W ciągu zaledwie kilku dni spakuję najpotrzebniejsze rzeczy do akademika, będę udawać, że wszystko jest w porządku, i wyślę moje najstarsze dziecko na studia. Chociaż wraz z mężem jesteśmy pełni radości i wdzięczności za wzrost i rozwój naszego syna, wszystkim spakowanym torbom towarzyszy głęboki rodzicielski ból. Moi przyjaciele ze starszymi dziećmi ostrzegali mnie: łzy po …
W ciągu zaledwie kilku dni spakuję najpotrzebniejsze rzeczy do akademika, będę udawać, że wszystko jest w porządku, i wyślę moje najstarsze dziecko na studia. Chociaż wraz z mężem jesteśmy pełni radości i wdzięczności za wzrost i rozwój naszego syna, wszystkim spakowanym torbom towarzyszy głęboki rodzicielski ból. Moi przyjaciele ze starszymi dziećmi ostrzegali mnie: łzy po odwiezieniu dziecka na studia są wyjątkowo słone.
Rodzicielstwo zdaje się nie do końca pasować do chrześcijańskiego etosu, i czuję to na nowo, przygotowując się do wypuszczenia w świat mojego najstarszego dziecka. Ewangelia oferuje uzdrowienie i odkupienie w tym życiu lub w przyszłym dla każdego szczególnego bólu, jakiego doświadcza ludzkie serce. „Wszystko, co smutne, okaże się nieprawdą”, jak ujęła to Sally Lloyd-Jones, zapożyczając od J.R.R. Tolkiena. W niektórych sytuacjach łatwo to sobie wyobrazić. Na przykład w przypadku rozłąki, jaką niesie śmierć, mamy nadzieję wiedząc, że nasza (wierząca) ukochana osoba spotka się z nami w niebie. Ale rodzicielstwo wydaje się inne.
Te dzieci, w które wkładamy całe serce i które tak głęboko kochamy, w końcu odchodzą – i nie wracają. Bolesnym fundamentem jest to: taki jest cel. Widocznie będę wiedziała, że osiągnęłam cel, gdy dziecko, które niegdyś z radością wspinało się na moje kolana i w mojej obecności znajdowało najbezpieczniejsze schronienie, pomacha mi na pożegnanie i poradzi sobie beze mnie.
Pomagając synowi przeprowadzić się 10 godzin drogi od domu, z głębi mojego serca wyrywa się pytanie: Jak Bóg odkupuje szczególne bóle rodzicielstwa – te rzeczy, które odbiera upływ czasu, jak słodkie radości dzieciństwa?
Czułam ten smutek od wczesnych dni macierzyństwa, więc 10 lat temu napisałam e-mail do naszego ukochanego pastora, Sandy’ego Willsona, szukając mądrości. On był już na etapie bycia dziadkiem, a jego perspektywa dodała mi otuchy. Teraz, gdy wkraczam w ten nowy etap rodzicielstwa, jego dojrzałe słowa znów są pomocne.
Nowe role, następne pokolenie
Sandy zaczął od zmiany mojej perspektywy:
Po pierwsze, twoje dzieci cię nie opuszczają. One pewnego dnia wrócą do ciebie z kolejnymi dziećmi! Allison i ja bawimy się świetnie nie tylko z naszymi wnukami, ale także z naszymi dziećmi i ich współmałżonkami. Potrzebują nas, a we możemy im pomagać i ich zachęcać. Nosimy ich ciężary, modlimy się za nich i ogromnie się nimi cieszymy. To mogą być jedne z naszych ulubionych lat rodzicielstwa.
Jego słowa podkreślają Bożą mądrość w ustanawianiu zmieniających się ról w rodzinie. Sposób, w jaki to maluje, pozwala mi dostrzec przed sobą wyjątkowo ożywcze powołanie, bogate w nowe sposoby budowania relacji i wspierania moich dorosłych dzieci, a potencjalnie także ich współmałżonków i dzieci.
Słyszę echo słów z Księgi Powtórzonego Prawa 4:9: „Tylko się strzeż i pilnuj swojej duszy, abyś nie zapomniał o tym, co widziały twoje oczy, i by to nie odeszło z twego serca przez wszystkie dni twego życia; nauczysz tego swoich synów i synów swoich synów”. Moja rola polegająca na wskazywaniu dzieciom Boga przez Chrystusa nie jest teraz mniej ważna niż wtedy, gdy miały 5 czy 10 lat.
Moja rola polegająca na wskazywaniu dzieciom Boga przez Chrystusa nie jest teraz mniej ważna niż wtedy, gdy miały 5 czy 10 lat.
