Zadaj pytanie biblijne

Czat biblijny

Dlaczego płacimy za to, by się bać

Co mógł robić typowy londyński turysta na początku stycznia tego roku? Zwiedzać pałac Buckingham? Wędrować po British Museum? Brać udział w Paddington Bear Experience? Prawdopodobnie nie spodziewałby się, że zostanie przyćmiony przez wysokiego na ponad 4,5 metra, zakrwawionego i maniakalnego Ralpha Fiennesa, otoczonego kolumnami ludzkich czaszek na boku przejeżdżającego londyńskiego autobusu. Było to częścią kampanii …

Co mógł robić typowy londyński turysta na początku stycznia tego roku? Zwiedzać pałac Buckingham? Wędrować po British Museum? Brać udział w Paddington Bear Experience? Prawdopodobnie nie spodziewałby się, że zostanie przyćmiony przez wysokiego na ponad 4,5 metra, zakrwawionego i maniakalnego Ralpha Fiennesa, otoczonego kolumnami ludzkich czaszek na boku przejeżdżającego londyńskiego autobusu.

Było to częścią kampanii reklamowej czwartej części postapokaliptycznej serii horrorów 28 dni później. Obok makabrycznej sceny widniało hasło filmu: „Strach to nowa wiara”.

Film 28 Years Later: The Bone Temple jest studium ludzkiego zła. Osadzony w Wielkiej Brytanii wciąż spustoszonej przez „zarażonych” (nie zombie, żeby fani gatunku mnie nie pożarli!), film śledzi losy 12-letniego Spike’a, który zostaje wcielony do sadystycznego, satanistycznego kultu prowadzonego przez Sir Lorda Jimmy’ego Crystala. Po drodze Spike spotyka „ludzkiego” i humanistycznego doktora Iana Kelsona (granego przez Fiennesa), który w ogromnym ossuarium pracuje nad lekarstwem na chorobę.

Na jednym poziomie hasło reklamowe nie jest trudne do wyjaśnienia ani do zrozumienia. Jak we wszystkich „dobrych” filmach tego gatunku (według definicji niektórych), prawdziwymi potworami wartymi zbadania nie są zarażeni ani zombie, ale ludzie, którzy pozostali przy życiu.

W świecie 28 dni później, świecie chaosu i beznadziei, strach nie jest czymś, czego należy unikać; jest spoiwem, które może trzymać razem rozbitych ludzi. Bezbronni szukają liderów, którzy rzeczywiście przerażają potwory, ale którzy także chronią i wybawiają nas od innych zagrożeń – postrzeganych lub realnych. Dla potężnych i charyzmatycznych strach może stać się bronią służącą do kontroli, zastępując wierzenia religijne, napędzając sekciarskie zachowania i ekstremalną przemoc.

Bardziej interesujące niż filmowy trop strachu jako narzędzia kontroli jest jednak to, co on mówi o nas jako widzach: że dobrowolnie poddajemy się strachowi i płacimy za to, by nim zarządzano dla naszej przyjemności. W naszej późnonowoczesnej kulturze, opisanej przez Paula Virilio jako „administracja strachem” – świecie, w którym lęki i horrory są liczne, gdzie czujemy się „oczarowani, zaniepokojeni i oszołomieni” – można by oczekiwać, że będziemy szukać od tego odskoczni.

Dlaczego więc tym bardziej ciągnie nas do filmów takich jak Bone Temple? Można by pomyśleć, że chcemy uciec od tego całego horroru – a nie płacić spore pieniądze, by nas bawił. A jednak gatunek horroru przeżywa właśnie swój złoty wiek. Filmy takie jak Sinners i Weapons zdobywają uznanie w sezonie nagród, co historycznie rzadko zdarzało się w przypadku tego gatunku.

Jeśli chodzi o horror, zawsze dzieje się w nim coś więcej niż tylko czysta rozrywka. Horror to upadłe echo bojaźni Bożej. Łakniemy grozy, ponieważ zostaliśmy stworzeni do uwielbienia i zachwytu, a horror daje nam ich podrabianą wersję, nad którą możemy próbować panować.

