Przyjaciel powiedział mi kiedyś, że nie chce zostać chrześcijaninem, ponieważ chrześcijaństwo jest nudne. Lektura książki Johna C. Lennoxa pt. Moja historia: Duchowa i intelektualna autobiografia dostarcza mnóstwa dowodów na to, że życie chrześcijańskie nie jest nudne. Lennox jest emerytowanym profesorem matematyki na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz emerytowanym członkiem w dziedzinie matematyki i filozofii nauki w Green …
Przyjaciel powiedział mi kiedyś, że nie chce zostać chrześcijaninem, ponieważ chrześcijaństwo jest nudne. Lektura książki Johna C. Lennoxa pt. Moja historia: Duchowa i intelektualna autobiografia dostarcza mnóstwa dowodów na to, że życie chrześcijańskie nie jest nudne. Lennox jest emerytowanym profesorem matematyki na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz emerytowanym członkiem w dziedzinie matematyki i filozofii nauki w Green Templeton College. Prowadził on również niezwykle ekscytujące życie.
Po raz pierwszy usłyszałem o Lennoxie, gdy przemawiał w kaplicy mojego seminarium, będąc w drodze na debatę z Richardem Dawkinsem. To, co Lennox powiedział w tym wykładzie prawie 20 lat temu, kształtowało moje rozumienie chrześcijaństwa przez kolejne dekady.
Do jego licznych przygód należą podróże za żelazną kurtynę, przemawianie na uniwersytetach na całym świecie oraz prowadzenie wysokiej klasy pracy akademickiej w dziedzinie matematyki.
Poniżej znajduje się skrócony i zredagowany zapis mojego wywiadu z Lennoxem na temat jego najnowszej książki. Aby zapoznać się z pełnym wywiadem, odsłuchaj nagranie audio pod powyższym linkiem lub obejrzyj wideo.
Jakie aspekty Twojego dzieciństwa najbardziej ukształtowały Twój charakter?
Najważniejszym aspektem było środowisko, w którym dorastałem.
Atmosfera w Irlandii Północnej w czasie mojego dorastania nie była zbyt przyjemna. Była dość sekciarska – bardzo partyjna i pełna uprzedzeń. Moi rodzice byli gorliwymi chrześcijanami, ale nie byli sekciarzami.
Moi rodzice kochali mnie na tyle, by zachęcać mnie i pokazywać, co oznacza chrześcijaństwo, bez wmuszania mi go na siłę. To było bardzo niezwykłe. Wielu moich rówieśników z Irlandii traciło jakąkolwiek wiarę w Boga natychmiast po opuszczeniu domu, ponieważ została im ona narzucona. Moi rodzice tacy nie byli.
Życie Johna Lennoxa jest dowodem na to, że chrześcijaństwo jest wszystkim, tylko nie nudą.
W szczególności mój ojciec, choć nie był wysoko wykształcony, kochał Pismo Święte. Wiedział o nim całkiem sporo i potrafił skierować mnie na ścieżkę postrzegania Pisma jako czegoś niezwykle interesującego. Wykorzystywał je, by wprowadzić mnie w historię starożytną, całą historię Izraela i myślenie teologiczne. Podsuwał mi książki chrześcijan takich jak F. F. Bruce. Czytałem je i uwielbiałem już jako nastolatek. Dorastałem więc w przekonaniu, że chrześcijaństwo jest intelektualnie mądre i sensowne.
Kolejną bardzo ważną rzeczą jest to, że mój ojciec nie tylko wprowadził mnie w chrześcijański światopogląd; zapoznał mnie także z innymi światopoglądami, ponieważ uważał, że muszę wiedzieć, co myślą inni ludzie. Spędziłem życie na poznawaniu poglądów innych osób i konfrontowaniu ich z moim chrześcijańskim światopoglądem. To niesamowicie wzmocniło moją wiarę w Chrystusa i Boga.
Jak zaangażowałeś się w służbę za żelazną kurtyną w Europie Wschodniej podczas zimnej wojny?
Kiedy robiłem doktorat w Cambridge, mój promotor powiedział mi, że warto ubiegać się o stypendium podoktorskie w Niemczech. Wyjechałem więc do Niemiec i celowo nauczyłem się języka. W tamtym roku poświęciłem mnóstwo czasu na naukę niemieckiego.
