Gdybyś poprosił mnie o opowiedzenie o oceanie, zanim jeszcze kiedykolwiek poleciałam za granicę, opisałabym białe, piaszczyste plaże południowo-zachodniej Florydy. W pogodny dzień trudno odróżnić, gdzie kończy się woda, a zaczyna niebo, ponieważ horyzont rozciąga się w jedną, błękitną otchłań. Opisałabym wybrzeże północno-zachodniego Pacyfiku i to, jak lodowata woda przeszywa palce u stóp, gdy w zagłębieniach …
Gdybyś poprosił mnie o opowiedzenie o oceanie, zanim jeszcze kiedykolwiek poleciałam za granicę, opisałabym białe, piaszczyste plaże południowo-zachodniej Florydy. W pogodny dzień trudno odróżnić, gdzie kończy się woda, a zaczyna niebo, ponieważ horyzont rozciąga się w jedną, błękitną otchłań. Opisałabym wybrzeże północno-zachodniego Pacyfiku i to, jak lodowata woda przeszywa palce u stóp, gdy w zagłębieniach między kępami nadmorskiej trawy tworzą się kałuże. Opowiedziałabym o zapachu wodorostów na skalistym wybrzeżu Maine i o tym, jak fale z głośnym hukiem uderzają o wyszczerbione klify, by po chwili łagodnie się cofnąć.
Myślałam, że wiem coś o oceanie, ale zrozumiałam to w pełni dopiero wtedy, gdy usiadłam w samolocie z Chicago do Londynu. Gdzieś w szóstej godzinie patrzenia przez maleńkie okienko samolotu i widzenia jedynie wody w każdym kierunku, moje pojmowanie słowa „ocean” wzrosło. Ocean był większy i bardziej wszechogarniający, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam. I to samo dotyczy naszego rozumienia słowa „uwielbienie”.
Zapytaj chrześcijankę, jak uwielbia Boga, a istnieje duża szansa, że wspomni o swojej ulubionej playliście na Spotify. Może ci powiedzieć, że słuchanie muzyki uwielbienia daje jej poczucie spokoju, gdy jej trampki chrupią żwir na ulubionej ścieżce spacerowej. Dla innych to słowo może przywodzić na myśl spotkanie z innymi chrześcijanami w niedzielny poranek, aby śpiewać, modlić się, przystępować do Wieczerzy Pańskiej i słuchać nauczania ze Słowa Bożego.
Choć te obrazy i pomysły opisują elementy uwielbienia, musimy spojrzeć z szerszej perspektywy, niczym na bezmiar oceanu z lotu ptaka. Ponieważ niezależnie od tego, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, uwielbiamy – przez cały dzień, każdego dnia. Jesteśmy czcicielami z natury i nieustannie oddajemy nasze serca i życie czemuś lub komuś, kto – jak mamy nadzieję – dotrzyma swoich obietnic i da nam spełnienie, którego pragniemy.
Czym jest uwielbienie?
Biblijne uwielbienie to, w skrócie, nasza odpowiedź na to, kim jest Bóg i czego dokonał. Ośnieżone szczyty pasma górskiego sprawiają, że wstrzymujemy oddech z zachwytu; pierwszy kęs ciepłej bułeczki cynamonowej wywołuje mruknięcie zadowolenia – jesteśmy stworzeniami, które reagują. I tak jak nie możemy powstrzymać uśmiechu na widok chichotu trzymiesięcznego dziecka, tak jesteśmy zaprogramowani do reagowania, gdy widzimy Boga i spotykamy się z Nim.
Jednak reakcja na Boga powinna różnić się od reakcji na górski szczyt czy uśmiech dziecka, ponieważ Bóg jest nieskończenie dobry, niezgłębienie piękny, doskonale święty, niepojęcie mądry i pełen niezachwianej miłości.
Niezależnie od tego, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, uwielbiamy – przez cały dzień, każdego dnia.
Jedyną właściwą reakcją jest całkowite oddanie się Jemu. Dlatego, gdy ludzie w Piśmie Świętym spotykają Boga w sposób bezpośredni i osobisty, często padają na twarz (Rdz 17,3; Ez 1,28; Obj 1,17). Tim Keller opisuje nasze całkowite oddanie w odpowiedzi Bogu jako „worth-ship” (oddanie wartości), co jest źródłem angielskiego słowa „worship” (uwielbienie), mówiąc: „Uwielbienie to dostrzeżenie tego, ile wart jest Bóg, i oddanie Mu tej wartości”.
