Jeden z moich ulubionych filmów, klasyk z 1950 roku pt. Wszystko o Ewie, opowiada historię aktorki w średnim wieku, Margo Channing, podczas gdy młodsza aktorka próbuje odebrać jej role, miejsce w społeczeństwie, a nawet partnera. Margo pragnie odnaleźć drogę do szczęścia pomimo ubywających ról i starzejącej się skóry. Gdy przyjaciółka ma czelność twierdzić, że Margo …
Jeden z moich ulubionych filmów, klasyk z 1950 roku pt. Wszystko o Ewie, opowiada historię aktorki w średnim wieku, Margo Channing, podczas gdy młodsza aktorka próbuje odebrać jej role, miejsce w społeczeństwie, a nawet partnera. Margo pragnie odnaleźć drogę do szczęścia pomimo ubywających ról i starzejącej się skóry. Gdy przyjaciółka ma czelność twierdzić, że Margo jest ponadczasowa, ta odpowiada: „Nie mam dwudziestu paru lat. Nie mam trzydziestu paru lat. Trzy miesiące temu skończyłam 40 lat. Czterdzieści. 4-0”.
Podobnie jak Margo, ja również zaraz skończę 40 lat: 4-0. To mój rok memento mori. Jako kobieta zawsze bałam się społecznej oceny mojego wyglądu. Teraz zastanawiam się, czy ludzie będą przejmować się moją twórczością, jeśli nie będę stosować botoksu, jeśli przytyję 10 kilogramów lub jeśli pozwolę swoim włosom osiwieć. I choć pokładam nadzieję w obietnicy zmartwychwstania Chrystusa, nie jestem zbyt zachwycona perspektywą umierania.
Premiera nowej książki Jen Wilkin, Dust to Dust: Aging Wisely in an Anti-Aging World (Z prochu w proch: Mądre starzenie się w świecie anty-aging), nie mogła odbyć się w lepszym czasie. Tak jak ja zmagam się z zaakceptowaniem „czwórki z przodu”, tak Jen została ostatnio zmuszona do przyjęcia do wiadomości, że kwalifikuje się do zniżki dla seniorów w McDonald’s. Dlaczego wszyscy boimy się nadejścia karty seniora? Wilkin twierdzi, że dzieje się tak głównie dlatego, że nasze społeczeństwo opowiedziało nam fałszywą historię o starzeniu się, która stoi w sprzeczności z prawdziwą historią zawartą w Piśmie Świętym.
Podczas gdy chrześcijanie starają się „cenić każde ludzkie życie, od początku do końca”, świat, w którym żyjemy, ceni pierwszą połowę życia, „ale nie ceni jego drugiej połowy, wiążącej się z fizycznym podupadaniem” (7–8). Dust to Dust nie jest zatem książką o śmierci, ale książką „o tym życiu i nieoczekiwanej ścieżce do przeżywania go w pełni”. Wilkin wyjaśnia: „Znajdujemy tę ścieżkę poprzez właściwą ocenę procesu starzenia się, taką, która jest wyraźnie chrześcijańska w swojej perspektywie” (3–4).
Myślenie chiastyczne
Wilkin twierdzi, że ludzkie życie można postrzegać jako chiazm, z progresywnym rozwojem od pierwszego oddechu do wieku średniego, a następnie stopniowym spadkiem aż do ostatniego tchnienia. Przed upadkiem ludzie starzeli się bez cielesnego podupadania, ale teraz musimy cierpieć z powodu utraty sprawności i niezależności. Możemy jednak wzrastać w mądrości, nawet gdy nasze ciała słabną.
„Kiedy zaczyna się starzenie, mamy tendencję do myślenia tylko o tym, co stracimy w naszym wyglądzie” – mówi Wilkin. „Zapominamy zapytać, co może zyskać nasza dusza” (149). Zrozumienie etapów życia „pomaga nam rozpoznać i zamieszkać w porze, w której się znajdujemy, oraz rozeznać, jak przeżyć ten konkretny czas w oparciu o Bożą prawdziwą historię”. Dodaje: „Może nam to również pomóc w ustaleniu priorytetów dotyczących tego, jak wykorzystać dany nam czas” (35).
Zarówno młodość, jak i starość oferują wyjątkowe dary, ale mamy tendencję do witania tej pierwszej z radością i opłakiwania tej drugiej. Jednak starszy wiek niesie ze sobą błogosławieństwa: „Uczymy się liczyć nasze dni. Zyskujemy mądrość dotyczącą tego, co – a raczej kto – liczy się najbardziej” (103).
