Przewiduje się, że Mistrzostwa Świata w 2026 roku będą największym wydarzeniem sportowym w historii. Ponad 7 milionów kibiców zasiądzie na trybunach osobiście, miliardy będą oglądać transmisje na całym świecie, a około 1,5 miliarda prawdopodobnie obejrzy finał.Dlaczego sport tak na nas działa? W zaledwie kilka godzin uchwyca pełen kalejdoskop ludzkich emocji i jednoczy ludzi jak mało …
Przewiduje się, że Mistrzostwa Świata w 2026 roku będą największym wydarzeniem sportowym w historii. Ponad 7 milionów kibiców zasiądzie na trybunach osobiście, miliardy będą oglądać transmisje na całym świecie, a około 1,5 miliarda prawdopodobnie obejrzy finał.
Dlaczego sport tak na nas działa? W zaledwie kilka godzin uchwyca pełen kalejdoskop ludzkich emocji i jednoczy ludzi jak mało co w naszym podzielonym świecie. Pod wieloma względami sport jest wspaniałym darem od Boga, który pomaga nam radować się Nim i Jego stworzeniem.
Co cztery lata miliardy ludzi angażują swoje emocje w ten globalny turniej. Niewiele wydarzeń ukazuje potęgę sportu — lub lojalność naszych serc — tak jak Mistrzostwa Świata.
Jak zatem możemy cieszyć się tym sportowym widowiskiem, nie pozwalając, by kształtowało nas ono negatywnie bardziej, niż sobie uświadamiamy?
Kiedy sport staje się uwielbieniem
Podobnie jak wszystkie dobre dary, nasza ulubiona drużyna i doświadczenie kibicowania jej są darami mającymi wskazywać na Dawcę, a nie same w sobie być przedmiotem uwielbienia. Rozważmy trzy sposoby, dzięki którym możemy sprawdzić, czy nasze kibicowanie nie staje się bałwochwalstwem.
1. Kontroluje nasze emocje.
Dobry dar staje się złym bożkiem, gdy zaczyna nad nami panować. Nasze emocje zaczynają zależeć od wyniku meczu (lub oczekiwania na niego), co przenosi się na nasze relacje z innymi. Moja żona mawiała, że potrafi poznać, jak poszło mojej drużynie, gdy tylko przekraczałem próg domu. Problem pojawia się, gdy to początkowe rozczarowanie przeciąga się na godziny, dni i tygodnie.
Pomocne pytanie diagnostyczne: Czy bardziej ekscytowałoby mnie zwycięstwo mojej drużyny w sobotę, czy czyjś chrzest w moim kościele w niedzielę?
2. Zmienia nasze priorytety.
Często mówi się, że to, co ktoś naprawdę uwielbia, można poznać po jego finansach i kalendarzu.
Czytałem kiedyś historię o dwojgu fanach drużyny futbolowej University of Alabama. Para kupiła kamper za 300 000 dolarów, aby jeździć na mecze, i byli tak obsesyjnie zaangażowani, że opuścili nawet ślub własnej córki, ponieważ pokrywał się on z terminem meczu. To jest uwielbienie.
Dobry dar staje się złym bożkiem, gdy zaczyna nad nami panować.
Kiedy niemożliwe staje się opuszczenie meczu, a z łatwością zaniedbujemy dary łaski, takie jak kościół, modlitwa, dawanie i czytanie Biblii, lub gdy zadłużamy się, by wspierać swoją drużynę, możemy być niezdrowo ogarnięci obsesją na punkcie ulubionego sportu.
3. Zmienia sposób, w jaki mówimy.
Być może największym wyzwaniem dla nas jako chrześcijan oglądających mecze swojej drużyny jest sposób, w jaki używamy słów. Jak łatwo zapomnieć, że zawodnicy i kibice przeciwnej drużyny — oraz sędzia — są stworzeni na obraz Boga (Jakuba 3:9–10). Jak łatwo jest bezrefleksyjnie śpiewać wulgarne przyśpiewki, wybuczać przeciwników, przyłączać się do powszechnej krytyki zawodników i wraz z resztą stadionu lżyć sędziów, a następnego dnia śpiewać pieśni pochwalne dla Boga w kościele. Powinno to budzić w nas poczucie niestosowności.
Niezależnie od tego, czy jesteśmy na stadionie, czy przed klawiaturą, powinno nas niepokoić, jeśli potrafimy przeklinać ludzi stworzonych na obraz Boga w sobotę, a w niedzielę bez namysłu śpiewać pieśni uwielbienia.
Jak wygląda zdrowe kibicowanie
Jeśli takie są zagrożenia, jak może wyglądać zdrowe czerpanie radości z Mistrzostw Świata dla chrześcijanina?
1. Cieszymy się sportem z wdzięcznością.
Sport to dar, stworzony przez ludzi uczynionych na obraz Boga. Powinniśmy być za niego wdzięczni! Śpiewanie przyśpiewek i bycie z innymi, aby świętować (lub wspólnie ubolewać), to drogowskazy wskazujące na to, do czego zostaliśmy stworzeni: do uwielbiania Boga przez całą wieczność.
Niezależnie od tego, czy jesteś na stadionie, czy na kanapie z przyjaciółmi, kiedy kibicujesz swojej drużynie i czujesz tę więź lub ekscytację, zatrzymaj się i zrób dwie rzeczy. Po pierwsze, podziękuj Bogu za ten dar w tej chwili z tymi ludźmi. Po drugie, pomyśl: To tylko cień tego, jak będzie wyglądać niebo.
2. Cieszymy się sportem z zachowaniem proporcji.
Sport to marny bóg. Cały czas nas rozczarowuje. Czterdzieści siedem grup kibiców podczas tegorocznych Mistrzostw Świata zakończy swój udział porażką. Jeśli będziemy postrzegać sport takim, jakim jest — wspaniałym darem, ale niczym więcej — będziemy potrafili przegrywać z klasą, opuścić mecz i zachować perspektywę.
Kiedy jednak pokładamy wiarę — lub nawet część naszej tożsamości — w sporcie, prosimy go o coś, czego nie może nam dać. Sport zawsze nas zawiedzie, jeśli będziemy od niego oczekiwać tego, co może dać tylko Chrystus.
3. Mówimy inaczej.
Chrześcijańskie kibicowanie powinno brzmieć inaczej.
Czy to w internecie, na trybunach, czy siedząc z przyjaciółmi w barze i omawiając mecz, musimy pamiętać, że jako ludzie o nowej tożsamości jesteśmy powołani, by wypowiadać „tylko takie słowa, które są dobre i budują w potrzebie, tak by przynosiły korzyść tym, którzy ich słuchają” (Ef 4,29). Wielu z nas milczałoby w rozmowach, gdybyśmy naprawdę wzięli sobie ten werset do serca.
Chrześcijaninie, nie musisz wycofywać się ani czuć winy z powodu czerpania radości z widowiska, jakim jest największe wydarzenie sportowe na świecie. Kibicuj głośno podczas tych Mistrzostw Świata, celebruj ten dar, ale pamiętaj, aby nie zostawiać swojej najgłębszej tożsamości przed bramkami stadionu.