Być może zaczniesz pojmować, że jeśli uwielbienie polega na oddawaniu Bogu tego, na co zasługuje, to jest to coś więcej niż tylko słuchanie muzyki uwielbienia czy chodzenie do kościoła w niedziele. Uwielbienie to coś więcej niż wypowiadanie od czasu do czasu kilku słów uwielbienia pod adresem Boga czy oddawanie części naszych dochodów na rzecz kościoła. To zarówno coś, co robimy, jak i to, kim jesteśmy.
Uwielbianie Boga to trwająca całe życie, wszechogarniająca odpowiedź polegająca na umieraniu dla samego siebie i przeżywaniu każdej chwili dla Niego (Łk 9,23; 14,33; Kol 3,3). Uwielbienie wymaga, abyśmy poddali Bogu wszystko, co mamy, i stali się Jego chętnymi i pełnymi uwielbienia sługami przez wszystkie nasze dni (1 Kor 3,9; Ef 2,10; Kol 3,23–24). Uwielbienie to nieustanna postawa naszych serc, gdy konsekwentnie reagujemy i odpowiadamy na Niego i Jego dzieło wokół nas (Ps 71,8; Hbr 13,15).
Ostateczny przykład uwielbienia
Ostatecznym przykładem uwielbienia w Piśmie Świętym jest sam Chrystus. W Jego życiu widzimy, jak wygląda właściwa odpowiedź na Boży charakter, dzieło i autorytet w codziennym życiu.
Jezus używał swoich słów, aby uwielbiać. Okazywał swoje oddanie Ojcu poprzez modlitwę i dziękczynienie (Mk 6,41; Łk 5,16; J 17), świadcząc o Bożym charakterze i drogach (Mt 7,11; Łk 13,18–21; J 15).
Jezus używał także swoich czynów, aby uwielbiać. Doskonale przestrzegał Bożego prawa i przykazań, wykonując swoją pracę (Mt 12,1–14). Jego „pokarmem” było wypełnianie woli Ojca i dokończenie Jego dzieła (J 4,34). Poprzez publiczną służbę, jak i prywatne, zwyczajne chwile, czyny Jezusa przynosiły chwałę Bogu (Mt 15,30–31; Łk 7,44–50).
Uwielbianie Boga to trwająca całe życie, wszechogarniająca odpowiedź polegająca na umieraniu dla samego siebie i przeżywaniu każdej chwili dla Niego.
Jezus uwielbiał Boga poprzez swoje „dlaczego”. Zawsze był skupiony na Ojcu, a nie na egoistycznych ambicjach czy osobistym spełnieniu, nawet gdy cieszył się błogosławieństwami świata, takimi jak uczestnictwo w weselach (J 2,1–12) i dzielenie się dobrym jedzeniem i piciem z różnymi ludźmi (Łk 7,34, 36; 9,16–17; 10,38–42; 14; 24,41–42).
Dobra nowina dla wielbiących
Dobra nowina jest taka, że jeśli pokładałeś wiarę w Jezusie Chrystusie, masz przypisane doskonałe świadectwo uwielbienia Chrystusa w swoim imieniu (zob. Rzym 5,17–19). Twój nowy duch jest skłonny ku Bogu, by odnajdywać głęboką radość w uwielbianiu Go (Ez 36,26), mimo że zmagasz się z grzechami takimi jak bałwochwalstwo i pycha.
Celem dla nas jako wierzących jest nieustanne wpatrywanie się w Jezusa, abyśmy nie zapomnieli o naszym ostatecznym Panu i Zbawicielu. Wymaga to usuwania rozpraszaczy z naszego życia, regularnego rozważania Słowa Bożego i stawiania się w sytuacjach, w których możemy z zachwytem rozmyślać o Bożym charakterze i stworzeniu. Celem nie jest skomplikowanie spraw czy „odfajkowanie” zadania, ale szczere wyrażenie swojej miłości i wdzięczności Bogu.






