Przed laty zapytałem mojego pastora, co uważa za najtrudniejszy aspekt służby. Jego odpowiedź brzmiała: „Przekonanie nieszczęśliwych ludzi, że to, co ich zdaniem ich naprawi, w rzeczywistości tego nie zrobi”. Znalezienie bardziej satysfakcjonującej kariery, głębszych przyjaźni, a nawet współmałżonka nie zmienia w magiczny sposób nieszczęśliwej osoby w radosną. Zazwyczaj nie rozumiemy dobrze szczęścia, polegając zamiast tego …
Przed laty zapytałem mojego pastora, co uważa za najtrudniejszy aspekt służby. Jego odpowiedź brzmiała: „Przekonanie nieszczęśliwych ludzi, że to, co ich zdaniem ich naprawi, w rzeczywistości tego nie zrobi”. Znalezienie bardziej satysfakcjonującej kariery, głębszych przyjaźni, a nawet współmałżonka nie zmienia w magiczny sposób nieszczęśliwej osoby w radosną. Zazwyczaj nie rozumiemy dobrze szczęścia, polegając zamiast tego na terapeutycznych i często świeckich definicjach tego pojęcia.
A jednak Pismo Święte wielokrotnie mówi językiem zachwytu, radości, satysfakcji, ucztowania i wiecznych rozkoszy. W książce Happiness: What It Is, Where to Find It, and How to Make It Last Forever, Andrew Wilson, pastor nauczający w King’s Church London, podejmuje ten ważny, ale często błędnie rozumiany temat, zauważając, że „Bóg chce, abyś był szczęśliwy” (1). To ważne stwierdzenie, ale musimy jasno określić, co ono oznacza w kategoriach biblijnych.
Istnieje nieuniknione napięcie między tym, co Biblia ma do powiedzenia na temat szczęścia, a obrazem malowanym przez naszą szerszą kulturę – portretem naznaczonym ekspresyjnym indywidualizmem, awansem społecznym i obfitością materialną. Kulturowa wizja szczęścia jest niezwykle ulotna, opierając się na okolicznościach, nad którymi nie możemy długo panować. Wilson argumentuje, że Bóg zaprasza nas do głębszego, trwalszego szczęścia, niż mogą kiedykolwiek zapewnić zmieniające się okoliczności.
Smaki szczęścia
Zapytaj 10 chrześcijan, czym jest szczęście, a prawdopodobnie otrzymasz 10 różnych odpowiedzi. Wilson pomaga rozwikłać to zamieszanie, rozróżniając kilka biblijnych „smaków” szczęścia, przypominając czytelnikom, że „nie każde szczęście jest równe” (30). Dreszcz nowego romansu, satysfakcja z sensownej pracy i zachwyt wspólnotą z Bogiem to formy szczęścia, ale nie są one wymienne.
Bóg zaprasza nas do głębszego, trwalszego szczęścia, niż mogą kiedykolwiek zapewnić zmieniające się okoliczności.
Neurobiologia łączy szczęście z dopaminą, ale sama chemia mózgu nie wyjaśni trwałej radości. Ekscytacja nastoletnim zauroczeniem jest często bardziej intensywna niż ugruntowane uczucie w 40-letnim małżeństwie, a jednak niewielu nazwałoby to głębszym szczęściem.
Im bardziej dążymy do intensywnych, ale płytkich smaków szczęścia, tym bardziej będziemy rozczarowani, gdy poziom dopaminy opadnie. Wilson twierdzi, że chrześcijanie powinni dążyć do form szczęścia, które zaleca Pismo Święte: takich, które przynoszą rozkwit i zadowolenie, a nie przelotną ekscytację.
Pod falami
Wilson porównuje nasze życie emocjonalne do warstw oceanu. Fale powierzchniowe zmieniają się nieustannie wraz z naszymi okolicznościami, codziennymi wyborami i osobowościami. Przypływy szczęścia przychodzą i odchodzą w stosunkowo przewidywalny sposób w oparciu o znaczące wydarzenia. Ale najważniejszą warstwą, która jest najmniej widoczna, jest prąd płynący niezmiennie pod powierzchnią. Pomaga to wyjaśnić, jak Paweł mógł być „smutny, a jednak zawsze radosny” (2 Kor 6,10).