Wezwanie do godnego starzenia się jest zatem wezwaniem do przechodzenia przez cierpienie przy jednoczesnym zachowaniu nadziei w Boże obietnice. „Choć słusznie chcemy ich unikać, cierpienie i strata są wprawnymi nauczycielami” – pisze Wilkin. „Czego uczą? Pokory. Cierpliwości. Perspektywy. Świętości. Owoców Ducha” (99).
Zarówno młodość, jak i starość oferują wyjątkowe dary, ale mamy tendencję do witania tej pierwszej z radością i opłakiwania tej drugiej.
Świadomość etapów życia pomaga nam „żyć tak, jakby każdy dzień, każda pora roku, każdy moment na krzywej miał znaczenie dla wieczności”. Wilkin kontynuuje: „To ufanie Bogu, że pomoże nam oduczyć się grzechu pierworodnego polegania na sobie, podczas gdy proces starzenia się stopniowo, a nawet wiernie, na nowo uczy nas zależności” (14). Pomaga nam to również uświadomić sobie, że dla większości ludzi będą etapy bycia pod opieką i etapy opiekowania się innymi.
W kwestii opieki nad starszymi Wilkin zauważa: „Istnieje różnica między odpowiedzialnością, która jest ważna, a taką, która jest uciążliwa”. Mówienie o opiece nad osobami starszymi jako o ciężarze niesłusznie „sugeruje niesprawiedliwość lub nieprzewidzianą katastrofę” (121). Wilkin oferuje inną perspektywę: „Pobożna mądrość postrzega starszych jako ludzi, których należy kochać, a nie problemy, które należy rozwiązać. Świecka mądrość coraz częściej uznaje, że starsi to problemy, zanim jeszcze uzna ich za ludzi” (122). Fragmenty książki dotyczące opieki nad starszymi są szczególnie istotne w obliczu starzejących się populacji w większości krajów.
Rób to, co chcesz
Nasze podejście do starzenia się wynika z pragnienia oddania czci Bogu jako Stwórcy, a także z przykazania miłości bliźniego. Musimy pamiętać, że „życie w prawdziwej historii jest dobre zarówno dla nas, jak i dla osób wokół nas”. Wilkin kontynuuje: „Jeśli będę starała się zrozumieć, co Bóg myśli o starzeniu się, przyniesie mi to korzyść w moim własnym procesie starzenia się, ale przyniesie też korzyść starszym osobom, które potrzebują mojej opieki, a ostatecznie tym, którzy będą musieli opiekować się mną” (25–26).
Nasze działania w miarę starzenia się świadczą o naszych przekonaniach: czy naprawdę uważamy, że starsi ludzie są równie wartościowi i mają wiele do zaoferowania światu.
Nasze działania w miarę starzenia się świadczą o naszych przekonaniach: czy naprawdę uważamy, że starsi ludzie są równie wartościowi i mają wiele do zaoferowania światu.
Wilkin mówi nam: „Rób to, co chcesz”. Nie poprzez dogadzanie własnym preferencjom, ale traktując naszych bliźnich tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani na każdym etapie życia. „Rób to, co chciałbyś, aby tobie czyniono. To jest ścieżka do życia mającego znaczenie” (55).
Czerpiąc z doświadczenia opieki nad starzejącymi się rodzicami, Wilkin zauważa, że choć ich sprawczość może maleć, powinniśmy starać się szanować ich życzenia, gdy tylko jest to możliwe.
Kiedy nie bierzemy pod uwagę tego, czego chcą, potwierdzamy ich obawy, że są problemami do rozwiązania. Czy nasza mowa i działania wyrażają szacunek, czy też słabo skrywaną frustrację? Czy uznajemy naszych starzejących się rodziców za w pełni ludzkich, w pełni dorosłych, godnych szacunku? (129)
Nadzieją dla zjednoczonych z Chrystusem jest to, że choć „mamy wyznaczony Boży termin śmierci”, ten dzień „jest zarówno końcem, jak i początkiem”. Wilkin wyjaśnia: „Mamy spotkanie z końcem naszego grzechu i początkiem naszej bezgrzeszności” (162–63). To dobre słowa, którymi warto żyć w wieku ogarniętym obsesją na punkcie młodości.
Dust to Dust zachęca czytelników na każdym etapie życia do odnalezienia się w prawdziwej historii starzenia się w świetle wiecznych celów Boga.