Później, w ciągu tego roku, spotkałem w Berlinie węgierskich chrześcijan, którzy zaprosili mnie do Budapesztu. W tym kraju, ze względu na drugą wojnę światową, bardzo niewiele osób mówiło po angielsku, ale niektórzy bardzo zdolni i utalentowani ludzie płynnie posługiwali się językiem niemieckim. Głosiłem więc po niemiecku, a oni tłumaczyli.
Węgrzy zareagowali niezwykle entuzjastycznie. Najwyraźniej nigdy wcześniej nie słyszeli tak systematycznej ekspozycji całej księgi Pisma Świętego.
Na Węgrzech poznałem ludzi z Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), która była znacznie bardziej komunistyczna niż Węgry, nawet w czasach zimnej wojny. To zaowocowało zaproszeniami do NRD. Od 1976 do 1989 roku, kiedy upadł mur berliński, wielokrotnie jeździłem na Węgry, do Polski i do NRD.
Będąc za żelazną kurtyną, znajdowałeś się – z politycznego punktu widzenia – na terytorium wroga. Czy zdarzały się chwile, kiedy nie byłeś pewien, czy uda Ci się wrócić?
Co ciekawe, w wielu wywiadach pytano mnie, czy się bałem. Odpowiedź brzmi: nie.
Miałem ogromne poczucie pokoju i, co ważne, podzielali je moja żona i rodzina. Miałem głębokie przekonanie, że Bóg kieruje mnie do tych krajów.
Miałem pokój, że Bóg będzie mnie chronił, i tak się stało. Choć patrząc wstecz, to absolutnie niesamowite, jak mi się to udawało, ponieważ podróżowałem sam. Wszystko mogło się wydarzyć bez wiedzy innych ludzi. To niewiarygodne. Patrząc wstecz, jestem po prostu zdumiony, że przeszedłem przez to tak bezpiecznie.
Co jest największym wyzwaniem dla chrześcijan, gdy staramy się przekazać ewangelię naszej kulturze? Jak widziałeś zmiany w tym zakresie na przestrzeni dziesięcioleci?
Najtrudniejsze do odpowiedzi są pytania egzystencjalne, dotyczące bólu i cierpienia. Są to najtrudniejsze pytania dla każdego światopoglądu. Jeśli nie masz światopoglądu, który ma coś do powiedzenia osobom cierpiącym lub odczuwającym ból, nie masz światopoglądu godnego tej nazwy.
Zauważyłem, że przez lata agresja nowych ateistów osłabła. Pytania częściej dotyczą kwestii sensu, etyki i moralności: Kim jest istota ludzka? Co oznacza moje życie? Czy naprawdę mogę mieć cel?
Co daje Ci nadzieję dla Kościoła na kolejne 50 lat?
Kiedy chrześcijaństwo się zaczynało, było 11 osób, które zaufały Jezusowi, oraz pluralistyczny świat. Istniało wielu fałszywych bogów, a cezarzy czczono jako bóstwa. Obecnie, w XXI wieku, ludzie pokroju Yuvala Noaha Harariego zachęcają nas do przekształcenia ludzi w superinteligencje lub małych bogów. Zatem prawie wróciliśmy do świata Nowego Testamentu.
Obietnica transhumanistów, takich jak Harari, głosi, że problem śmierci fizycznej zostanie rozwiązany jako problem medyczny dość szybko w tym stuleciu. Nadzieję daje mi to, że problem śmierci fizycznej został rozwiązany 20 wieków temu, kiedy Bóg wskrzesił Jezusa z martwych.
Główną nadzieją, jaką chrześcijanie oferowali światu w pierwszym wieku, było to, że Jezus, którego Bóg wskrzesił z martwych, wstąpił do nieba, dosłownie i fizycznie – i wierzę w to jako naukowiec – oraz że pewnego dnia powróci w taki sam sposób, w jaki widzieli Go odchodzącego.
Myślę, że jest to najlepsza nadzieja, jaką można zaoferować ludzkości ze wszystkimi jej trudnościami, bólem i cierpieniem.