Psychologia horroru

Z psychologicznego punktu widzenia gatunek horroru jest badany od dawna. Znany autor (i ekspert w tej dziedzinie), Stephen King, refleksyjnie odniósł się do natury i potrzeby horroru. Zauważa on, że „najlepsze horrory, podobnie jak najlepsze baśnie, potrafią być jednocześnie reakcyjne, anarchistyczne i rewolucyjne”.

Horror to upadłe echo bojaźni Bożej. Łakniemy grozy, ponieważ zostaliśmy stworzeni do zachwytu, a horror daje nam ich podrabianą wersję, nad którą możemy próbować panować.

Chociaż pojęcie to bywa nadużywane, w horrorze istnieje katharsis. „Odpowiedź wydaje się być taka, że wymyślamy horrory, aby pomóc sobie radzić z tymi prawdziwymi. Dzięki niekończącej się pomysłowości ludzkości chwytamy te same elementy, które są tak dzielące i niszczycielskie, i próbujemy zamienić je w narzędzia – aby one same się zdemontowały”.

W innym miejscu King zauważa potrzebę ćwiczenia (zamiast egzorcyzmowania) naszych lęków, nie tylko dla nas samych, ale dla dobra społeczeństwa:

Mityczny horror, podobnie jak niesmaczny żart, ma do wykonania brudną robotę. Celowo odwołuje się do wszystkiego, co w nas najgorsze. To uwolniona chorobliwość, puszczone wolno nasze najbardziej prymitywne instynkty, zrealizowane najobrzydliwsze fantazje… a wszystko to dzieje się, co znamienne, w ciemności. (…) Osobiście lubię oglądać te najbardziej agresywne z nich… postrzegam to jako podnoszenie klapy w cywilizowanym przodomózgowiu i rzucanie kosza surowego mięsa głodnym aligatorom pływającym w tej podziemnej rzece poniżej. Po co się męczyć? Bo to powstrzymuje je przed wyjściem na zewnątrz. Trzyma je tam na dole, a mnie tutaj na górze.

Horrory są świetnymi przykładami tego, co psycholog Paul Rozin nazywa „łagodnym masochizmem” – uświadomienie sobie, „że ciało zostało oszukane i że nie ma realnego niebezpieczeństwa, prowadzi do przyjemności czerpanej z panowania ‘umysłu nad ciałem’”.

Niektórzy komentowali to, jak postapokaliptyczny gatunek zombie dogadza naszym apokaliptycznym fantazjom, szczególnie u młodych mężczyzn: przemoc bez poczucia winy (bo zombie są już martwe); „darmowe” rzeczy bez mozołu pracy (bo możesz brać, co chcesz); wolność od normalnych ograniczeń moralnych; prostota życia kontrastująca z licznymi wymaganiami codzienności, które nas duszą; oraz, ponieważ przygotowałeś się na ten moment, możliwość bycia u władzy i bycia „samcem alfa”, podczas gdy w prawdziwym życiu mogłeś być popychadłem.

Podsumowując tę apokaliptyczną fantazję, James Crooke pisze:

Oto nasz jednoczesny strach i fantazja. Dlaczego tak bardzo się boimy? Bo wiemy, że ludzie potrafią źle się zachowywać. Dlaczego jednak tak nas to pociąga? Bo wiemy, że ludzie potrafią źle się zachowywać. Chociaż boimy się apokalipsy i wynikającego z niej upadku prawa i porządku, ponieważ wiemy, że pozwoli to ludziom na niegodziwe postępowanie, fantazjujemy o tym samym, ponieważ potajemnie pragniemy być niegodziwi bezkarnie. Jeśli to prawda, to fantazja zdaje się masować lub realizować to pragnienie, umożliwiając czytelnikowi przeżywanie go zastępczo – by „dostać swoją działkę”, jakkolwiek tymczasową.

Wszystkie te powody mają swoją wartość, ale wydają się jedynie częściami większej układanki. Czy te wyjaśnienia wyczerpują powody naszej fascynacji horrorem i pragnienia strachu? Wierzę, że możemy sięgnąć głębiej – i mroczniej.

