Skóra na mojej głowie pęka, łuszczy się i ulega nadżerkom od trzech lat. Jestem tego stale świadomy, zwłaszcza gdy swędzenie nie pozwala mi spać w nocy lub gdy w pobliżu znajdują się piękne dziewczyny. Połowa moich włosów już zniknęła, głównie z powodu wyrywania ich podczas prób usunięcia płatów skóry zaplątanych w moją koronę cierniową.To ciężki …
Skóra na mojej głowie pęka, łuszczy się i ulega nadżerkom od trzech lat. Jestem tego stale świadomy, zwłaszcza gdy swędzenie nie pozwala mi spać w nocy lub gdy w pobliżu znajdują się piękne dziewczyny. Połowa moich włosów już zniknęła, głównie z powodu wyrywania ich podczas prób usunięcia płatów skóry zaplątanych w moją koronę cierniową.
To ciężki przypadek łuszczycy — choroby autoimmunologicznej — na którą cierpi również moja matka, obok bielactwa i celiakii. Nie jest to mój ulubiony matczyny dar, ale życie i genetyczna predyspozycja do chorób skóry przyszły w pakiecie.
Istnieje ponad 100 chorób autoimmunologicznych. W tej czy innej formie wszystkie są wersją układu odpornościowego organizmu, który błędnie atakuje samego siebie. Szacunki sugerują obecnie, że ponad 50 milionów Amerykanów cierpi na chorobę autoimmunologiczną, co zbliża się do „poziomu epidemii”, jako że szacuje się roczny wzrost od 3 do 12 procent.
Nasze ciała atakują się nawzajem w niewiarygodnym tempie, nikt tak naprawdę nie wie dlaczego, a najlepsze, co oferuje współczesna medycyna, to programy zarządzania chorobą, a nie wyleczenie. Jeśli to nie jest uosobienie współczesności, to nie wiem, co nim jest.
A jednak być może jest to analogia dla wszystkich czasów, przynajmniej odkąd zaczął się czas śmiertelny.
Biblijna historia skóry
Przyodzianie w skończoność ciał ograniczonych czasem, wprowadzenie do po-upadkowego śmiertelnego życia, zaczęło się od skóry: „Pan Bóg sporządził dla Adama i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich” (Rdz 3,21). Jest to znak zarówno naszej śmiertelności, gdyż odzienie pochodzi ze śmierci zwierząt, jak i współczującego Bożego wyzwolenia, ponieważ On zakrywa wstyd Adama i Ewy oraz daje im ochronę na pustyni.
Pokolenia później, Przybytek, zbudowany do życia na pustyni i przenoszony koczowniczo, również miał pokrycie ze skór (Wj 26,7.14; 36,14–19). Typizują one upadły stan ludzkości: kruche skóry mieszczą krew i źródło życia ludzkości, ponieważ „życie ciała jest we krwi” (Kpł 17,11).
Biblijna historia jest wypełniona skórą – motywem zaniedbywanym przez niemal wszystkich. Wyjątkiem są ci, którzy głęboko rozmyślali nad moją ulubioną księgą Biblii: Kapłańską. Jest brudna, przyziemna, chorowita i całkowicie ludzka. Księga Kapłańska jest pełna mnóstwa chorób dermatologicznych zebranych pod ogólnym terminem: trąd. Różniący się od współczesnego trądu (choroby Hansena), biblijny trąd odnosi się do niemal wszystkich rodzajów chorób skóry. Konkretne diagnozy podano w 13. rozdziale Księgi Kapłańskiej, od ciężkich chorób przewlekłych po łagodniejsze stany, takie jak łuszczyca czy infekcje grzybicze.
Nacisk na choroby ciała w Księdze Kapłańskiej jest tak fascynujący, jak i lekceważony. Pomimo tego, że łuszczyca jest łagodniejsza niż inne choroby skóry, gdybym był Izraelitą, zostałbym uznany za rytualnie nieczystego, niezdolnego do wejścia do świątyni, by oddawać cześć Bogu. Byłbym ucieleśnionym symbolem śmierci i żałoby, noszącym rozdarte szaty, pozwalającym włosom na głowie (temu, co z nich zostało) zwisać luźno i zakrywającym górną wargę, wołając: „Nieczysty, nieczysty!” (13,45). Trędowaci żyli poza obozem, wygnani ze wspólnoty i Bożej obecności.
