Sierpień to już dwa lata, odkąd zaczął mi towarzyszyć przewlekły ból. Sporadyczne bóle głowy przerodziły się w serię chronicznych objawów bez wyraźnej przyczyny. Przedzierając się przez zdawałoby się nieskończoną liczbę wizyt, badań lekarskich i nowych symptomów, rozpaczliwie pragnęłam uzdrowienia. Czasami wątpiłam, czy Pan słyszy moje wołania o pomoc.Szczególnie dla tych, którzy cierpią z powodu przewlekłego, …
Sierpień to już dwa lata, odkąd zaczął mi towarzyszyć przewlekły ból. Sporadyczne bóle głowy przerodziły się w serię chronicznych objawów bez wyraźnej przyczyny. Przedzierając się przez zdawałoby się nieskończoną liczbę wizyt, badań lekarskich i nowych symptomów, rozpaczliwie pragnęłam uzdrowienia. Czasami wątpiłam, czy Pan słyszy moje wołania o pomoc.
Szczególnie dla tych, którzy cierpią z powodu przewlekłego, obezwładniającego bólu, modlitwa jest aktem wiary. Autorka i prelegentka Glenna Marshall wie o tym doskonale. Opierając się na własnych doświadczeniach z przewlekłą chorobą i bólem, Marshall napisała książkę Praying in Pain: How to Know You’re Heard When You Haven’t Been Healed (Modlitwa w bólu: Jak wiedzieć, że jesteś słyszany, gdy nie zostałeś uzdrowiony), aby zachęcić tych, którzy cierpią w milczeniu. Poprzez bogatą ekspozycję biblijną i osobiste świadectwo, Marshall pokazuje czytelnikom, że Pan dogłębnie rozumie nasze cierpienie i słyszy każde nasze wołanie.
Modlitwa ukierunkowuje nasze serca na Pana, pogłębiając naszą wiarę i oczyszczając nasze serca. Możemy modlić się z ufnością i śmiałością, wiedząc, że Pan z radością wysłuchuje każdej naszej prośby i intymnie zna nasz ból. Niezależnie od tego, czy uzdrowi nas po tej stronie nieba, czy nie, ostatecznie przygotowuje nas do chwały, gdzie na zawsze będziemy wolni od bólu.
Pan słyszy
Nawet gdy ból jest potworny, a uzdrowienie nie nadchodzi, nie możemy pozwolić, by ból wbił klin między nas a Boga. W zeszłym roku, kiedy mój ból był najsilniejszy, miałam szczególnie silną migrenę, która przykuła mnie do łóżka. Jedyne, co byłam w stanie z siebie wykrzesać, to słabe: „Panie, pomóż mi”. Przez łzy prosiłam o uzdrowienie.
Choć moje modlitwy były słabe, a ból nie ustępował, wierzę całym sercem, że Pan usłyszał moje wołania. Słaba wiara to wciąż wiara, a jak pisze Marshall, możemy „wołać do Boga o uzdrowienie, ponieważ sam akt przychodzenia do Niego w desperacji sprawia, że wiara przenika do naszych kości, naszych bolących kości” (62).
Modlitwa ukierunkowuje nasze serca na Pana, pogłębiając naszą wiarę i oczyszczając nasze serca.
Próba normalnego funkcjonowania z przewlekłym bólem jest wyczerpująca. Cierpienie wyczerpuje psychicznie, emocjonalnie i duchowo. Zmęczenie utrudnia formułowanie pełnych myśli, co sprawia, że modlitwa staje się trudna. Ale to właśnie wtedy modlitwa jest najważniejsza.
Musimy modlić się pośród cierpienia, ponieważ ono pogłębia naszą wiarę i zwiększa naszą zależność od Boga. Jak zauważa Marshall: „Wołanie ujawnia, że nawet w najczarniejszej godzinie najsłabszej wiary, na pewnym poziomie wciąż wierzymy, że On może coś zrobić z naszym bólem” (26).
Poprzez lament, który Marshall definiuje jako biblijną skargę, dołączamy do chmury świadków, którzy wołali do Boga w udręce. Lament „pozwala nam wyrazić nasze smutki i żale przed Bogiem, nie pozwalając nam pozostać w otchłani rozpaczy” (21). Przez ból, łzy i bezsenne noce zanosimy nasze ciężary do Pana i przypominamy sobie o Jego charakterze: On jest blisko, podtrzymuje nas i rozumie nasz ból (Ps 34,23; 120,1; 121; 139; 142,2; Iz 53). On również wyposaży nas w wystarczającą łaskę, abyśmy mogli przetrwać próbę, którą nam powierzył.