To, co powszechnie nazywamy „horrorem”, obejmuje hierarchię lęków, którą King dzieli na trzy kategorie. Pierwszą jest przerażenie (terror – „To nadchodzi!”). Przerażenie to lęk przed tym, co może się stać, strach przed nieznanym. Przerażenie dotyczy podtrzymywanego oczekiwania i wyobraźni. Po drugie, jest groza (horror – „To już tu jest!”). Groza to samo objawienie, szok związany z tym, co już znane. Wreszcie jest obrzydzenie (gross-out – „To jest odrażające!”). Tutaj strach wiąże się z niesmakiem i wstrętem.

Jak King słynnie stwierdza: „Przerażenie to najszlachetniejsza emocja… Więc będę starał się przerazić czytelnika. Ale jeśli stwierdzę, że nie mogę go przerazić, spróbuję wzbudzić grozę; a jeśli stwierdzę, że nie mogę wzbudzić grozy, pójdę w obrzydzenie. Nie mam dumy”.

Święta ziemia

Opisując i doświadczając przerażenia w filmach, a szczególnie w tych dotyczących elementów nadprzyrodzonych, gdzie spotykamy coś nieznanego, wkraczamy na świętą ziemię. Używam tego terminu nie metaforycznie, lecz dosłownie.

W swojej wpływowej książce Świętość, religioznawca Rudolf Otto mówił o numinosum (od łacińskiego numen, oznaczającego „moc”), nieracjonalnym spotkaniu z Innością („świętością”), którego nie da się sprowadzić do żadnej innej kategorii. Otto zdał sobie sprawę, że ujęcie tak instynktownego spotkania w słowa jest niezwykle trudne, ale słynnie opisał je jako „mysterium tremendum et fascinans” – tajemnicę budzącą grozę i fascynującą.

„Tajemnica” to zarówno szok, jak i oszołomienie wynikające ze spotkania z Całkowicie Innym oraz nasza niemożność skategoryzowania tego spotkania w oparciu o nasze doświadczenie.

„Budząca grozę” (tremendum) to straszność, przerażenie i lęk przed tym spotkaniem, które jest obezwładniające i przytłaczające, obnażając naszą nicość i nieskończoną wielkość Innego. Doświadczamy tego, co Otto nazywa „poczuciem stworzoności”: uznania tego, jak mali, krusi i nieistotni jesteśmy.

Wreszcie jest „fascynacja”. Mimo strachu i przerażenia, numinosum nieodparcie nas przyciąga. To upajająca, radosna ekstaza, której pragniemy i do której tęsknimy, i która jest naszym najwyższym dobrem. Czyż nie jest to świetny opis tego, czego doświadczamy, oglądając wartościowy horror, w którym pojawia się autentyczne przerażenie?

Problem jednak w tym, że numinosum jest niejasne, nieokreślone, bezosobowe i – w przypadku oglądania horroru – odbywa się w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych (kinowych).

Bojaźń Pańska

Powróćmy do pojęcia „poczucia stworzoności”, ale spójrzmy na nie przez wyraźnie chrześcijański pryzmat. Jako stworzenia jesteśmy zaprogramowani na strach – przede wszystkim na strach przed naszym Stwórcą, samym Bogiem. „Bojaźń Pańska” jest znaczącym tematem w Biblii, często kojarzonym z mądrością (Hioba 28:28; Przyp. 1:7; 9:10). To strach zakorzeniony w zachwycie, zaufaniu do Kogoś, kto jako niestworzony jest całkowicie Inny, w swojej własnej kategorii: tajemniczy, budzący grozę i fascynujący.

Jako stworzenia jesteśmy zaprogramowani na strach – przede wszystkim na strach przed naszym Stwórcą, samym Bogiem.

Jednak w naszym buncie przeciwko Bogu, ten strach jest tłumiony i zastępowany innymi lękami w świecie naturalnym i nadprzyrodzonym (Rzym. 1:18). W ten sposób nasza właściwa bojaźń przed Bogiem zostaje stępiona, mimo że głęboko w środku wciąż boimy się strasznych konsekwencji odwrócenia się od Tego, który nas stworzył. Strach nie jest przyjemnym uczuciem.