Co więcej, Sandy wskazuje na potencjał kolejnych lat zabawy i przytulania się z wnukami – zjawisko, o którym wszyscy znani mi dziadkowie opowiadają z niesamowitą radością. Jedną z Bożych niespodzianek wpisanych w kod zdrowego, wielopokoleniowego życia rodzinnego jest to, że w relacji dziadek-wnuk kryje się niszowa radość. Być może przytulasy z trzecim pokoleniem są darem samym w sobie.
Trwanie w wierze
„Po drugie, etap, na którym jesteś teraz, jest bardzo drogi i cenny, ale przekonasz się, że następny etap (choć będziesz z czułością wspominać obecny) będzie ci jeszcze droższy”, napisał Sandy. „Z głęboką satysfakcją zaczniesz wyraźnie dostrzegać różnicę, jaką daje wychowanie w rodzinie Echolsów, patrząc na to, jak podchodzą do pokus i presji rówieśników. Będziesz czerpać radość z doradzania im, zachęcania ich i uczenia się od nich”.
Zamiana przytulania w młodszych latach na doradzanie młodym dorosłym wydawała mi się trudna do zaakceptowania, gdy po raz pierwszy czytałam słowa Sandy’ego. Ale teraz, gdy troje z moich pięciorga dzieci jest w wieku nastoletnim i wczesnodorosłym, zaczynam wyczuwać tę głęboką satysfakcję, o której wspomniał Sandy.
W Drugim Liście do Tymoteusza 3:14–15 czytamy: „Ty zaś trwaj w tym, czegoś się nauczył i co ci powierzono, wiedząc, od kogoś się nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą uczynić mądrym ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie”. Jako rodzice mamy przywilej nauczania naszych dzieci Ewangelii i zapoznawania ich z Pismem Świętym, ufając Panu, że uczyni je mądrymi ku zbawieniu.
Być może przytulasy z trzecim pokoleniem są darem samym w sobie.
Kiedy nasze dzieci opuszczają nasze domy, jeśli Pan pozwoli, mamy błogosławieństwo oglądania ich trwających w tym, czego je nauczyliśmy, wypracowujących własne zbawienie, nawet gdy my nadal wypracowujemy nasze. Paweł zachęca Tymoteusza, by pamiętał, jak matka i babka pielęgnowały go w wierze, „wiedząc, od kogo się [tego] nauczył”.
Możemy to modelować, okazując wdzięczność tym, którzy nauczyli nas wiary, i mamy nadzieję, że nasze dzieci zrobią to samo. Nasze starania, by wskazywać dzieciom Jezusa przez całe dzieciństwo, mogą stworzyć piękną więź, która przetrwa do dorosłości.
Rodzeństwo na wieczność
„Po trzecie, musimy zawsze pamiętać, że jesteśmy sługami naszych dzieci – do tego stopnia, że oddalibyśmy za nie życie”, napisał Sandy. Kontynuował,
Naszym zadaniem, gdy schodzimy ze sceny, jest pchanie ich naprzód, aby byli najwierniejszymi sługami Pana, jakimi mogą być. I wiemy, że wielkie Spotkanie Rodzinne wciąż na nas czeka w chwale, gdzie nasza radość będzie niewypowiedzianie chwalebna, a nasze dzieci, jako współświęci bracia i siostry, zawsze będą wdzięczne za swoich chrześcijańskich rodziców.
Wizja chrześcijańskiej rodziny Sandy’ego przypomina mi, że w rodzicielstwie kryje się głębsza radość niż słodkie przytulanie maluchów i wspólny śmiech z nastolatkami. Mamy nadzieję nieba i niewypowiedzianą radość ze spędzania wieczności z naszymi dziećmi, które są w Chrystusie.
Nawet teraz Jezus przygotowuje miejsce dla nas wszystkich, abyśmy mogli ucztować i żyć razem jako rodzina – Jego rodzina. W Ewangelii Jana 14:1–3 czytamy,
Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga; wierzcie i we Mnie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział, że idę przygotować wam miejsce? A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.
Być może nie ma większej pociechy, gdy zostawiam syna w jego nowym pokoju w akademiku, który tak ciężko przygotowywałam, niż patrzenie w przyszłość na niebiański pokój, który Jezus przygotowuje dla niego właśnie teraz. Mało tego, Jezus przygotowuje pokój również dla mnie.
Jako rodzeństwo dla siebie nawzajem i dla Chrystusa, mój syn i ja doświadczymy rodzinnych radości, jakich ta ziemia nigdy nie widziała. Zaprawdę, Pan otrze każdą ostatnią łzę z moich oczu – nawet te o wyjątkowo wysokiej zawartości soli.