Boża miłość
Nasz ból nie jest wyrazem Bożej pogardy ani rozczarowania nami. Wręcz przeciwnie, Pan dopuszcza nasz ból, ponieważ nas kocha i pragnie naszej osobistej świętości.
Paweł cierpiał z powodu dokuczliwego ciernia i gorliwie modlił się do Pana o jego usunięcie. Jednak Pan postanowił pozostawić go w dyskomforcie. Paweł nie przestał modlić się o uzdrowienie dlatego, że wątpił w Bożą moc uzdrawiania. Zamiast tego postanowił postrzegać swoją słabość jako powód do chlubienia się siłą Pana, a nie własną (2 Kor 12,9–10). Cierń Pawła był narzędziem Bożej szczególnej łaski i uświęcenia – i to samo dotyczy nas.
Ból, który odczuwamy, „nie jest przypadkowy”. Marshall pisze: „Jest on raczej narzędziem, którego Bóg używa, aby upodobnić nas do swojego Syna” (149). Ból ujawnia nasze słabości, przygotowuje nas do wytrwałości i udoskonala naszą wiarę. Tak jak ogień działa na metal, ból usuwa nieczystości z naszego życia, odsłaniając nasze serca i dowodząc autentyczności naszej wiary (Jk 1,2–4; 1 P 1,6–7).
Nawet gdy nie widzimy tego, co czyni Pan, możemy ufać Jego sercu: On wykorzystuje nasze cierpienie dla naszego dobra. Marshall twierdzi: „Jeśli Bóg przeznaczył dla nas cierpienie, czy to na czas określony, czy na całe życie, musimy pamiętać, że powierza nam coś, co może przynieść owoc sprawiedliwości w naszym życiu, a jednocześnie zaświadczyć o Jego wierności wobec tych, którzy widzą nasze cierpienie” (137).
Ból ujawnia nasze słabości, przygotowuje nas do wytrwałości i udoskonala naszą wiarę.
Co więcej, dostrzegamy również wystarczającą i szczególną łaskę Boga wobec nas. Pan zna nasze ograniczone zasoby energii. Widzi nas skulonych z okładem z lodu lub termoforem. Widzi nas, gdy siedzimy w poczekalni lub na fotelu do infuzji.
Jak zauważa Marshall: „Boża łaska w czasie teraźniejszym daje nam wewnętrzną siłę, by wierzyć, że jeśli On nie uzdrowi naszego bólu w tym życiu, to da nam to, czego potrzebujemy, aby przetrwać ból w tym życiu” (75, wyróżnienie oryg.). I choć możemy odczuwać pokusę, by martwić się o jutro, możemy ufać, że Pan da nam wystarczająco dużo siły, by wytrwać w każdym momencie naszej próby.
Nadzieja zmartwychwstania
W miarę jak nasze ciała słabną, nasza fizyczna kruchość kieruje nasz wzrok ku niebu, gdzie nasza wiara stanie się widzeniem. Pewnego dnia „zrzucimy tę wadliwą powłokę i przywdziejemy nowe ciało” (166). Chociaż w niebie otrzymamy nowe ciała, to nie one są naszym największym skarbem – jest nim ujrzenie Jezusa. Do tego czasu nasz ból jest przypomnieniem, że ten świat nie jest naszym domem.
Nadal możemy modlić się o uzdrowienie; w zasadzie powinniśmy to robić, jak pisze Marshall. Jeśli jednak nie zostaniemy uzdrowieni po tej stronie nieba, zostaniemy uzdrowieni pewnego dnia, a nasze doczesne cierpienie przygotowuje nas na ten dzień (2 Kor 4,16–18). Choć teraz możemy płakać, wypowiadając niesłyszalne modlitwy, będziemy żąć z radosnymi okrzykami, wbiegając w ramiona naszego Zbawiciela (Ps 126).
Modlitwa podczas fizycznego cierpienia jest aktem wiary – aktem, który mogą kultywować wszyscy chrześcijanie. W książce Modlitwa w bólu Glenna Marshall uczy chrześcijan, jak modlić się nieustannie, zwłaszcza tych cierpiących na chroniczne schorzenia. Choć Pan nie obdarzył mnie jeszcze pełnym uzdrowieniem, modlitwa pogłębiła moją zależność i wiarę w Tego, który słyszy każde moje wołanie.