Możliwe jest „doświadczanie powierzchniowych fal przelotnego śmiechu, ORAZ przypływów melancholii, ORAZ depresji odciągającej nas od brzegu, ORAZ głębokich prądów oceanicznych rozgrzewającej i wiecznej radości w Chrystusie, wszystko naraz” (35).
Tak więc, podczas gdy nasza emocjonalna powierzchnia może wydawać się wzburzona z powodu trudnego dnia w pracy, konfliktu małżeńskiego lub niegrzecznych dzieci, głęboka, wieczna radość oferowana tym, którzy pokładają nadzieję w Chrystusie, pozostaje idealnie spokojna i niezmienna (1 P 1,8). Regularne przywoływanie tej nadziei pomoże nam uciszyć burze, które odczuwamy na powierzchni (Mk 4,35–41).
Wielowarstwowość naszego życia emocjonalnego może być czasem dezorientująca i frustrująca, ale chrześcijanin ma nadzieję: „Zbliża się dzień, w którym fale, przypływy i prądy oceaniczne będą płynąć w tym samym kierunku; będziemy śmiać się na powierzchni, radując się w głębi, i wszystko będzie dobrze. Ale jeszcze nie teraz” (35).
Znajdź prawdziwe szczęście
Wiele praktycznych zaleceń łaski powszechnej z zakresu psychologii pozytywnej może brzmieć bardzo podobnie do instrukcji Jezusa z Kazania na Górze. Wilson wymienia kilka: „Wzrastaj w wdzięczności. . . . Bądź współczujący i miły. . . . Uniżaj się. . . . Nie przeceniaj wartości pieniędzy i posiadłości” (113).
Stosowanie się do tych rad jest nie tylko godne pochwały moralnie; badania sugerują, że faktycznie przyczynia się to do naszego ogólnego dobrostanu psychicznego i emocjonalnego. Życie w zgodzie z moralną strukturą Bożego stworzenia zazwyczaj przynosi większe szczęście niż działanie wbrew niej. Jednak chrześcijanie dochodzą do swojej wizji „dobrego życia” poprzez otwartą Biblię i chętne uszy, a nie przez analizowanie ankiet i poradników.
Życie w zgodzie z moralną strukturą Bożego stworzenia zazwyczaj przynosi większe szczęście niż działanie wbrew niej.
To podejście oparte przede wszystkim na Piśmie jest ważne, ponieważ stosowanie się do najlepszych rad autorów bestsellerów z dziedziny psychologii pozytywnej nie przyniesie prawdziwego szczęścia. Autorzy ci zachęcają do wdzięczności, pokory i hojności, ale nie mogą zaoferować tego, co zapewnia wyłącznie Ewangelia: pojednania z Bogiem, w którym znajduje się trwała radość.
Większość poradników o szczęściu zaleca duchowość jako jeden z wielu ważnych „wyborów stylu życia”. To czyni Boga jedynie środkiem, a nie celem naszej radości. Sprowadza to Boga do narzędzia, które ma być wykorzystane w dążeniu do osobistego szczęścia i dobrobytu. Takie podejście jest całkowicie błędne.
Pisząc ze swoją charakterystyczną mieszanką biblijnej głębi i przystępności, Wilson argumentuje:
W Piśmie Świętym Bóg jest celem, a szczęście jednym z rezultatów. Nie kochamy Boga dlatego, że poprawia on nasze stany umysłu… ale dlatego, że uważamy Go za najwyższej próby doskonałego i zachwycającego w samym sobie – a wspaniałym rezultatem jest to, że doświadczamy głębokiej i wiecznej radości, wielbiąc Boga przez cieszenie się Nim na wieki. (131)
To jest podejście do szczęścia, które każdy chrześcijanin powinien starać się przyjąć.
Mój pastor miał rację: awans, małżeństwo i osiągnięcia nie mogą udźwignąć ciężaru, jakiego od nich oczekujemy w pogoni za szczęściem. Wilson przypomina nam, że nasze szczęście nigdy nie miało być odnalezione w rzeczach stworzonych w oderwaniu od ich Stwórcy.
Podczas gdy nasza kultura szuka radości w zmiennych okolicznościach, Jezus kieruje lepsze zaproszenie: „Wejdź do radości twego pana” (Mt 25,21). Książka Happiness wskazuje czytelnikom drogę do trwałej radości, pokazując, że zachwyt Bogiem nie jest wrogiem świętości, ale jednym z jej najbogatszych owoców.






