczenie zmieni moje rozumienie Bożej rodziny.

Większość relacji rozwija się w przeciwnym kierunku. Zaczynasz jako obcy; stajesz się znajomym, może przyjacielem, a ostatecznie decydujesz, jak duże zaangażowanie chcesz zaoferować. Wielu dorosłych zna ten schemat – szczególnie w kościele. Spotykasz kogoś, idziesz na kawę, sprawdzasz chemię i powoli budujesz więź. A ponieważ relacja zaczyna się od preferencji, może się na nich również zakończyć.

Moje spotkanie tak nie działało. Zostałem wrzucony w przynależność, zanim zażyłość zdążyła urosnąć. Byli to ludzie, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej byli obcymi, a teraz dzieliliśmy posiłki, nocowaliśmy u siebie, wymienialiśmy się prezentami i próbowaliśmy w czasie rzeczywistym ustalić, co oznacza bycie rodziną. Więź była prawdziwa, zanim pojawił się komfort.

Relacje te nie opierały się na wspólnych zainteresowaniach czy chemii. Były zakorzenione w czymś głębszym – w czymś, co istniało przed moją swobodą, moimi preferencjami czy gotowością. Należeliśmy do siebie, zanim wiedzieliśmy, jak ze sobą być.

To doświadczenie wyjaśniło coś, co wielu chrześcijan potwierdza doktrynalnie, ale z trudem praktykuje: w Chrystusie zobowiązanie poprzedza bliskość.

To nie jest coś, co tworzy Kościół; to coś, czego dokonał Chrystus. Przez Jego śmierć i zmartwychwstanie nie tylko otrzymaliśmy przebaczenie; zostaliśmy adoptowani (Ga 4,4–7). Nasza przynależność do siebie nawzajem wypływa z naszej przynależności do Niego.

Kościół nie jest przede wszystkim zbiorem podobnie myślących przyjaciół, ale domownikami Boga (Ef 2,19). Jesteśmy braćmi i siostrami nie dlatego, że sami byśmy siebie wybrali, ale dlatego, że mamy jednego Ojca dzięki jednającemu dziełu Syna (Rz 8,15–17). To zmienia sposób, w jaki znosimy niezręczność, różnice i rozczarowania w kościele. Nie podchodzimy do siebie nawzajem jak konsumenci decydujący, czy dana społeczność nam odpowiada. Podchodzimy do siebie jak rodzina.

Zaangażowanie nie czyni bliskości automatyczną, ale sprawia, że wytrwałość staje się możliwa. Zostajemy przy stole dłużej. Angażujemy się, gdy sytuacja staje się niewygodna. Nie traktujemy tarć jako porażki. Często jest to właśnie to, co się dzieje, gdy prawdziwi ludzie uczą się kochać siebie nawzajem pod okiem tego samego Ojca.

Tego rodzaju rodzina nie rodzi się tanio. Jest trzymana razem przez Zbawiciela, który znosił nas w naszych najgorszych chwilach. Cierpliwość, którą sobie okazujemy, nie jest generowana przez nas samych. Uczymy się jej u stóp krzyża.

W naszych samotnych czasach wielu pragnie bliskości bez zobowiązań. Kościół oferuje coś głębszego: rodzinę opartą na przymierzu, gdzie przynależność nie jest nagrodą za idealną chemię, ale darem łaski. W Chrystusie nie stajemy się rodziną z czasem. My tak zaczynamy.

Poznawanie Ojca przez rodzinę

Dołączenie do biologicznej rodziny po 30 latach postawiło mnie w pokornej pozycji pośród rodzeństwa. Mieliśmy tego samego ojca, ale oni dzielili z nim o wiele więcej życia niż ja.

Poznanie biologicznych rodziców jako dorosły jest skomplikowane w sposób, którego nie potrafię odpowiednio wyjaśnić. Okoliczności otaczające moje narodziny i adopcję niosą ze sobą ciężar, do którego niełatwo powracać. Ta historia nie wymazuje miłości – ale komplikuje rozmowę. Niektóre pytania trudniej zadać. Niektóre historie trudniej opowiedzieć.