Gdybym był Izraelitą, zostałbym uznany za rytualnie nieczystego, niezdolnego do wejścia do świątyni, by oddawać cześć Bogu.
Nacisk Tory na skórę i choroby, które ją niszczą, nie jest przypadkowy. Jak zauważa Ephraim Radner, zainteresowanie Księgi Kapłańskiej tajemniczymi chorobami dermatologicznymi wskazuje na coś głęboko teologicznego: „Życie rozprasza się, dosłownie wycieka, gdy skóra się rozpuszcza, a zatem sam charakter śmiertelnej zależności stworzonego istnienia od Boga jest związany z widoczną obecnością integralnej 'skóry’”. Radner pomaga nam dostrzec, że „skórność” (jak to nazywa) jest fizycznie i symbolicznie integralną częścią śmiertelnego życia.
Skóra za skórę
Obraz tej „skórności” otrzymujemy w Księdze Hioba. Po tym, jak Bóg pozwala Szatanowi odebrać Hiobowi wszystkie dzieci i majątek, Diabeł proponuje jeszcze jeden zakład:
Skóra za skórę! Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. Ale wyciągnij rękę i dotknij jego kości i ciała, a na pewno przeklnie Cię w twarz. (2,4–5)
Z wrzodami i ranami od stóp do głów, Hiob bierze skorupę naczynia i drapie swoją skórę, podczas gdy jego żona mówi mu, by przeklął Boga i umarł (ww. 8–9). Choć Hiob nie jest Izraelitą, jeśli czytamy tę historię na tle Tory, widzimy, że jest on niemal jak martwy, dlatego przebywa w popiele, a żona zachęca go do pogodzenia się z losem. Niezależnie od konkretnego stanu dermatologicznego, z pewnością mieści się on w biblijnej kategorii trądu. Jest przeklęty przez Boga, a jednak nie przeklina Boga w zamian. Zachowuje swoją integralność, nawet gdy jego własna skóra się rozpada.
Chrześcijańscy interpretatorzy od dawna sugerują, że Jezus jest prawdziwym sprawiedliwym cierpiętnikiem, Tym, którego Hiob typizuje i zapowiada. Często jednak umyka nam szczególny sposób, w jaki Jezus staje się prawdziwym i lepszym cierpiętnikiem: przyjmując zakład Diabła – skórę za skórę. Przyjmuje ciało i zamieszkuje (tj. rozbija namiot) wśród nas, i cierpi dla naszego dobra w ciele.
Pozornie opresyjne i archaiczne prawa Księgi Kapłańskiej oraz tragiczna historia Hioba objawiają Bożą uważność na nasz stan duchowy i śmiertelny. Rozważmy uzdrowienie trędowatych przez Jezusa: On zbliża się do nich, wyciąga rękę, dotyka i uzdrawia ich zniszczone ciało. Według Prawa Mojżeszowego każdy, kto dotknie skóry trędowatego, staje się nieczysty. Według Ewangelii każdy, kto dotknie skóry Jezusa, staje się czysty.
Podobnie jak inne cuda Jezusa, uzdrawianie trędowatych jest znakiem tego, kim On jest (Bogiem w ciele) i dlaczego przyszedł — aby oddać swoje ciało za życie świata. Największym skandalem Ewangelii nie jest skóra przeciwko skórze, ale skóra za skórę.
Jezus, trędowaty za nas
Wielu średniowiecznych chrześcijan wyobrażało sobie zastępczą śmierć Chrystusa właśnie w ten cielesny sposób. Opis cierpiącego Sługi w Izajaszu 53,4, zapowiadający ukrzyżowanie Chrystusa, jest często tłumaczony z hebrajskiego w (mniej więcej) następujący sposób: „Lecz On nasze cierpienia wziął na siebie, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazanego (נָגַע, na.ga) uznali, za chłostanego przez Boga i zdeptanego”.