Te ramy zaczynają wyjaśniać naszą miłość do horroru, wyraża on bowiem w wypaczonej i perwersyjnej formie to, co J. H. Bavinck opisuje jako kondycję ludzką – naszą ucieczkę od Boga i jednoczesny bieg ku Niemu – w kontrolowanych warunkach sali kinowej. Profesor i kinoman Grant Horner dobrze to ujmuje:

Dla wierzącego bojaźń przed Bogiem jest wzniosłą, głęboką przyjemnością. Taki właśnie jest ostateczny strach – przyjemny. Nie ma on być negatywny, niewygodny czy obezwładniający, lecz budujący, pokazując nam, kim jesteśmy w obliczu wszechmocnego i nieskończonego bytu. (…) Ponieważ jesteśmy zaprogramowani, by czerpać przyjemność z bojaźni Bożej, a jednak jako rasa nie boimy się Go, znajdujemy się w dość przewrotnej sytuacji doświadczania pewnej przyjemności płynącej do nas w formie wysoce sfabrykowanych i gęsto kontrolowanych lęków opakowanych jako rozrywka. (…) Bojaźni Bożej nie da się ograniczyć, a jednak ufamy Jego opiece i miłości do nas, Jego obietnicy, że nas nie skrzywdzi. W horrorach sytuacja jest dokładnie odwrotna: zła istota chce nas skrzywdzić – ale możemy to kontrolować, bo wiemy, że to nie jest prawdziwe. Naszym problemem jest to, że w naszej żałośnie głupiej i upadłej naturze nie sądzimy, by Bóg również był prawdziwy.

Musimy uznać, że strach ma wiele obliczy. Jak pisałem w innym miejscu, dla chrześcijanina wciąż kuszonego do życia w strachu, istnieje poczucie, w którym nasza relacja z Jezusem Chrystusem oznacza, że nasze ziemskie lęki zostają zrelatywizowane, usunięte i ukierunkowane na nowo.

Ale co z tymi, którzy nie wierzą, że ten Bóg jest prawdziwy?

Monstrualny Chrystus

W 1866 roku angielski poeta i dramaturg Algernon Charles Swinburne opublikował dzieło, które niektórzy uważają za jego najsłynniejsze: Hymn do Prozerpiny. Epigrafem wiersza jest Vicisti Galilaee („Zwyciężyłeś, Galilejczyku”), rzekome ostatnie słowa rzymskiego cesarza Juliana Apostaty (331–63 n.e.), który sprzeciwiał się chrześcijaństwu i wspierał tradycyjny rzymski panteon. (Prozerpina to bogini świata podziemnego).

Choć przypisywany Julianowi, wiersz odzwierciedla żal Swinburne’a z powodu triumfu chrześcijaństwa i lament nad okrutnymi, ale tętniącymi życiem bogami przeszłości:

Zwyciężyłeś, o blady Galilejczyku; świat poszarzał od Twego tchnienia;
Piliśmy z wód Letejskich i karmiliśmy się pełnią śmierci.

Jezus Chrystus Swinburne’a nie jest kimś, kogo należy się bać. Jest kimś, komu należy współczuć.

Porównajmy to jednak z reakcją pierwszych naocznych świadków tamtego wielkanocnego poranka: „One wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem drżenie i zdumienie. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały” (Mk 16,8). Zauważmy, że drżały, były oszołomione i oniemiały nie z powodu tego, co zobaczyły, ale z powodu tego, czego nie zobaczyły. To było coś autentycznie przerażającego. Jak argumentuje Ryan Duns:

Krytyk filmowy Robin Wood słynnie zauważył, że „potwór zagraża normalności”. W swoich słowach, czynach i zmartwychwstaniu Chrystus jest monstrualny, ponieważ zagraża normalności, która chroni i utrwala grzech. W świecie przyzwyczajonym do grzesznego status quo Chrystus jest monstrualny, ponieważ ujawnia, że to my żyjemy w horrorze historii.

Oto wyzwanie: Tak, możemy poprzestać na tym status quo, co obejmuje próby oswajania naszych lęków w kontrolowanych warunkach sali kinowej. Albo możemy być odważni i, być może po raz pierwszy, zbadać tajemniczą, budzącą grozę i fascynującą osobę Jezusa Chrystusa – Jedynego, który nie dał się opanować nawet temu, co uważamy za nasz największy lęk: śmierci. On naprawdę jest zwycięskim Galilejczykiem.

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.