Moje rodzeństwo nie nosi tego samego ciężaru. Mówią o naszym ojcu z taką swobodą, której ja wciąż się uczę. Opowiadają zwyczajne, niefiltrowane historie: jaki jest, gdy jest zmęczony, co go rozśmiesza, jak okazuje miłość. Mówią rzeczy, o które nie wiedziałbym jak zapytać. Z czasem zacząłem poznawać ojca nie tylko przez bezpośrednią relację, ale przez wspólne świadectwo. Pod wieloma względami moje rodzeństwo stało się tłumaczami relacji, którą wciąż próbowałem zrozumieć.

Po latach mogę szczerze powiedzieć: dowiedziałem się o moim ojcu tyle samo dzięki mojemu rodzeństwu, co dzięki własnym kontaktom z nim.

To uświadomienie zmieniło mój sposób rozumienia Kościoła. Jako chrześcijanie nie jesteśmy oddaleni od naszego niebiańskiego Ojca. W Chrystusie jesteśmy w pełni pojednani i przybliżeni. Po Jego stronie nie ma napięcia, ponieważ Syn już je poniósł.

A jednak wciąż się uczymy. Żaden wierzący nie doświadcza pełni Boga w pojedynkę. Każdy z nas spotyka Go w konkretnych porach życia, poprzez konkretne pytania i na konkretnych ścieżkach. Jedni znają Go w cierpieniu, inni w świętowaniu. Kiedy mówią, objawiają coś prawdziwego. Nie zastępują Pisma Świętego – dają świadectwo temu, jak Chrystus urzeczywistnił jego obietnice.

To właśnie czyni Kościół nieodzownym. Kiedy słuchamy siebie nawzajem ponad kulturami, pokoleniami i doświadczeniami, dostrzegamy wymiary naszego Ojca, które inaczej moglibyśmy przeoczyć. Jeden wierzący pomaga nam zrozumieć Jego cierpliwość. Inny Jego świętość. Jeszcze inny Jego bliskość.

Duchowa rodzina nie tylko wspiera naszą relację z Bogiem. Ona ją rozszerza. Co oznacza, że jeśli izolujemy się od innych, nie tracimy tylko wspólnoty – tracimy jasność obrazu naszego Ojca.

Więcej wspólnego, niż myślisz

Początkowo spotkanie z całą tą nową rodziną było dezorientujące – ludzie, którzy byli obcy, okazali się w jakiś sposób znajomi. Moje rysy twarzy odzwierciedlały rysy ojca. Moja postawa pasowała do postawy braci. Nawet moje skłonności były dla nich rozpoznawalne, zanim ja sam je dostrzegłem.

„Jesteś jednym z nas” – powiedzieli.

Z czasem odkryliśmy niezliczone podobieństwa mimo dorastania w różnych domach. Każde z nich było zaproszeniem do zbliżenia się. Te podobieństwa nie zatarły różnic. Ale wskazywały na coś głębszego pod nimi.

Kiedy słuchamy siebie nawzajem ponad kulturami, pokoleniami i doświadczeniami, dostrzegamy wymiary naszego Ojca, które inaczej moglibyśmy przeoczyć.

To samo dotyczy Chrystusa. Nasza jedność z Jezusem jest najbardziej fundamentalną rzeczą w nas – ważniejszą niż pochodzenie, preferencje czy osobowość. W Nim jesteśmy nie tylko połączeni – jesteśmy nowym stworzeniem (2 Kor 5,17). To, co nas łączy, to nie powierzchowne podobieństwo, ale wspólne życie w Chrystusie.

Czasami uświadomienie sobie, że masz więcej wspólnego ze swoją duchową rodziną niż z ludźmi, z którymi dorastałeś, może być dezorientujące. Ale to nie jest problem do rozwiązania. To zaproszenie do zaangażowania, ponieważ w Bożej rodzinie to, co was łączy, sięga głębiej niż to, co was dzieli.

To jest cichy cud ewangelii: obcy stają się rodziną, nie dzięki czasowi czy wysiłkowi, ale dzięki łasce. A ponieważ ta łaska już zabezpieczyła nasze miejsce, możemy swobodnie wychodzić ku sobie – nie ostrożnie, lecz z ufnością.

Dom, w którym uczymy się wspólnie mieszkać, jest tym, który Chrystus już przygotował.

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.