Ale Hieronim (ok. 342–420), ojciec Kościoła, który przetłumaczył łacińską Wulgatę, oddał tę frazę inaczej. Zamiast „skazanego”, Wulgata brzmi: „A myśmy Go poczytali za trędowatego” (et nos putavimus eum quasi leprosum). Hieronim skłania się tutaj ku interpretacyjnej stronie tłumaczenia, ale opiera się na tym, jak sam tekst sugeruje, że cierpiący jest traktowany jak trędowaci w Księdze Kapłańskiej: jest bez krasy i majestatu, brzydki i upokorzony, wykluczony i wzgardzony.
Największym skandalem Ewangelii nie jest skóra przeciwko skórze, ale skóra za skórę.
Przez ponad 1000 lat tak właśnie chrześcijanie Zachodu odbierali tekst Izajasza 53 — z obrazem Chrystusa o chorej skórze niezatarcie wyrytym w ich umysłach i następnie przedstawianym w sztuce. Te dzieła sztuki nie ukazują Jezusa ze zwykłymi pięcioma ranami na dłoniach, stopach i boku; wyobrażają Jezusa pokrytego dziurami, plamami i sińcami na całym ciele. Ewangelia, mogliby powiedzieć, polega na tym, że Jezus stał się dla nas trędowatym.
Głębsze uzdrowienie
Układ odpornościowy — sieć narządów, białych krwinek, białek i substancji chemicznych — ma chronić przed chorobą i sprzyjać gojeniu. Ale choroba autoimmunologiczna odwraca ten proces, atakując to samo ciało, któremu ma pomagać rozkwitać. Rozważ uderzające podobieństwo do naszego stanu duchowego, choroby duszy, która sabotuje i niszczy naszą egzystencję. Zastanawiamy się wraz z Pawłem: „Któż mnie wyzwoli z tego ciała [podanego] śmierci?” (Rz 7,24).
Ci, którzy cierpią na choroby fizyczne, niosą mroczną łaskę, dar spowity w tajemniczy ból, cielesne „memento mori”, które powtarza prawdę o skażeniu. Od Pawła dowiadujemy się, że nawet oścień w ciele może być darem (2 Kor 12,7). Co godne uwagi, jedno z niewielu wyczerpujących, książkowych studiów nad Pawłowym „ościeniem dla ciała” dochodzi do wniosku, że dotyczył on jego fizycznego ciała i był paralelny do cierpień Hioba: „pewnego rodzaju niezwykły, długotrwały, przerywany, kłujący ból twarzy”. Jednak Paweł nauczył się mówić: „Mam upodobanie w słabościach… Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (w. 10, Biblia Warszawska).
Ci, którzy cierpią na choroby fizyczne, niosą mroczną łaskę, dar spowity w tajemniczy ból, cielesne „memento mori”.
Kiedy opłakuję moją niszczejącą skórę głowy, staję się coraz bardziej wdzięczny, że w ogóle mam skórę, że moja krew i mięśnie są owinięte w bosko wyznaczone schronienie — jakkolwiek kruchym by ono nie było. I zastanawiam się, jak bezcielesny Bóg stał się „kością z moich kości i ciałem z mojego ciała”, jak ta święta skóra pomieściła Nieogarnionego.
Pamiętam ten chwalebny wers Grzegorza z Nazjanzu — „Bo to, co nie zostało przyjęte, nie zostało uzdrowione” — i podziwiam ten rodzaj uzdrowienia. Głębsze lekarstwo. Moi dermatolodzy dotykają mojej głowy tylko w rękawiczkach: jestem nieczysty. Jezus bierze moją skórę jako własną: jestem czysty.
Dobra nowina jest taka, że Jezus przyszedł, aby uleczyć mnie od środka. Trędowaci nie są już wygnani ze świątyni; Król-Trędowaty mieszka ze mną. On czyni swój dom wśród nędzarzy; idzie do ruin i tam buduje swoje królestwo. Oświadcza: „Dosyć masz na mojej łasce, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości” (w. 9).






